• Wpisów:77
  • Średnio co: 11 dni
  • Ostatni wpis:301 dni temu
  • Licznik odwiedzin:10 633 / 913 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Witajcie Chciałabym oficjalnie ogłosić, że nie będę już pisała na tym blogu, bo nikt tego już nie czyta. Kontynuacje Mojej Magii 3 oraz moje inne ksiąki które planuje znajdziecie na moim wattpadzie:

>>>>>>>> https://www.wattpad.com/user/Lili33Love <<<<<<<
 

 
Rankiem mnie i Davida obudził Jake.
- Wstawajcie! Emily! Idziemy dalej szukać. – na jego słowa od razu usiadłam otwierając oczy
- Śniło mi się że jesteśmy w domu całą czwórką. – powiedziałam – Bardzo tęsknie za córkami…
David również usiadł i pogłaskał mnie delikatnie po ramieniu.
- A wiesz, że mi też? – uśmiechną się – To dobry znak, Emi!
Na to do pokoju weszła Camely ubrana w długą czarną suknie.
- Już nie śpicie? – spojrzała na nas – To zapraszam was w takim razie na śniadanie. Jake? Pozwolisz na chwile? – mrugnęła do niego
- Już idę! – uśmiechnął się do niej – Zostawmy lepiej parę samą. Emi się pewnie przebierze i w ogóle.
- Ta! Przyjdźcie za chwile do głównej sali. To na dole. Największe drzwi. – powiedziała moja kuzynka i wyszła razem z Jake’iem
Poprosiłam Davida żeby podał mi ze swojego plecaka moje czyste rzeczy. Wzięłam je sobie, bo wiedziałam, że to może długo potrwać. Mój mąż też miał ubrania dla siebie. Oboje przebraliśmy się. Ja w zieloną bluzkę z czarnymi kokardkami i krótkie dżinsowe spodenki a David założył koszule w czarno czerwoną kratę i granatowe spodnie do kolan. Wyszliśmy z pokoju i poszliśmy do sali wskazanej przez Camely. Ona i Jake już na nas czekali.
- O czym sobie rozmawiacie? – uśmiechnęłam się i usiadłam przy stole obok Jake’a
David zajął miejsce naprzeciw mnie i obok Camely.
- Opowiadam Camely o naszym świecie, Emi. – odpowiedział mi przyjaciel
- Strasznie chciałabym mieszkać na Ziemi, ale Prawa Magii nie pozwalają królowym opuszczania ich wymiarów. Wielka szkoda, bo przeczytałam już tak wiele książek i marzę by móc zwiedzić Ziemię. Chciałabym podróżować. – powiedziała Camely
- A nie możesz wyjść stąd chociaż na tydzień? – spytał David
- Nie wolno mi… Nie mogę nawet wychodzić poza wioskę ludzi ciemności… Mówiłam już o tym Jake’owi. To moja kara za porwanie siostry Emily. Nawet gdyby nie to królowa nie może opuszczać swojego wymiaru. Takie są zasady i muszę się dostosować…
- Współczuję ci. – powiedział do niej Jake – Jakbym wiedział jak można porozmawiać z Królową Magii pomógłbym ci. Niestety nie wiem jak to zrobić. Nikt tego nie wie.
- Nikt poza Strażnikami Magii. To ludzie Królowej. Ale oni tak samo jak ona ukrywają się. Nie można się z nimi w żaden sposób skontaktować. Ja raz widziałam dwoje z nich. Przynieśli mi list od Królowej i zniknęli na moich oczach. Było w nim, że zostałam królową wymiaru mroku, że moja matka została zamknięta w lochach w pałacu Królowej Magii, i że mam zakaz opuszczania terenu mojego zamku na kilometr w każdą stronę. Aktualnie jest to teren wioski.
Wtedy do sali weszli dwaj służący z tacami kanapek dla nas. Po jedzeniu Camely zaczęła prowadzić nas na najwyższą wieżę jej zamku.
- Dokąd właściwie idziemy? – spytał David
- Do dawnej komnaty mojej mamy. – odpowiedziała moja kuzynka
Stanęliśmy pod drzwiami. Królowa mroku wyjęła z kieszeni sukni stary klucz i otworzyła nim drzwi. Naszym oczom ukazało się średniej wielkości pomieszczenie. Przy ścianie naprzeciw wejście stały dwie duże skrzynie a na prawo od nich stało łóżko. Za drzwiami znajdowała się wielka drewniana szafa, a na środku pomieszczenia duży stół z mnóstwem papierów. Dookoła było mnóstwo kurzu i pajęczyn.
- Przeraża mnie trochę to miejsce… - powiedziałam cicho i mocno złapałam Davida za rękę
Mój mąż nic nie powiedział tylko położył mi rękę na policzku, przyciągnął mnie do siebie i przytulił.
- Nie mam innego pomysłu gdzie może znajdować się klucz. Mam nadzieje że będzie właśnie tutaj – powiedziała Camely
- Ja też! Musimy go znaleźć właśnie dzisiaj. To ostatnia szansa… Jutro jest pełnia księżyca. Jeśli do tamtego czasu nie uratujemy Cindy i Annie one zginą… a wtedy i ja odbiorę sobie życie. – powiedziałam
Jake i David spojrzeli na mnie a potem na siebie nie odzywając się ani słowem. Weszliśmy do pomieszczenia. Zaczęliśmy przeszukiwać wszystko co tylko się dało. Klucza nadal nigdzie nie było.
- To wszystko przez moją rodzinę. – zaczęłam mówić zdenerwowana - Bycie księżniczką to przekleństwo. Jeszcze ta dziwna moc Niebieskie Światło. Dostałam ją od mamy gdy się urodziłam. Jak miałam 15 lat moja ciotka postanowiła mnie zabić żeby odebrać mi tą dziwną moc. Potem Cam chciała tej mocy. Zaszłam w ciążę, urodziłam córki i tej starszej o kilka minut oddałam tą moc. Teraz trolle porwały dziewczynki żeby ją zdobyć. Nie wiedziały która była pierwsza więc zabrały obie. Ty wiesz co to jest to Niebieskie Światło? – zwróciłam się do kuzynki
- Nie mam pojęcia. Mama mi mówiła że to wielka moc dzięki której będzie potężniejsza od samej Królowej Magii. Tak mówiła, ale nigdy nie powiedziała co to naprawdę jest. – powiedziała Camely
- Wszyscy chcą tej magii a nikt nie wie co to jest. Zastanawia mnie dlaczego całe zło świata chce ją zdobyć. Do czego ona służy? Jakaś niszczycielska siła czy co? Co to do cholery jest! – krzyknęłam i kopnęłam w nogę od stołu
Z pod niego wypadł płaski, kwadratowy kawałek drewna. Jakby zamknięcie od jakiejś sekretnej skrytki. Wszyscy spojrzeliśmy po sobie. Kucnęłam przy stole i zajrzałam pod niego. W miejsca skąd odpadł tamten drewniany kwadrat wystawał jakiś kawałek metalu. Sięgnęłam po niego i wyjęłam duży stary metalowy klucz. Był lekko zardzewiały i miał ok. 10 cm. Pokazałam go Camely.
- Tak! To ten klucz! - uśmiechnęła się patrząc na niego.
Całą czwórką szybko zbiegliśmy z wierzy na parter.
- Możemy już ruszać dalej. Jest jeszcze szansa. – powiedziałam uśmiechając się i przytuliłam Camely – Dziękuję ci bardzo za pomoc. Znaleźliśmy go dzięki tobie!
- Nie ma za co! – uśmiechnęła się
- Ruszajmy jak najszybciej. Jesteśmy już bardzo blisko odnalezienia naszych córek. – powiedział David i odwrócił się do Jake’a – Otwieraj portal do wymiaru ziemi. Im szybciej tym lepiej.
Jake skierował prawą rękę w stronę ściany korytarza. Zaczęło się na niej pojawiać coraz większe wirujące zielone koło.
- Czekaj! – krzyknęła Camely a Jake spuścił rękę i odwrócił się zdziwiony w jej stronę.
- O co chodzi? – spytał
Camely uśmiechnęła się i spuściła głowę.
- Pamiętasz wczorajszy wieczór? Chciałam zapytać czy dla ciebie to coś znaczyło… bo dla mnie chyba tak… - założyła ręką kosmyk czarnych włosów za ucho – Nie chce… żebyś z nimi szedł. Chciałabym żebyś tu ze mną został, bo… chyba się zakochałam… - spuściła głowę jeszcze bardziej zasłaniając twarz włosami.
Chłopak uśmiechnął się i powoli podszedł do niej.
- Wybacz, ale ja muszę iść. – chwycił ją za ręce – Muszę pomóc Emily i Davidowi. Nie mogę zostać. Świat mroku to nie moje miejsce. Ja mieszkam na Ziemi.
- Czyli tamto dla ciebie nic nie znaczyło? – podniosła głowę a po jej policzku płynęła łza
- Tamten wieczór… Nie wiem właściwie dlaczego to zrobiłem…
- Co? – przerwała mu – A myślałam że cię chodź trochę obchodzę… - zabrała od niego ręce i cofnęła się o krok – Spotkałam niewielu ludzi na swojej drodze. Rzadko ktoś do mnie przychodzi. Myślałam że nigdy nie spotkam nikogo wyjątkowego a spotkałam ciebie… Miałam nadzieje, że skoro mnie wtedy pocałowałeś nie jestem ci obojętna… a się myliłam… Idź już lepiej! Nie zawracaj sobie mną głowy… - odwróciła się by wrócić do swojej komnaty
- Cam.. – Jake podbiegł do niej i złapał ją za rękę. – Nie wiem dlaczego to wtedy zrobiłem, ale to była najlepsza rzecz jaką mogłem zrobić. Nie ma na Ziemi piękniejszej dziewczyny niż ty. – położył jej rękę na policzku i lekko wycierając z niego łzy – Obchodzisz mnie i to bardzo. Nie myliłaś się. – powiedział i zaczął całować ją w usta
Dziewczyna objęła go rękoma wokół szyi i odwzajemniła pocałunek.
- Ja dobrze widzę? On się z nią całuje? – powiedział zdziwiony David
- Już drugi raz… - powiedziałam spuszczając głowę
Znów ta zazdrość… Dlaczego ja to ciągle czuję? Będę musiała się przyzwyczaić, bo zdaje się oni są w sobie zakochani…
- Drugi raz?
- Tak… Wczoraj w nocy widziałam jak ją pocałował. Był z nią w jej pokoju. Przerwałam im wtedy wołając ojca Camely. Ja…
- Jesteś o niego zazdrosna? – przerwał mi mój mąż
- Mhm… Nie wiem dlaczego… Nie chce. Chce żeby Jake ułożył sobie życie z jakąś dziewczyną i żeby był z nią szczęśliwy a nie wciąż myślał o swojej miłości do mnie…
- To ci minie, Emily. – powiedział uśmiechając się – Za bardzo przyzwyczaiłaś się przez te wszystkie lata że Jake jest blisko ciebie.
Wtedy Camely puściła Jake’a.
- Więc zostaniesz teraz ze mną? – uśmiechnęła się patrząc mu w oczy
- Wybacz Camely, muszę im pomóc. Nie mogę zostać ale obiecuje ci, że do ciebie wrócę. Będę cię odwiedzał. Tak często jak to możliwe. – odpowiedział jej
- No dobrze. Bardzo żałuje, że nie mogę iść z wami. Chciałabym jeszcze spędzić z tobą trochę czasu.
- Niedługo się zobaczymy moja księżniczko. – pocałował ją w czoło a potem przytulił
- Będę tęsknić. – powiedziała cicho
Jake podszedł do mnie i Davida.
- Ruszamy dalej. – powiedział uśmiechając się
- Żegnajcie! – powiedziała Camely – Obyście uratowali dziewczynki.
Jake ponownie skierował rękę w stronę ściany i stworzył na niej zielony portal. Przeszliśmy przez niego i znaleźliśmy się w wymiarze ziemi.
 

 
Zapukałam kilka razy. Po chwili otworzył nam wysoki siwiejący mężczyzna ubrany w czarne ubrania.
- Dzień dobry! - uśmiechnął się - Witam w zamku mroku.
Weszliśmy do środka. Zanim mężczyzna zdążył nas zapytać kim jesteśmy i po co przyszliśmy korytarzem naprzeciwko nas przybiegła uśmiechnięta Camely. Miała na sobie czerwoną bluzkę i czarną spódniczkę przed kolana. Czarne, gęste włosy sięgały jej do pasa.
- Emily! - wykrzyknęła i przytuliła się do mnie
- Też się cieszę że cię widzę! - zaśmiałam się
Dziewczyna wypuściła mnie z uścisku.
- Jejku... Nie masz pojęcia jak brakuje mi tutaj odwiedzin kogokolwiek! - śmiała się
Jake i David cały czas patrzyli raz na mnie raz na Camely.
- A wam co? - zaśmiałam się
- Nie wiedziałem że masz tak uderzająco podobną do siebie kuzynkę! - powiedział Jake szeroko się uśmiechając.
Obie spojrzałyśmy na siebie. Faktycznie miałyśmy bardzo podobne twarze.
- Głosy też mają podobne! - powiedział David
- Bardzo! Tak słodko brzmiące! - Jake uśmiechnął się do mojej kuzynki
- No widzisz! - Camely uśmiechnęła się do niego zakładając włosy za ucho - Właściwie to nie pamiętam cię. Spotkaliśmy się kiedyś? Jestem Camely. - powiedziała podchodząc do Jake'a
- Ja... Ja jestem Jake! - uśmiechnął się do niej - Znam cię, ale nigdy nie rozmawialiśmy. Emily mi o tobie opowiadała. Szczerze mówiąc to tak naprawdę widzę cię po raz pierwszy.
- Ty jesteś Jake, przyjaciel Emily? Też w sumie cię nigdy nie widziałam. - zaśmiała się - No to w końcu mamy okazje się poznać! - mrugnął do niej a ona odpowiedziała szerokim uśmiechem
- Tato! - powiedziała po chwili patrząc na mężczyznę który wpuścił nas do zamku - Poproś w kuchni o przygotowanie dla naszych gości jakiegoś poczęstunku.
- Mhm! - uśmiechnął się do niej
- Właściwie nie zostaniemy długo! Mamy ważną sprawę. Bardzo ważną! - powiedziałam
- Coś się stało, Emi? To może nie tutaj! Chodźcie! - powiedziała Camely
Zaprowadziła nas do swojej komnaty a jej ojciec poszedł do siebie. Usiedliśmy przy dużym stole.
- To opowiadaj! - powiedziała
- Górskie trolle z wymiaru ziemi porwały córki Davida i Emily. Potrzebujemy klucza do ich jaskini a podobno jest w twoim zamku. - powiedział Jake uśmiechając się do niej
- Współczuję wam! - Camely spojrzała na mnie - Wiem że jest tu ten klucz, ale muszę go poszukać. Przydała by się pomoc. Pójdziecie ze mną?
- Jasne! - powiedział Jake
Wstaliśmy więc, wyszliśmy z komnaty i ruszyliśmy korytarzem.
- Podejrzewam, że mama trzymała go albo w swoim pokoju, albo w bibliotece, albo w sali z magicznymi przedmiotami. - powiedziała Camely
- No to może zajrzymy najpierw do tych magicznych rzeczy? - zaproponował Jake
- Dobry pomysł. Sala jest w podziemiach.
Poszliśmy więc w stronę schodów na dół.
- Camely? Od naszego ostatniego spotkania bardzo się zmieniłaś. Cieszę się! - powiedziałam uśmiechając się do niej - Jak ci się teraz układa?
- Czuje się o wiele lepiej niż wtedy z matką... Jest dobrze! - uśmiechnęła się - Odnalazłam mojego tatę. Poznaliście go już. Otworzył wam drzwi. Cieszę się że mi wtedy pomogłaś, Emi. Jestem ci za to bardzo wdzięczna.
- Nie jesteś zła tylko dobra. Od początku tak myślałam. Pani Russell miała na ciebie zły wpływ. To przez nią.
- Wiem... Powiedz mi jeszcze tylko co z twoją siostrą? Ja ją wtedy porwałam... Była taka przerażona... Co u niej?
- Olivia czuje się świetnie. Wszystko z nią dobrze.
- Martwiłam się trochę o nią. Nie powinnam była tego wtedy robić... Jak wrócisz przeproś ją ode mnie... Ile ma teraz lat?
- Ma 17! Jeszcze nie skończone w sumie. Naprawdę nie musisz się przejmować.
- Pewnie nawet nie pamięta wszystkiego za bardzo. Tak jak ja gdy to mnie porwała twoja mama. - wtrącił David
- Jedyne co jej zostało po nieprzyjemnej wizycie tutaj to strach przed ciemnością. - powiedziałam
- Biedna... Przeproś ją ode mnie. Lepiej się poczuję kiedy będę wiedziała że ją przeprosiłam za wszystko. - powiedziała Camely
- Przekaże! - uśmiechnęłam się - Jestem pewna że już ci wybaczyła.
- Dobrze... A co u ciebie, Emily?
- Wyszłam za Davida, mam z nim dwie córki bliźniaczki, prowadzę sklep z ubraniami razem z przyjaciółką. Wszystko dobrze, poza tym, że porwano mi córki i bardzo się o nie boję. Mam nadzieję, że zdążę je ocalić... - spuściłam głowę
- Wieżę, że wam się uda. Na pewno zdążycie!
Uśmiechnęłam się do niej.
- Mimo, że mieszkam z ojcem, w zamku jest służba, pod zamkiem buduje się wioska, to... czasem czuję się samotna. Brakuje mi kogoś, kto by mnie kochał... ale nie w sensie miłości rodzinnej, bo to mam... Potrzebuję mężczyzny który się mną zaopiekuje. Kogoś z kim przeżyje tu tą wieczność. Jak wiadomo w swoim wymiarze jestem nieśmiertelna...
- Na pewno w końcu na kogoś trafisz. Jak nie stąd to może pewnego dnia jakiś szalony chłopak z Ziemi pofatyguje się żeby tu przyjść, i może to będzie najlepsze co mógł w życiu zrobić! - zaśmiał się Jake - Ja też jestem sam. Może do mnie też kiedyś jakaś ślicznotka coś poczuje... Szczerze wątpię, ale cuda się zdążają! - śmiał się dalej
- Jake... - zaśmiałam się
- Zabawny jesteś, wiesz? - powiedziała Camely - Obyśmy oboje sobie kiedyś kogoś znaleźli. - uśmiechnęła się do niego
Zeszliśmy po schodach do piwnicy. Przeszliśmy obok lochów aż do dużych drewnianych drzwi. Camely otworzyła je.
- Tylko niczego nie dotykajcie. Wszystko leży na półkach. Jeśli klucz tam jest na pewno będzie w widocznym miejscu. - powiedziała
- Jeśli mamy niczego nie dotykać to jak mamy chodzić? - zaśmiał się Jake
- Chodzić możecie! Chodziło o te przedmioty - powiedziała Camely również się śmiejąc
- A klucz można dotknąć? - śmiał się dalej
- Przestań Jake! Zachowujesz się jak dzieciak... - powiedział David
- Daj mu spokój. - powiedziałyśmy z Camely niemal równocześnie
- Dobra, dobra.
Weszliśmy w czwórkę do pomieszczenia. Dookoła na półkach po rozstawiane były różne magiczne rzeczy. Przeszukaliśmy wszystko ale klucza nie było. Podobnie w bibliotece. Zaczęłam powoli tracić nadzieje.
- David... Bardzo się boję... To się nie uda... Straciliśmy córki... - powiedziałam smutno gdy wychodziliśmy z biblioteki
- Nie trać nadziei, moja księżniczko! - David przytulił mnie - Uratujemy je! Zobaczysz!
- Nie powinnam pozwalać im wtedy wyjść same na dwór... Wszystko przeze mnie...
- Nieprawda! - powiedziała Camely kładąc mi rękę na ramieniu - Uda wam się, Emily! Na pewno!
- Nie wytrzymuje już... Świadomość że one mogą zaraz umrzeć...
David mocniej mnie przytulił.
- W rozpaczy nic nie zdziałamy. Musimy się pośpieszyć i mieć nadzieje, że się uda. Uwierz mi, kochanie. Czuję się tak samo jak ty. Bardzo, bardzo się boję. - powiedział
- Kocham cię, David... - powiedziałam cicho i wzięłam głęboki oddech
- Emiś? Może powinnaś się przespać chodź trochę? Jest już wieczór. Połóż się na trochę a my poszukamy dalej. - powiedział Jake
- Chce iść z wami. Nie pójdę spać, nie ma mowy!
- Moim zdaniem Jake ma racje! - powiedziała moja kuzynka - Prześpij się a na pewno poczujesz się lepiej.
- Niech będzie... - zgodziłam się
- To chodź! Zaprowadzę cię do pokoju.
Poszliśmy więc korytarzem w prawo i weszliśmy do pierwszego pomieszczenia za pokojem Camely.
- To trzyosobowy pokój. Nie będzie wam przeszkadzało jak dam was wszystkich razem? - spytała dziewczyna
- Może być! - powiedział Jake uśmiechając się do niej
- To my pójdziemy a ty idź spać, Emilciu. - powiedział David całując mnie w policzek
- David..? Zostań tu ze mną, proszę.
David spojrzał na Camely a potem na Jake'a.
- Poradzicie sobie? - spytał
- Oczywiście! - odpowiedział mu Jake i razem z moją kuzynką wyszli zamykając za sobą drzwi.
Ja i David położyliśmy się w łóżku. Mój mąż przytulił mnie do siebie. Leżeliśmy tak chwilę.
- David? Myślałam o nas jak się poznaliśmy. - powiedziałam - W sumie to nie mogłam o tym myśleć bo tego nie pamiętam. Znamy się od tak dawna. To cudowne, że przyjaźniliśmy się od małego a potem oboje w sobie zakochaliśmy. - uśmiechnęłam się
- Moja Emily... - David zaczął powoli głaskać mnie po głowie - Jesteś słodka! Pamiętam dzień w którym pierwszy raz powiedziałem ci, że cię kocham. Spłynęła ci wtedy łza po policzku a potem mocno się do mnie przytuliłaś.
- Tak bardzo cię kocham... Najpierw byłam tylko twoją przyjaciółką. Potem zakochaliśmy się w sobie, wyznaliśmy sobie miłość, spotykaliśmy w tajemnicy aż w końcu się związaliśmy. Teraz jestem już twoją żoną. Już zawsze będziemy razem. Cokolwiek się stanie. Nie mogłam lepiej trafić niż na ciebie.
- Ja tak samo. Jesteś spełnieniem moich marzeń. Piękna Emily...
David puścił mnie i nachylił się od boku nade mną.
- Jesteś taka piękna, taka cudowna... Do tego tylko moja. Czy może być jeszcze cudowniej?
Obróciłam się na plecy i spojrzałam mu w oczy.
- Może, David. - powiedziałam kładąc mu dłoń na policzku
Podniosłam się lekko a David wsunął pod moją głowę rękę i zaczęliśmy się całować. Potem David znów położył się obok mnie i szybko zasnęliśmy wtuleni w siebie. W nocy usłyszałam jakiś hałas. Przetarłam oczy rękoma i rozejrzałam się po pokoju. Jake'a nadal nie było. Spojrzałam na godzinę w swoim telefonie. Była 3 w nocy. Wtedy usłyszałam śmiechy z pokoju obok. Rozpoznałam głosy przyjaciela i kuzynki. Postanowiłam iść sprawdzić co tam się dzieje. Powoli wyszłam z łóżka by nie obudzić Davida i po cichu wyszłam. Drzwi do pokoju Camely były uchylone. Podeszłam do nich i zajrzałam do środka. Jake siedział z nią na jej łóżku.
- Ja uczę w szkole magii. - powiedział do niej - Od czasu jak zainteresowałem się magią chciałem to robić. Udało się! Jest bardzo fajnie tylko młodzież z pierwszych klas jak nauczą się zaklęć potrafią strasznie rozrabiać. Pewnie dlatego tych najniebezpieczniejszych zaklęć uczy się w trzeciej klasie. - zaśmiał się
- W sumie też bym mogła uczyć. Chciałabym! - uśmiechnęła się do niego - Szkoda tylko, że nie mogę opuścić wymiaru mroku... Życie królowej jest straszne. Emily to ma dobrze! Jej mama w młodości się zbuntowała i dzięki temu uchroniła ją od życia w zamkniętym pałacu...
- Nie mogłabyś poprosić Królową Magii by pozwoliła ci stąd wyjść?
- Nie wiem jak nawet... Pewnie i tak by się nie zgodziła... Mam zakaz wychodzenia zbyt daleko od pałacu za porwanie Olivii… Całą wieczność będę samotna...
- A ja będę cię odwiedzał. - powiedział na to Jake
Camely spojrzała na niego.
- Naprawdę? - uśmiechnęła się
- Obiecuję! - odpowiedział jej uśmiechem
- Dziękuję ci! - mocno się do niego przytuliła
- No już, Cam... - zaśmiał się i pocałował ją w policzek
Dziewczyna na to podniosła głowę, spojrzała mu w oczy i dotknęła ręką policzka.
- Ty mnie... - powiedziała cicho tak, że prawie nie usłyszałam
- Wybacz... - Jake lekko spuścił głowę
- Nie szkodzi... - położyła mu rękę na policzku i zaczęła go całować w usta.
Jake na to zamknął oczy i położył dziewczynie ręce w tali. Ja nie mogłam w to uwierzyć. Jake i Camely? Patrząc na nich poczułam lekką zazdrość o przyjaciela. Chłopak od zawsze kochał się tylko we mnie a teraz całuje się z Camely?
- Nie zgadzam się na to! - pomyślałam - Nie ona!
Wtedy wpadł mi do głowy pewien pomysł. Po cichu poszłam pod drzwi pokoju ojca Camely, które był niedaleko.
- Wykorzystam podobieństwo mojego i mojej kuzynki głosów i zawołam jej tatę do jej pokoju. Tak im przerwę! - pomyślałam
Stanęłam pod drzwiami.
- Tato! Przyjdź do mojego pokoju! - zawołałam głosem dziewczyny i schowałam się za szafą która stała obok.
- Już idę, Cam! - zawołał mężczyzna i wyszedł z pokoju kierując się do komnaty swojej córki.
- Wiedziałam, że się uda! - pomyślałam uśmiechając się
- To do jutra Camely! - rozległ się po chwili głos Jake'a i usłyszałam jak idzie w moją stronę.
Szybko wybiegłam z kryjówki i pobiegłam do naszego pokoju. Wskoczyłam do łóżka i zamknęłam oczy udając, że śpię. Zaraz po mnie do środka wszedł Jake.
- Wiem co zrobiłaś, Emily. - powiedział cicho
Otworzyłam jedno oko. Mój przyjaciel uklęknął obok mnie i patrzył mi w oczy.
- Nic nie zrobiłam... - powiedziałam i naciągnęłam kołdrę na oczy
Jake uśmiechnął się do mnie.
- Co widziałaś? - spytał
- Nigdzie nie byłam i nic widzieć nie mogłam.
- W takim razie ciekawe jakim cudem słyszeliśmy jak ktoś o głosie podobnym do Camely woła jej ojca.
- Słyszeliście? - spojrzałam na niego spod kołdry
Jake odsłonił ją z mojej twarzy i pogłaskał mnie ręką po policzku.
- Widziałaś jak się całowaliśmy i zrobiłaś się zazdrosna, prawda? To słodkie!
- Trochę tak... Nie wiem właściwie dlaczego to zrobiłam...
- Jesteś urocza! Teraz chyba rozumiesz jak czuje się kiedy jesteś z Davidem...
- Ta... Poczułam to... - uśmiechnęłam się - Jake... - dodałam po chwili - Czy ty i Cam..?
- Nie wiem jeszcze... Muszę to przemyśleć. Zaskoczyła mnie i ja sam siebie też. - wstał z podłogi - Nie znaleźliśmy jeszcze klucza, ale Cam chyba już wie gdzie on jest. Rano tam pójdziemy! Teraz najlepiej się przespać. Dobranoc Emily! - powiedział i położył się w łóżku po przeciwnej stronie pokoju.
Zamknęłam oczy i od razu pomyślałam o Jake'u i Camely. Zaczęłam żałować że im to przerwałam. Dlaczego w ogóle to zrobiłam? Po co wtrącam się swojemu przyjacielowi w życie. Już i tak ma je beznadziejne przeze mnie. Cały czas robię mu nadzieję chodź Davida nigdy nie zostawię. Nie mogę mieć ich obu i powinnam się pogodzić z tym, że Jake szuka miłości. Może znajdzie ją w mojej kuzynce? Nawet byłoby fajnie! Zasnęłam.
  • awatar Nala13: Ciekawe, ciekawe :DD Aż się prosi z niecierpliwością czekać na następny rozdział ^^
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Po przejściu białym korytarzem znaleźliśmy się w wymiarze powietrza. Rozejrzałam się dookoła. Znajdowaliśmy się na wielkiej chmurze. Nad nami było błękitne niebo. W oddali było widać wysoki, strzelisty zamek z białego kamienia.
- Wygląda tu trochę jakbyśmy stali na chmurach. – zaśmiał się David – Nie spadniemy na dół czasem? To chmury w końcu! – spojrzał w dół na swoje nogi
- Nie! Spokojnie! – uśmiechnął się Jake – To nie jest jak zwykła chmura, bo chmura to gaz a to nie jest gaz. One są tak jak ziemia.
- Ciekawie to wygląda! – rozglądałam się dalej – A teraz lepiej chodźmy do tego zamku. Mam nadzieje że znajdziemy tam klucz do jaskini trolli
Ruszyliśmy więc w drogę. Nagle wokół nas zaczęły latać jakieś dziwne stworzenia. Przypominały nieco młode latające psy rasy beagle, chociaż nie miały futra, a ich łapki były krótsze. Były białe lub jasno błękitne, a skrzydła miały pokryte małymi piórkami w tym samym kolorze co skóra. Były bardzo słodkie.
- Co to? – spoglądałam po kolei na nie przyglądając się im uważnie – Są przesłodkie! Nie zrobią nam nic? – spojrzałam na Jake’a
- Nie! To migotki! – uśmiechnął się – Ich nazwa wzięła się stąd, że w nocy świecą całe poza ich skrzydłami. Kiedy lecą zasłaniają co chwile swoje światło skrzydłami i wygląda to jakby migotały. Nie są agresywne!
Jedno z magicznych stworzeń podleciało do mnie i patrzyło na mnie.
- Cześć! – zaśmiałam się – Jesteś taki słodki… - wyciągnęłam do niego rękę i delikatnie pogłaskałam go po głowie.
- Jest tu więcej innych magicznych zwierząt? – spytał David
- Pewnie! Każdy wymiar zamieszkuje bardzo wiele gatunków różnych stworzeń. Możliwe, że razem jest ich więcej niż na Ziemi! – uśmiechnął się
Migotki obleciały jeszcze kilka razy dookoła nas i odleciały w stronę zamku.
Po długiej wędrówce również tam dotarliśmy. Stanęłam przed wielkimi drzwiami i zapukałam w nie trzy razy. Po chwili otwarły się a za nimi stanęła blondwłosa kobieta ubrana w długą białą suknie.
- Witam was w zamku królowej powietrza, Ivone. W czym mogłabym pomóc? – powiedziała delikatnym melodyjnym głosem.
- Potrzebujemy pomocy. Jestem Emily! Jestem córką królowej Madeline, drugiej władczyni mocy wody. Mogłabym zobaczyć się z królową Ivone? – powiedziałam
- Emily? – uśmiechnęła się do mnie blondynka – Znaczy, że… Jeśli też jesteś księżniczką to jesteśmy kuzynkami! Mam na imię Sunny! Witaj! – przytuliła mnie – Co się stało, że musisz widzieć się z moją matką?
- Przyszłam z przyjacielem Jake’iem i z moim mężem Davidem… – wskazałam na chłopaków - …prosić o pomoc w odnalezieniu moich córek. Porwały je górskie trolle. Królowa Ivone podobno ma klucz do ich jaskini. Chciałabym prosić żebyście mi go dała. Bardzo boje się o dziewczynki.
- Możemy porozmawiać z królową w sprawie tego klucza? – spytał Jake
- Oczywiście! Wejdźcie! – wpuściła nas do zamku – Zaprowadzę was do mojej matki.
I tym razem gdy przekroczyłam próg na mojej głowie również pojawił się błękitny diadem. Po chwili naprzeciw nam wyszła druga blondynka, nieco młodsza od Sunny.
- Sunny… Kto to? – spytała spoglądając na nas
- Jake, David oraz nasza kuzynka Emily. – uśmiechnęła się do niej – To Alice. Moja młodsza siostra.
Dziewczyna miała około 20 lat. Miała na sobie białą sukienkę do kolan i biały diadem na głowie. Obie zaprowadziły nas do komnaty królowej Ivone. Weszliśmy do środka. Królowa siedziała na biurku i czytała książkę. Wyglądała bardzo młodo. Miała rozpuszczone lekko falowane kasztanowe włosy i błękitną sukienkę. Nie miała na nogach butów. Zdziwiłam się na jej widok. Wyobrażałam sobie ją trochę inaczej.
- Mamo! Przyszła księżniczka Emily! – powiedziała Alice
Królowa podniosła głowę i spojrzała na nas. Odłożyła książkę i zeskoczyła z biurka. Od razu jej wygląd nieco uległ zmianie. Twarz dziewczynki zastąpiła poważna mina dorosłej kobiety.
- Wybaczcie! – uśmiechnęła się – Kiedy czytam czuje się jak małe dziecko i… to się dzieje. Kocham czytać! – spojrzała po kolei na mnie, Jake’a i Davida – Czym zawdzięczam waszą wizytę? – spytała
- Szukam klucza do jaskini górskich trolli z wymiaru ziemi. Trolle porwały nasze córki. – chwyciłam Davida za rękę
- Mamy tylko cztery dni by móc je uratować. – dodał David
- Oczywiście że wam pomogę. Tylko… Zdaje mi się że klucza nie ma już w moim królestwie. – powiedziała królowa Ivone
- Jak to? Król Carlos powiedział nam że tu jest. – powiedział Jake
- Nie jestem pewna, ale możliwe że klucz zabrała moja siostra, Ellie. Zostańcie w moim pałacu do jutra a ja poszukam klucza. – powiedziała królowa
- Może przydałaby się pomoc? – spytał Jake
- Zgoda! – uśmiechnęła się do niego – Mam w zamku bardzo dużą bibliotekę. Jest w niej książka w której zapisuje co działo się z kluczem od momentu kiedy go dostałam. Jeśli napisane jest że wzięła go Ellie będziecie musieli iść do wymiaru mroku po niego.
- Ja zaprowadzę Emily i Davida do jednej z komnat. – powiedziała Sunny
Królowa razem z Jake’iem zeszli schodami na parter a Sunny i Alice zaprowadziły mnie i mojego męża do pokoju w którym mieliśmy zostać na noc. Pokój był mały. Znajdowało się w nim jedynie łóżko i szafa, a ścianę naprzeciw drzwi zajmowało duże okno z balkonem. Weszliśmy do środka a moje kuzynki pożegnały się i zostawiły nas samych. Razem z Davidem wyszliśmy na balkon. Wpatrywałam się w zachodzące słońce.
- Boje się, David... - wyszeptałam w końcu a on przytulił mnie.
- Kocham cię! - powiedział cicho
- Zostały nam 3 dni. Co jeśli... nie zdążymy?...
- Nie mów tak! Nawet nie myśl! Moja księżniczko... - pocałował mnie w czoło - Masz tak dobre serce... Niemożliwe by spotkało nas coś tak strasznego.
- Więc dlaczego nam je odebrano? - wyszłam z jego objęć i spojrzałam w jego zielone oczy
David spuścił głowę.
- Może... Może tak ma być? Po złych chwilach następują zwykle dobre. Możliwe, że po naszym powrocie, całą czwórkę spodka coś wyjątkowego? Nie smuć się tak. Obiecuje ci że będzie dobrze!
Objęłam go rękoma wokół szyi i delikatnie pocałowałam.
- Mam nadzieję że tak będzie! - uśmiechnęłam się
- Będzie skarbie! - odpowiedział uśmiechem
Spojrzałam w stronę naszego pokoju.
- Chyba pójdę się położyć. Tak się martwię że chyba zaraz zemdleje. - powiedziałam
- Pomóc ci? Faktycznie trochę blado wyglądasz. - powiedział chłopak chwytając mnie za rękę.
- Spokojnie! Dam radę! - uśmiechnęłam się i weszłam powoli do naszego pokoju.
Położyłam się na łóżku i zamknęłam oczy. Długo tak leżałam. Nie mogłam zasnąć. Po jakimś czasie do pokoju przyszedł Jake.
- Emily śpi? - spytał cicho
- Półtorej godziny temu zasnęła. - odpowiedział David - Bardzo się martwi, jak to ona. Ja również oczywiście.
- Ja też! Bardzo wam współczuje. Emily jest taka wrażliwa, a po raz trzeci już musi stawić czoło wielkim niebezpieczeństwom...
- Ta... Trochę już chyba nie wytrzymuje. Mówiła, że jej się słabo robi... Martwię się teraz nie tylko o Annie i Cindy, ale i też o moją Emilkę.
- Może kiedy się obudzi poczuje się lepiej. Nie widziałem żeby cokolwiek dzisiaj zjadła, więc może dlatego jej było słabo?
- Pewnie tak...
- Jak by co będę w pokoju obok. Tym po lewej. Przyjdźcie rano! Królowa Ivone nadal szuka klucza. Obawiam się że czeka nas jutro wymiar mroku. Oby Emi nie dopadły tam złe wspomnienia. Ellie Russell i w ogóle!... Biedna Emily! Tyle już musiała przeżywać...
- Staram się dać jej najwięcej szczęścia ile mogę, ale nadal zdarza się że ją to budzi w nocy. Pamięta wszystko i... może nadal się boi?
- Ja już będę szedł! Dajmy Emily się wyspać.
Po chwili Jake wyszedł z naszego pokoju. David położył się za mną, objął mnie ręką w pasie i przyciągnął do siebie. Leżałam jeszcze chwilę i w końcu udało mi się zasnąć. Gdy się obudziłam słyszałam jak David chodzi po pokoju.
- Bądź czujna, Emily! Zostaniesz poddana próbie którą musisz wytrzymać. Znieś tydzień płaczu a już nigdy nie czeka was nic złego. - usłyszałam znów ten miły kobiecy głos, który już kiedyś słyszałam.
- Kto to? - wydusiłam jeszcze nie do końca obudzona.
Nikt jednak nie odpowiedział. Powoli otworzyłam oczy. David patrzył na mnie nieco zdziwiony.
- Dzień dobry, księżniczko! O kim mówiłaś przed chwilą? - spytał
- Wydawało mi się że słyszę jakiś głos. - powiedziałam
- Głos? - podszedł do mnie i usiadł obok mnie na łóżku.
Przyłożył mi rękę do czoła a potem delikatnie w nie pocałował.
- Nikt się nie odzywał. Nie wiem co słyszałaś. - powiedział
- To był głos jakiejś kobiety. Mówiła że zostanę poddana jakiejś próbie, czy coś.
David patrzył na mnie chwilę.
- Zaraz wrócę! - powiedział i wyszedł
Po 10 minutach wrócił razem z Jake'iem.
- Słyszała głos! Ty się znasz na magii, może będziesz wiedział o co chodzi.
Jake podszedł do mnie i usiadł na łóżku. Usiadłam obok.
- Co słyszałaś? - spytał
- Nie róbcie tylko ze mnie jakiejś psychicznej! -zaśmiałam się - Pewnie mi się śniło że słyszałam!
- Nie robimy! Tylko... Jesteś z magicznego świata więc to może być związane z tym gdzie jesteś! - uśmiechnął się
- Na Ziemi też raz to słyszałam. To na pewno nie o to chodzi! Dajcie sobie spokój. Oboje! - znów się zaśmiałam
- Martwię się o ciebie! - powiedział David
- Będzie dobrze! - uśmiechnęłam się
- W takim razie idziemy do pokoju królowej. Zobaczmy czy znalazła ten klucz. - powiedział Jake i oboje wstaliśmy z łóżka
- Ale zanim tam pójdziemy może coś zjesz Emily? - powiedział David
Uśmiechnęłam się. Mąż podał mi jabłko, które wziął z domu i mój ulubiony jogurt pitny. Po jedzeniu poszliśmy w trójkę do pokoju królowej. Czekała już na nas.
- Obawiam się, że nie mam tego klucza! Ostatnia notatka w książce o kluczu opowiada o tym, że moja siostra, Ellie wzięła go dawno temu. Dziś mrokiem rządzi Camely. Wybierzcie się tam i poproście ją o pomoc w dalszych poszukiwaniach. - powiedziała królowa Ivone
- No trudno! Będziemy szukać dalej! - uśmiechnęłam się - Dziękujemy za chęć pomocy.
- Nie ma za co!
Królowa podeszła do mnie i przytuliła mnie.
- Oby wam się udało. - powiedziała cicho
- Mam nadzieje, że odzyskam córki...
- Powodzenia! Ruszajcie w drogę. Nie marnujcie czasu.
Pożegnaliśmy się z królową, Jake otworzył mroczny portal i przenieśliśmy się do wymiaru mroku. Ku mojemu zaskoczeniu wyglądało tu zupełnie inaczej niż w czasie mojej ostatniej wizyty.
- Ale tu pięknie! - powiedzieliśmy wszyscy niemalże równo.
Niebo było jasno brązowe z milionami świecących gwiazd. Ziemia czarna z wieloma gatunkami ciemnolistnych roślin. Dookoła wznosiły się bardzo wysokie rozłożyste drzewa o grafitowych liściach. Wokół portalu spostrzegłam krzewy pięknych czarnych róż. Nad nami krążyło stado mrocznych pegazów - latających koni z czerwonymi oczami i ogromnymi skrzydłami. Na horyzoncie widać było zarys zamku mroku otoczonego małą wioską zamieszkaną przez tutejszych ludzi ciemności. Niewiele wyróżnia ich od zwykłego człowieka. Wszyscy, bez wyjątku mają oczy koloru czarnego, lekko szarą skórę i posiadają moc mroku.
- Niesamowite że tu aż tak się zmieniło! - powiedział Jake gdy tylko ruszyliśmy w stronę zamku.
- Camely nie jest zła więc i wymiar stał się przyjazny! - powiedziałam.
- Drzewa znów mają liście, nie czuć żadnych brzydkich zapachów, ani nie ma dookoła jezior smoły. W końcu jakoś normalnie tu wygląda! - zaśmiał się David
Po godzinie marszu przekroczyliśmy bramę wioski w której centrum stanowił zamek na wielkiej skale w kształcie dłoni. Ludzie ciemności nie zwracali zbytnio na nas uwagi. Niektórzy młodzi tylko spoglądali na nas zdziwieni po raz pierwszy widząc na oczy normalnego człowieka. Po dotarciu do skały i wejściu na nią ciągnącymi się wewnątrz krętymi schodami stanęliśmy przed drzwiami wejściowymi.

-----------------------------------------
Przepraszam że tak długo nic nie pisałam Brak weny, brak czasu... No i rozdział jest dopiero teraz! Nieco krótszy od pozostałych, ale nie chcę teraz jeszcze rozpoczynać nowego wątku, który będzie w kolejnym rozdziale.

Wszystkie komentarze mile widziane
 

 
Wpatrywałam się w Jake'a z wściekłością. Nie mogłam zrozumieć jak w takiej chwili mógł mi to przypomnieć.
- Moje córki zostały porwane a ty masz czelność przypominać mi największy błąd jaki popełniłam w całym swoim życiu! - wrzasnęłam na przyjaciela – Jeśli David to usłyszał...
- Jeśli będziesz krzyczeć na pewno usłyszy. - przerwał mi
- Zapamiętaj! To się nie wydarzyło! To tylko twoja wyobraźnia. Nigdy w życiu mnie tak nie dotknąłeś! - szepnęłam z wściekłością na ustach
- Mylisz się! Zrobiłaś to ze mną! Kochałaś mnie Emily! Żałuje tylko, że nie zrobiłem ci tego mocniej. Może wtedy Annie i Cindy byłyby nasze...
Rozwścieczył mnie tymi słowami jeszcze bardziej. Uderzyłam go ręką w twarz.
- Jeszcze słowo… Wiesz jakie ja miałam problemy ze sobą przez ciebie i twoje niepohamowanie!? Potrzebuje cię teraz więc zamknij się zanim stracisz swój magiczny lód oraz moją przyjaźń!
Jake spuścił głowę. Chyba dotarło do niego co powiedziałam.
- Wybacz Emily... To… To tylko moje marzenia... Masz wspaniałą rodzinę a teraz możesz ją stracić więc jako twój przyjaciel obiecuję ci pomóc. Dziewczynki wrócą do was całe i zdrowe. – powiedział
Wzięłam głęboki oddech.
- Świetnie! Jednak doskonale się rozumiemy! Wejdź do środka, ale ostrzegam cię. Piśnij jeszcze słówko o tym a porozmawiam sobie z tobą inaczej. A jak David się dowie stracisz moc. Od kiedy wiem jak można ją odebrać mogę to zrobić każdemu i kiedy tylko zechcę! – powiedziałam
Tak naprawdę nigdy bym mu tego nie zrobiła. Mówiłam tak w złości i strachu.
- Spokojnie Emi! Jak już kiedyś mówiłem. Nie mam serca wam tego zniszczyć.
Kiedyś gdy Jake też przypomniał mi o zdradzie wyznał, że zna czar który rzucony na kogoś może zamienić miejscami dwa uczucia tej osoby do dwóch osób. Jeśliby więc zamieniłby miejscami we mnie miłość do Davida i przyjaźń do niego dzieliłabym teraz życie z nim. Powiedział jednak, że woli być uczciwy. Widzi między mną a Davidem prawdziwą miłość a to bardzo cenne uczucie. Zbyt cenne i prawdziwe żeby mógł to siłą zniszczyć i mu mnie odebrać. Już woli cierpieć patrząc na moją dłoń w jego dłoni i czekać aż jakaś kobieta zmyje mu mnie z oczu. Robi to też dla mnie, bo bardzo mnie kocha i chce żebym była szczęśliwa nawet jeśli nie z nim. Uznałam to wtedy za jedne z najbardziej uroczych słów. Nadal nie wiem jak mam mu to wynagrodzić, że tak się dla mnie i mojego szczęścia poświęca.
- Przepraszam Emily! Już nigdy więcej nie opowiem tobie o tych swoich marzeniach! Obiecuję! Wybaczysz? – spytał mnie jeszcze nim weszliśmy do środka
- Tak, Jake! – powiedziałam uśmiechając się – Ja też przepraszam, że cię uderzyłam… Masz prawo mnie kochać. Nie da się w końcu na życzenie zmienić takiego uczucia…
Jake pocałował mnie w policzek. No dobra… Raz na jakiś czas mogę mu pozwolić.
- Tylko proszę! Nie przypominaj mi o tamtym… Było mi cudownie, ale złamałam tym serce sobie samej… Prawie się załamałam…
- Wiem… Wybacz!
Uśmiechnęłam się do niego i weszliśmy razem do środka.
- Cześć Jake! – przywitał go David uśmiechając się
- Cześć! – odpowiedział Jake podając mu rękę
Uf… David jednak nie usłyszał co krzyczałam do Jake’a. Tajemnica pozostanie tajemnicą…
- To… Opowiedzcie mi teraz co się stało! – powiedział mój przyjaciel
- Dziewczynki wyszły się bawić na dwór a wtedy nasz nowy sąsiad je złapał. Krzyczały więc wybiegliśmy na dwór. On zmienił się w jakiegoś zielono brązowego, 3-metrowego potwora i porwał je do zielonego portalu. Atakowaliśmy go z Emi magią, ale nic nie zadziałało. Ani woda, ani ogień. Do tego powiedział że zabije dziewczynki w czasie pełni księżyca. To za 4 dni! Mamy niewiele czasu! – wytłumaczył mu David
- Współczuję wam! Mam nadzieje że odnajdziemy Annie i Cindy! – powiedział na to Jake – Możecie mi jeszcze powiedzieć… Emi! Przez telefon mówiłaś, że to był troll. Wiecie może jaki konkretnie?
- Jestem pewna, że przedstawił się jako król górskich trolli! Mówił, że jest z wymiaru ziemi. – powiedziałam
- Górskich? Niedobrze! Są o wiele bardziej złośliwe i okrutne niż trolle jaskiniowe czy leśne.
Znów zaczęłam płakać.
- Emilka! Bądź spokojna! Na pewno je uratujemy! Nic im się nie stanie! Przysięgam! – powiedział David
Usiadłam mu na kolanach i wtuliłam się w niego.
- Co teraz zrobimy? Jak możemy się do nich dostać i gdzie musimy iść? – pytał dalej mój mąż
- Pójdę z wami! Nie mam w tej chwili magicznych kulek, więc przedostaniemy się do wymiaru ziemi dzięki portalowi, który umiem otworzyć. Wy sobie nie poradzicie! Lata ćwiczeń żeby otworzyć chodź jeden i to wielkości 3 letniego dziecka. Te trolle mieszkają w górskich jaskiniach w wymiarze ziemi. Z tego co mi się wydawało wejście do ich jamy zostało zamknięte i nikt z niego nie wyjdzie, ale skoro to stworzenie się wydostało my tam wejdziemy.
- A znasz drogę do tego miejsca? – spytałam
- Niestety nie! Co prawda mam w domu książkę o górskich trollach, ale jest zbyt mało czasu bym mógł jej poszukać.
- No to co zrobimy? – spytał David
- Flet! – powiedziałam nagle – Ja nadal mam flet od centaura Armina! On służy królowi wymiaru ziemi, czyli mojemu wujowi. On na pewno będzie znał drogę!
- Świetnie! Wiesz gdzie go masz? – spytał Jake
- Oczywiście! Już po niego biegnę!
Wybiegłam z salonu i pobiegłam do swojej sypialni. Z szuflady szafki nocnej wyjęłam mały, stary drewniany flet. Wróciłam z nim na dół. Jake właśnie ściągał zdjęcia z jednej ze ścian.
- Co robisz? – zdziwiłam się
- Zdejmuje wszystko żeby portal tego nie zniszczył. – wytłumaczył mi David
- Nie bój się! Nie poniszczę ci niczego! - powiedział Jake uśmiechając się
David wziął z korytarz swój plecak. Włożył do niego coś do jedzenia i parę potrzebnych rzeczy. Dałam mu również mój flet.
- To idziemy, nie? - powiedział zakładając plecak na plecy.
- Tak! - powiedziałam - Chce z powrotem nasze córki!
- Ja też!
- No to chodźcie! Stańcie za mną! - powiedział Jake a my zrobiliśmy o co poprosił
Chłopak stanął na przeciw pustej ściany i wyciągnął ręce w jej stronę. Na ścianie zaczęło powstawać coraz większe wirujące zielone koło. Robiło się coraz większe aż nie było wystarczająco duże żebyśmy mogli do niego wejść. Wtedy Jake spuścił ręce.
- Gotowe! Wchodźcie! - powiedział.
- A to na pewno bezpieczne? – spytałam niepewnie.
Trochę mnie ten portal przerażał.
- Nie bój się! Chodź! - powiedział David i złapał mnie za rękę.
- Wchodźcie szybko! On zaraz zniknie! - powiedział Jake
- Chodź! - powiedział do mnie David i razem weszliśmy w portal.
Jake wbiegł za nami. Szliśmy zielonym tunelem przed siebie.
- To tak wygląda przechodzenie przez portale? - spytałam patrząc na Jake'a
- No! - zaśmiał się – Zobacz, przed nami są drzwi! Wyjdziemy nimi do wymiaru ziemi.
- Jakim cudem? - zaśmiałam się
- Magia, moja droga! - również się zaśmiał
Doszliśmy do starych drewnianych drzwi. Jake otworzył je a z za nich błysło jasne światło. Zasłoniliśmy oczy i weszliśmy do środka. Gdy otworzyłam oczy znajdowaliśmy się w wymiarze ziemi. Za nami stała duża kamienna rama a w niej taki sam portal jaki wcześniej otworzył Jake. Kiedy wszyscy już byliśmy w magicznej krainie portal zamknął się. Rozejrzałam się dookoła. Nic się nie zmieniło od mojego ostatniego pobytu tutaj. Łąki, lasy, góry, wszystko takie same
- Chodźmy do Błękitnego Lasu! - powiedziałam i ruszyłam w tamtą stronę.
Chłopacy poszli za mną.
- Byłem tu już raz, ale nadal nie rozumiem jakim cudem drzewa w tym lesie są niebieskie! - zaśmiał się David
- Są magiczne! Chyba tak najłatwiej ci będzie wytłumaczyć. - zaśmiał się Jake
- Tyle to wiem!
- To po co mówisz, że nie rozumiesz? Jak w czymś są czary to już wiadomo, że nie jest do rozumienia.
- Dobra! To inaczej! Nadal nie wiem dlaczego te magiczne drzewa są niebieskie. Pasuje?
- Są niebieskie, bo nie zielone!
Oboje dalej się śmiali. I pomyśleć że mają prawie po 30 lat…
- Przestańcie! - zaśmiałam się - Zachowujecie się jak dzieci!
- To nie ja! To on! - powiedział na to David
- Oczywiście... - pokręciłam głową z uśmiechem na twarzy.
W sumie lepiej, że się wygłupiają niż żeby mieli się kłócić.
- David! Podasz mi mój flet? - poprosiłam gdy dochodziliśmy już do lasu
Chłopak sięgnął do swojego plecaka i dał mi drewniany instrument. Wzięłam go do ust i zagwizdałam długo kilka razy.
- To co teraz? – spytał David
- Teraz na nich czekamy. – odpowiedział mu Jake
- Zapomniałem, że dzisiaj mieliśmy się spotka z kolegami! Może tak do nich przedzwonię, że mnie nie będzie!
David wyjął z kieszeni telefon a Jake na to zaczął się śmiać
- Słuchaj, jesteśmy gdzieś między czasem a rzeczywistością i ty myślisz że będziesz miał tutaj zasięg? – powiedział mój przyjaciel
- No tak. – powiedział niepewnie David
- To oświecę cię. Tu nie masz zasięgu i nigdzie nie zadzwonisz! – śmiał się dalej
David spojrzał na telefon i schował go do kieszeni.
- Faktycznie nie ma! Chyba będą na nie źli, że nie powiedziałem, że nie przyjdę.
- Znów chciałeś się spotkać z Justinem, Alanem, Fabianem i Oscarem? Siedzielibyście do późna a ja musiałabym spać sama. Zimno mi będzie! – zażartowałam
- Nie martw się Emilciu! Szybko przyjdę i położę się z tobą. Z tego co wiem woda się szybko nagrzewa, nie? – zaśmiał się mój mąż a Jake tylko przewrócił oczami
Wtedy usłyszałam stukot końskich kopyt. Niedługo po tym z za drzew wyszła para centaurów. Mój stary znajomy Armin a razem z nim centaurzyca o jasnobrązowych włosach splecionych w warkocz i plecionym wianku z kolorowych kwiatów na głowie. Wyglądała bardzo ładnie.
- Witaj Emily! – przywitał się ze mną blondwłosy centaur
- To księżniczka! Ty mówisz jej po imieniu? – zdziwiła się jego towarzyszka
- Cicho! Ona o niczym nie wie! – szepnął jej
- Wiem! Spokojnie! – powiedziałam uśmiechając się – I zgadzam się na mówienie mi po imieniu.
- Wasza wy… Znaczy Emily! Wzywałaś nas. Coś się stało? – spytała dziewczyna
- Właściwie… Jeszcze ci nie przedstawiłem mojej żony! – wtrącił Armin – To Cristal! – wskazał na nią uśmiechając się
- Miło mi poznać! – powiedziałam podając jej rękę – To David - mój mąż, a to Jake – przyjaciel. Przyszliśmy w bardzo ważnej sprawie. Wczoraj zjawił się w moim domu jeden z górskich trolli, który podobno pochodzi stąd i porwał moje i Davida córki. Zabrał je tu. Proszę was o pomoc w ich odnalezieniu!
- Oczywiście że pomożemy! Król Carlos na pewno będzie wiedział co zrobić! Chodźcie! Jeśli chodzi o górskie trolle to trzeba się śpieszyć, wsiadajcie na nas. – powiedział Armin
Ja i David wsiedliśmy na centaura a Jake na centaurzyce. Szybko pomknęliśmy w stronę zamku mojego wuja zostawiając za sobą Błękitny Las. Nie minęło pół godziny a byliśmy na miejscu. Stanęli przed wielką, strzelistą budowlą do połowy obrośniętą różnymi roślinami. Zeszliśmy z centaurów i podeszliśmy do bram.
- Powiadomię króla o waszym przybyciu! Poczekajcie! – powiedział na to Armin i wszedł do środka zostawiając nas na zewnątrz.
- Ciekawe co teraz robi Rose… - powiedziała nagle Cristal
- Kto to? – spytał Jake
- Moja córka! Nie myślałam, że na tak długo zostawię ją samą w domu… Martwię się trochę.
- Rozumiem! – uśmiechnął się do niej. – Nie mam własnych dzieci, ale wiem co czujesz.
- Ja też się bardzo martwię o Annie i Cindy. Są w wielkim niebezpieczeństwie, bo ten troll chce… je zabić… - powiedziałam i znów zebrało mi się na płacz
- Emi nie płacz! Proszę! – powiedział David przytulając mnie
Wtedy wrócił do nas Armin.
- Chodźcie ze mną! – powiedział i zaprosił nas do środka.
Kiedy tylko przekroczyłam próg poczułam coś magicznego.
- No proszę! Księżniczka w końcu dostała koronę! – zaśmiał się Jake
- Co? – zdziwiłam się a Cristal wskazała mi na wiszące na ścianie lustro.
Podeszłam do niego i zobaczyłam na swojej głowie niebieski diadem. Był przepiękny.
- Wow! Jaki on śliczny! - powiedziałam zachwycona
- Wyglądasz przepięknie! - powiedział David
Szliśmy dalej przez długi korytarz a potem po schodach do jednej z wież. Na jej szczycie było jakieś pomieszczenie. Armin otworzył nam drzwi a za nimi znajdował się niewielki pokój w którym wzdłuż jednej ściany chodził król. Centaur miał na głowie złotą koronę.
- Panie! Oto księżniczka Emily. Ma do ciebie ważną sprawę! - powiedział Armin a krój Carlos spojrzał na mnie.
- Siostrzenica! - uśmiechnął się do mnie - W jakiej sprawie przyszłaś?
- Chciałabym prosić o pomoc w odnalezieniu córek! Wczoraj uprowadził je z Ziemi król górskich trolli. Bardzo się o nie boje! Jak mogę je odnaleźć?
- Górskie trolle? Ich jaskinia została dawno temu zamknięta! Czy to możliwe, że się stamtąd wydostały?
Centaur stworzył magią na ścianie ruchomy obraz jedynego wejścia do ich jaskini. Wejście nadal było zamknięte.
- Musiały wydostać się za pomocą czarów. Będziecie musieli odnaleźć klucz do tych drzwi.
- Gdzie możemy go szukać? - spytał David
- Dawno temu przekazałem ten klucz swojej siostrze Ivone. Jest królową wymiaru powietrza i wiatru. Tam musicie się udać.
- Dziękujemy za pomoc! Mam nadzieje, że zdążymy. Mamy tylko 4 dni. - powiedziałam.
- Otworze portal! - powiedział Jake
- Tylko nie w zamku, wyjdźcie na zewnątrz. - powiedział król.
Pożegnaliśmy się z nim i udaliśmy się w stronę wyjścia. Gdy znalazłam się na dworze mój diadem zniknął. Trochę szkoda, bo strasznie mi się spodobał.
- Czyli teraz musimy iść jeszcze do wymiaru powietrza po klucz, tak? A co dalej? Nadal przecież nie wiemy gdzie jest ta jaskinia! - powiedział David.
- Wiemy! - powiedział na to Jake
- Jak to? - zdziwiłam się
- No tak! Pamiętasz jak on tam zrobił tą ruchomą mapę? Przecież pokazał nam nią jak się tam dostać! Zapamiętałem! - uśmiechnął się do mnie
- Świetnie! Więc teraz do wymiaru powietrza? – powiedziałam a David przytaknął na moje słowa
Jake otworzył na murze zamku biały portal i w trójkę weszliśmy do środka.

----------------------------------------------
Przepraszam, że długo nie było rozdziału. W szkole terminarz mam cały zawalony sprawdzianami. W tym roku piszę egzamin, więc uczyć się muszę. Na razie niestety rzadko będą rozdziały z powodu braku czasu. Kolejna część MM3 powinna pojawić się w święta Wielkanocne
 

 
Cześć Dziś o nie kolejna część książki. Chciałabym was zaprosić na mojego wattpada. Piszę tam "Moją magie" od nowa (zmieniam słowa, dopisuje coś) oraz "Ja i chłopak ze snu" (książka z nawiązaniem do bajki "Strażnicy marzeń".

Tutaj link: https://www.wattpad.com/user/Lili33Love

Wczoraj zrobiłam też okładki do "Mojej Magii" 1, 2 i 3 Oto one:


Jak się podobają? Wyglądają tak magicznie *.* O to mi chodziło
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Po śniadaniu ja i David znów usiedliśmy na kanapie w salonie. Chłopak widział, że znowu zaczynam płakać więc przytulił mnie do siebie.
- Wszystko będzie dobrze, kochanie! Na pewno uratujemy dziewczynki. – powiedział do mnie
- Bardzo się boje David! - powiedziałam – Jeśli je stracę... Nie wiem czy bym to przeżyła!
- Nawet o tym nie myśl! Co ja bym bez was zrobił?! Ty i nasze córeczki jesteście dla mnie wszystkim. Nie umiałbym bez was żyć!
Uśmiechnęłam się i przytuliłam do niego. W tym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi.
- To na pewno Jake! - powiedziałam – Pójdę otworzyć!
Wstałam i pobiegłam do drzwi. Otworzyłam je.
- Nareszcie jesteś! - powiedziałam na widok przyjaciela – Tylko ty możesz nam pomóc!
- Przyjechałem najszybciej jak mogłem. W końcu chodzi o twoje córki. - odpowiedział Jake
- Dziękuję ci jeszcze raz za to, że zgodziłeś się pomóc. Nie wiem co ja bym bez ciebie zrobiła!
Chłopak spojrzał na mnie i uśmiechnął się.
- Ta bluzka... - powiedział – Miałaś ją tego dnia...
- Co? - zdziwiłam się
- No wiesz... 9 lat temu w tą noc... Nadal pamiętam to cudowne uczucie kiedy całowałaś mnie z szaleństwem w oczach... Nigdy nie czułem się lepiej niż wtedy z tobą w ramionach...
- Co ty powiedziałeś? - szepnęłam i cicho zamknęłam za sobą drzwi od domu wychodząc na zewnątrz.
Wściekłam się.
- Oszalałeś chyba mówiąc o tym teraz! - powiedziałam zaciskając pięści
Jeszcze zanim wyszłam za Davida zrobiłam coś bardzo głupiego. Mieliśmy z Jake’iem po 20 lat… Trochę pokłóciłam się z Davidem i tak jakoś wyszło… Zdradziłam go... Przespałam się z Jake'iem... Kłóciliśmy się z Davidem 10 minut. Potem krzyknęłam, że idę do Jake’a i jeśli przemyśli sobie co do tej pory powiedziałam ma do mnie zadzwonić. Nie miałam ochoty teraz wychodzić, ale chciałam by David zastanowił się nad tym wszystkim sam. Dlatego poszłam najbliżej gdzie mogłam. Do przyjaciela... Trzasnęłam drzwiami i wyszłam. Był to wieczór. Po drodze trochę płakałam. Wiedziałam, że ta kłótnia to nie moja wina lecz jego i było mi bardzo przykro, że na mnie krzyczał. Gdy Jake zobaczył mnie zapłakaną od razu bez namysłu mnie wpuścił i pytał co się stało. Opowiedziałam mu wszystko, uspokoiłam się i dalsze spotkanie toczyło się jak zwykle. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się… Było fajnie. Zapomniałam o kłótni z Davidem. Jak zawsze Jake mnie trochę podrywał. Wciąż od czasów jak tylko się poznaliśmy bardzo mnie kochał. Wiedziałam o tym już od dawna i starałam się to w nim przytłumić by nic nie groziło mojemu związkowi. W czasie rozmowy mówił mi wciąż, że jestem śliczna, i że naprawdę bardzo mu się podobam. Ja prosiłam żeby przestał, bo doskonale wie, że mam już chłopaka. Na chwile się uspokoił usypiając moją czujność. Z reguły nigdy nie przestawał na prośby. Od zawsze broniłam się przed nim chodź w głębi mojego serca nadal było trochę miejsca dla niego. Zdobył mnie jeszcze zanim związałam się z Davidem i tak trochę mi zostało. Czułam coś do niego chociaż teraz było to już tak słabe, że po krótkim czasie niewidzenia się myślę, że miłość by zniknęła. To za sprawą Davida. Zanim zostaliśmy parą chodź i tak się broniłam przed Jake’iem kochałam go prawie tak samo. Teraz tego uczucia już prawie niema. Miłość z Davidem zniszczyła moje wszystkie pozostałe zauroczenia. Te do Jake’a, te do mojego ulubionego piosenkarza… Nawet się z tego powodu cieszyłam. Wiedziałam, że nie mogę mieć dwóch i dlatego wybrałam Davida. Miłość do niego była o wiele silniejsza niż jakakolwiek inna. Dlatego też nie pozwalałam Jake'owi się podrywać. Po długiej rozmowie chłopak nagle wstał i wyszedł do swojej sypialni. Powiedział, że chce coś przynieść. Chwilę potem zawołał mnie żebym mu w czymś pomogła. Niczego nie podejrzewałam i poszłam. Gdy weszłam do środka on zamknął za mną drzwi. Byłam lekko zdziwiona, bo nie wiedziałam o co chodziło. Jake powiedział, że już sobie poradził z tamtym i nie muszę mu pomagać. Otworzył znów drzwi i powiedział, że możemy wrócić. Podeszłam do nich a on nagle powiedział, że coś mu się przypomniało. Usiadł na łóżku i wyjął telefon. Powiedział żebym usiadła obok a ja zrobiłam to. Pokazał mi parę różnych zdjęć i swoją nową grę. Posiedzieliśmy tam chwilę rozmawiając dalej. Jake spytał czy pamiętam nasze przygody z gimnazjum ze złą nauczycielką, wyprawy do magicznych wymiarów i kiedy ja ruszyłam kilka lat później ratować siostrę. Zaczęliśmy sobie wszystko przypominać i opowiadać jak to pamiętamy. Po chwili chłopak przysunął się bliżej mnie. Bawił się kosmykiem moich włosów opowiadając dalej. Później przesuwał rękę po moim ramieniu. Na delikatny dotyk od zawsze można było mnie podejść a on to wykorzystał. Znajomi śmiali się, że każdy, nawet najbrzydszy i najokropniejszy zdołałby mnie tak zdobyć. Ja wiedziałam, że jest inaczej. Pozwalałam się tak tylko z miłości do tej osoby. Nawet tak niewielkiej. Trochę jeszcze go kochałam więc dlatego zaczęłam powoli mu ulegać. Powiedział mi później jeszcze parę słodkich słówek. Udało mu się. Z uśpioną czujnością, uwiedzioną na słodkość na chwilę oderwał mnie myślą od rzeczywistości. Chwila trwała wystarczająco długo żeby chłopak zdążył się zorientować, że to może być jego jedyna szansa. Wsunął mi rękę we włosy i pocałował w policzek. Zaczęłam się lekko wybudzać z zauroczenia w jakie na moment wpadłam. Zdążyłam tylko powiedzieć „Jake! Ja nie…” i chłopak zaczął mnie całować w usta. W pierwszej chwili próbowałam go odepchnąć. Nagle poczułam do niego miłość którą od zawsze w sobie kryłam, i uległam… Nie odrywając się ode mnie wziął mnie na ręce i położył na swoim łóżku. Powiedział do mnie "To tylko jedna noc, kochana Emi! Nic się nie stanie! Nie powiem mu!”. Nie wiem dlaczego ale zamknęłam wtedy oczy i powiedziałam tylko „Jestem twoja!”. Po paru minutach słodkiego całowania coś nam przerwało. Usłyszałam, że dzwoni mój telefon. Wyjęłam go z kieszeni i zobaczyłam, że to David. Gdy Jake zobaczył, że dzwoni do mnie mój chłopak natychmiast zaczął mnie całować po szyi. Nie wiem skąd wiedział, że to uwielbiam. Tym razem całował mocniej niż wcześniej. Odpłynęłam… Same zamknęły mi się oczy a telefon wypadł z ręki. Spadł na podłogę i gdy o nią uderzył wyleciała z niego bateria. Nikt już nie mógł się do mnie dodzwonić. Stałam się własnością Jake'a. Oboje zdjęliśmy z siebie nawzajem ubrania i tak się to jakoś potoczyło… Wróciłam do zdrowych zmysłów dopiero po wszystkim. Najpierw czułam się bardzo szczęśliwa. Jake robił to równie cudownie jak mój chłopak. Całował mnie w usta i po szyi... Był taki słodki, delikatny, czuły i chyba za bardzo to na mnie podziałało. Czułam się taka zakochana i szczęśliwa... Nigdy wcześniej nie robiłam tego z nikim innym poza Davidem. Z nim zawsze był ogień. Głównie ogień. Płomienne uczucia i moc Davida która doprowadzała moją wodę do wrzenia. Jake za to jako lód uczuciami rozpalał a mocą chłodził. I to dosłownie! David nigdy swojej magicznej zdolności nie używał by rozkochać mnie w sobie jeszcze bardziej. W przeciwieństwie do Jake’a. Gdy on przesuwał po mnie ręką za nią moja skóra na chwilę pokrywała się szronem. Nie był on jednak taki lodowaty jak prawdziwy. Był lekko chłodny a czucie gdy lekko mnie pokrywał było cudowne. Wręcz obłędne! Chłopak widział, że mi się to podoba więc celowo robił to praktycznie bez przerwy. Do tego jednym ruchem ręki w tył spowodował, że cały pokój zaczął pokrywać się śniegiem i lodem. Wtedy powiedział żebym na chwilę spojrzała. To co zobaczyłam było przepiękne. Widziałam jak ściany zamarzają, meble pokryły się lodem, na szybach okien powstały piękne wzory ze szronu. Do tego Jake przy suficie wyczarował niewielkie chmury z których zaczął padać śnieg. Padał i znikał kilka centymetrów nad nami. Klimat jak w jakimś lodowym zamku. Do tego ta słodka miłość między nami... To było takie piękne... Spojrzałam na Jake'a i powiedziałam zachwycona „Jakie to wszystko jest śliczne!”. On przeciągnął ręką po mojej twarzy i powiedział „Najpiękniejsza z tego wszystkiego jesteś ty, moja kochana” a ja wtuliłam się w niego i dalej zaczęliśmy się całować. Mimo lodu dookoła chłodu jednak nie było czuć ani trochę. Nie wiem czy to z powodu miłości między nami przez którą zapomniałam o otaczającym mnie świecie, czy mój przyjaciel celowo zrobił nie zimny śnieg. Ale nie chciałam wiedzieć. Czułam się po prostu fantastycznie. Jake nie pozwalał mi jednak tym wszystkim na kompletne szaleństwo jak David. Mój chłopak rozkochiwał mnie tak mocno jak tylko mógł nie stawiając przy tym żadnych granic. Robiliśmy ze sobą to na co tylko mieliśmy ochotę. Uwielbiałam to! Mogłam szaleć ile chciałam. Zawsze bawiłam się świetnie. Jake nie robił tego tak samo, ale w jego ramionach było mi równie dobrze... Poświęcał mi tyle uwagi... Nie miałam najmniejszej ochoty przestawać. Nie wiem jak to zrobił, ale całkowicie wybił mi z głowy, że kogoś mam. Ten wieczór był tak niesamowity, magiczny, cudowny... Tak nieziemski jak mój pierwszy raz z Davidem. Wtedy też czułam się podobnie. Czułam tak wielką miłość... Jake świetnie całował a jego dotyk doprowadzał wprost do obłędu. Podobało mi się puki nie odzyskałam rozumu. Gdy skończyliśmy przytuliłam się do przyjaciela i uśmiechnięta zamknęłam oczy a śnieg i lód dookoła zniknęły. Jake wsunął mi rękę we włosy i powiedział „Moja księżniczko! Zostań ze mną do rana. Jesteś taka cudowna...” Na to powiedziałam mu, że jestem dzięki niemu bardzo szczęśliwa a on głaszcząc mnie po głowie mówił jak bardzo mnie kocha. Byłam gotowa zostać z nim tak nawet do następnego wieczoru. Chłopak pocałował mnie w czoło i powiedział „Moja ukochana Emily... Zawsze będę kochał tylko ciebie.” a do mnie właśnie dotarło co zrobiłam. W jednej chwili radość i szczęście zmieniły się w strach, smutek i przerażenie. Zdradziłam Davida… Wyskoczyłam z łóżka, pozbierałam swoje rzeczy i szybko ubierając się wybiegłam z pokoju. Jake wołał za mną pytając co się nagle stało skoro przed chwilą jeszcze wydawałam się skakać ze szczęścia, ale ja nie chciałam tego słuchać. Jego głos powodował, że przed oczami miałam obraz, że David dowie się i może mi tej zdrady nie wybaczyć. W ostatniej chwili Jake ubrał swoje dżinsowe spodnie i wybiegł za mną z pokoju chwytając za rękę. Przeprosił mnie, że jego uczucia do mnie dały górę i przez niego mogę stracić miłość mojego życia. Rzuciłam się chłopakowi w ramiona i rozpłakałam się niczym małe dziecko. Czułam się bezsilna. Jake jednak zdołał uspokoić mnie, przeprosił ponownie i powiedział, że najlepiej będzie jeśli David się o niczym nie dowie. Przyjęłam przeprosiny, bo nie byłam na niego zła za to wszystko. To była moja wina. Nie byłam w stanie czuć złości na Jake'a, bo byłam wściekła na siebie. Nie mogłam sobie wybaczyć tego, co zrobiłam. Świadomie zdradziłam miłość swojego życia. Kiedy uspokoiłam się do końca oboje z Jake’iem przysięgliśmy sobie, że ten wieczór zostanie naszą tajemnicą na zawsze. Nikt nie będzie wiedział co ze sobą robiliśmy. Gdy tylko ślady po moim płaczu zniknęły pożegnałam się z przyjacielem i wróciłam do domu. Tam czekał już na mnie David. Bardzo mnie przepraszał za wcześniejszą kłótnie. Gdy słyszałam ten błagalny głos proszący o wybaczenie chciało mi się znowu płakać. Pytał dlaczego nie odbierałam, czemu tak długo mnie nie było, czy to przez niego i co robiłam. Skłamałam, że zagadałam się z Jake’iem, bo miał mi dużo do powiedzenia a nie odbierałam bo spadł mi telefon i wypadła z niego bateria a ja nie zauważyłam tego. Tak naprawdę bardzo się bałam. Chłopak wciąż strasznie mnie przepraszał. Byłam szczęśliwa ale i załamana. Spojrzałam mu w oczy i już miałam rozpłakać się i wyznać całą prawdę kiedy on mocno mnie do siebie przytulił. Zrozumiałam wtedy jak bardzo kocham Davida i że nawet miłość z Jake’iem nie jest wstanie mi jej zastąpić. Wcześniej po drodze miałam wątpliwości. Zdradziłam go, może więc powinnam odejść? Kocham go, ale nie tylko jego. Przecież David tak cudownie potrafi mnie uszczęśliwiać… Nawet zwykłym przesunięciem ręki po twarzy. Zawsze wie co, jak i w jakiej sytuacji zrobić żebym była szczęśliwa, żeby mnie pocieszyć gdy jestem smutna, żeby mnie rozweselić. Jest przy mnie prawie od zawsze. Przy nim czuje się bezpieczna, szczęśliwa i kochana! Nagle okazało się, że Jake dorównuje mu bardziej niż mi się wydawało. I tak kłóciłam się w sobie z którym z nich powinnam być. Podobało mi się, ale to zdrada. Skakałam ze szczęścia, ale nienawidzę się za to co zrobiłam. Chciałabym dać mu się ponownie. Przecież to było takie cudowne. Jednak przecież ja nie mogę. Jeśli chcę z nim to robić muszę zerwać z Davidem. On mnie tak bardzo kocha! Nie mogłabym złamać mu serca. Byłam rozdarta między jednym a drugim. Teraz już wiem na pewno. Może mi się wcześniej wydawało, że tak jest, ale prawda jest jedna. Jake nigdy nawet w połowie nie dorówna Davidowi. On musiał być ze mną aż tak blisko by przeciągnąć na swoją stronę a David wyszarpnął mu mnie z rąk zwykłym przytuleniem. Teraz widzę w jak silnej miłości trwam. Nie chcę tego przerywać za nic. Mój chłopak jest wyjątkowy, cudowny i tylko z nim chcę być już na zawsze. Poczułam, że na nowo zakochałam się w Davidzie. Jake nigdy mnie mu nie zabierze. Wiem już to na pewno! Wkrótce postanowiliśmy iść spać. Poszłam się umyć pod prysznic. Rozebrałam się i gdy spojrzałam na siebie w lustrze przypomniało mi się wszystko co niedawno robiłam ze swoim przyjacielem. Wpadłam w szał. Wbiegłam pod prysznic i myjąc się wylewałam na siebie mnóstwo wody i płynu do mycia. Chciałam zmyć z siebie każdy jeden dotyk jaki zostawił na mnie Jake. Szorowałam się swoją gąbką jak oszalała. Zużyłam na siebie całą butelkę płynu i połowę szamponu do włosów. Każdy centymetr swojego ciała myłam tak długo aż nie poczułam, że nie ma już na nim dotyku mojego przyjaciela. Najbardziej i najdłużej myłam dłonie. Przecież sama go nimi dotykałam... W niektórych miejscach na ciele od tego szorowania się aż starłam sobie naskórek. Miałam wszędzie czerwone ślady i rany. Zaczęłam płakać i krzyczeć. W końcu David zapukał do drzwi łazienki pytając co się dzieje. Mówił, że jestem tam już dwie i pół godziny. Nie odpowiadałam więc wszedł do środka. Gdy mnie zobaczył był w szoku. Natychmiast zabrał mi płyn i gąbkę, zakręcił wodę i okrył mnie ręcznikiem. Wpatrywał się we mnie z wielkim przerażeniem w oczach. Co kawałek na całym ciele miałam czerwone plamy od zbyt mocnego i długiego pocierani gąbką. Pytał „Emily! Co w ciebie wstąpiło? Co ty sobie zrobiłaś?” Nie wiedział co ma teraz zrobić i jak mi może pomóc. Wyprowadził mnie stamtąd. Pomógł mi ubrać się w piżamę. Był jeszcze bardziej wystraszony niż ja. Pierwszy raz widział mnie w takim stanie. Szczerzę mówiąc ja siebie też. Przytulił mnie i powiedział „Już dobrze Emily. Spokojnie. Jestem przy tobie!” Przestałam płakać i uspokoiłam się. Z szalonej psychopatki wróciła znów Emily Hudson. Spojrzałam na siebie. Mój chłopak ponownie spytał mnie dlaczego to zrobiłam pokazując na moje czerwone dłonie a ja dopiero wtedy się zorientowałam, że jestem cała poobdzierana. Wcześniej nie miałam pojęcia, że się tak pokaleczyłam. David wstał i zadzwonił do Jake'a cały czas nie spuszczając mnie z oczu. Widziałam, że się o mnie martwi. Gdy Jake odebrał telefon David opowiedział mu co zrobiłam. Pytał go czy coś zaszło na naszym spotkaniu, że się teraz tak zachowuję. Nie słyszałam co mu powiedział, ale wiem, że na pewno nie prawdę. Mój chłopak spytał mnie czy mój przyjaciel może teraz przyjść, bo chcę ze mną porozmawiać. Wystraszona krzyknęłam „Nie!”. Nie chciałam widzieć Jake'a. Dopiero teraz zaczęłam być na niego naprawdę wściekła. Po kilku kolejnych telefonach chłopak usiał obok mnie. Wstałam, usiadłam mu na kolanach i powiedziałam „Przepraszam!”. Zapytana „Za co?” odpowiedziałam „Za wszystko!” David zrozumiał, że nie chcę mu czegoś powiedzieć. Więcej razy już mnie potem nie pytał o to. Zadzwonił jeszcze do swojej mamy z pytaniem co zrobić z moimi ranami. Później przyniósł z kuchni maść. Zdjęłam piżamę i poprosiłam by on mnie nią posmarował. Robił to tak delikatnie... Najbardziej poobdzierane miałam dłonie, szyje z prawej strony i brzuch. Gdy skończył pocałował mnie w policzek i poprosił bym już nigdy sobie tego nie robiła. Uśmiechnęłam się i obiecałam, że tak będzie. David jeszcze chwilę przy mnie posiedział aż nie upewnił się, że wróciłam do siebie i nic sobie już nie zrobię a później poszedł się umyć. Gdy położyliśmy się spać chłopak zauważył, że jestem nadal trochę smutna. Dręczyły mnie wyrzuty sumienia po tym co dziś zrobiłam u Jake'a. Nie dałam jednak tego po sobie poznać i jak strasznie tego żałowałam. Nie ważne było, że Jake tak naprawdę bardzo mnie uszczęśliwił. Zapomniałam już o tym, że jeszcze niedawno to było po prosu coś niesamowitego. Postanowiłam wmówić sobie, że ten wieczór nigdy nie miał miejsca a ja nigdy nie zdradziłam. Zebrałam się i udałam, że wcale nie jestem smutna na siłę się uśmiechając. Nieświadomy chłopak przytulił mnie do siebie i powiedział, że nie muszę mówić jeśli coś się stało między mną a Jake'iem. Jeśli zrobił lub powiedział coś nie tak czy jeśli się pokłóciliśmy to na pewno kiedyś minie. Po krótkim czasie chwyciłam Davida za rękę i położyłam ją sobie na boku twarzy. Chłopak uśmiechnął się do mnie a ja przysunęłam się bliżej i szepnęłam mu do ucha „Kochaj mnie!” Chłopak spojrzał mi w oczy i poprosił bym powtórzyła chodź wiedziałam, że dokładnie słyszał co do niego powiedziałam. Po jego uśmiechu wiedziałam, że też tego chce. Powiedziałam więc na głos „Kochaj mnie David!” Chłopak nachylił się nade mną i spytał czy na pewno tego chcę, bo przecież jestem cała pokaleczona i może mnie to od dotykania zacząć boleć a on nie chce mi zrobić krzywdy. Odpowiedziałam, że go teraz potrzebuje i jeśli mnie coś zaboli powiem mu. Po paru chwilach całowania na trochę oderwałam się od myśli, że jeszcze niedawno to samo robiłam z kimś innym zdradzając go. Wcześniej robiłam to samo ze swoim przyjacielem co teraz z moim chłopakiem. Nie czułam się specjalnie zadowolona z siebie. Obiecałam sobie, że już nigdy mu tego nie zrobię. W nocy, gdy David już spał wpatrywałam się w niego myśląc „On jest nieświadomy tego, że jego ukochana dziewczyna oddała się innemu... Jak ja mogłam mu to zrobić...” Przeżywałam to tak jakbym sama została zdradzona. Długo nie mogłam zasnąć. Nadal bałam się, że o wszystkim się dowie i mnie zostawi. Tydzień później pogodziłam się już na dobre ze swoją niewiernością i zdusiłam w sobie poczucie winy. Wszystko wróciło do normy poza jednym. Nie chciałam się widywać z Jake’iem przez ponad miesiąc. Ciągle unikałam spotkań. Rozmawiałam z nim tylko dwa razy przez telefon. Nadal byłam wściekła, że zaciągnął mnie wtedy do łóżka. Później wszystko było już prawie jak dawniej. Zdziwiło mnie tylko jedno. Po tamtej nocy z moim przyjacielem on i David bardziej się polubili. Wcześniej Jake często podrywał mnie na oczach mojego chłopaka i przez to niezbyt za sobą przepadali. Teraz nagle przestał to robić i zaczął traktować mnie jak przyjaciółkę. Okazuje mi, że mnie kocha, ale już mniej i nie w taki sposób jak dawniej. Czasem sobie myślę, że przestał to robić, bo przez naszą noc czuje, że David wcale nie jest od niego lepszy i jest w stanie mu dorównać. W końcu udało mu się mnie uwieść... Miał mnie… Był ze mną najbliżej jak mógł a gdyby nie David z pewnością prędko bym mu z łóżka nie wyskoczyła. Ten chłodny szron do końca życia zapamiętam. Takie niesamowite uczucie... Jednak mam Davida i nawet za wszystkie skarby świata nie zdradzę go ponownie. Nieważne jak bardzo Jake będzie mnie kusił ja nie pozwolę mu się już dotknąć. Nigdy nie chcę powtarzać tej nocy nawet jeśli mi się podobało. Nie chcę chodź dała mi tak wiele przyjemności. Potrafię się już oprzeć. Jake jednak nie widzi tego, że źle zrobił próbując mnie w sobie rozkochać i zabrać Davidowi. Powiedział mi raz, że mu się bardzo podobało i że chętnie chciałby tą noc powtórzyć. Pytał czy kiedyś znów to zrobimy. Jego szczęście, że rozmawialiśmy przez telefon, bo dostałby za to ode mnie w twarz. Po raz pierwszy nie zawahałabym się kogoś uderzyć. Zwykle to nikogo nie pozwalałam krzywdzić i zawsze stawałam w obronie tej osoby. Powiedziałam mu też od razu po tym, że ma zrobić to co ja. Wmówić sobie, że to nie miało miejsca, że nigdy się ze mną nie przespał. Jake powiedział, że się postara, ale słyszałam w jego głosie, że mogę zapomnieć, że tak postąpi. Byłam zła jednak mu się nie dziwię... W końcu to był jego pierwszy pocałunek i pierwszy raz. W dodatku ze swoją wymarzoną... Tak! Do tej pory żadna poza mną nie zdobyła jego serca. Nie miał jeszcze dziewczyny. Mam nadzieje, że wkrótce znajdzie sobie jakąś i na dobre mnie zostawi. Śmiałam się raz, kiedy miałam lepszy dzień, że mimo, że wciąż jest sam miał przy sobie dziewczynę i to najbliżej jak mógł. I to mnie... Dziewczynę którą od dawna bardzo kochał. Nazwałam go szczęściarzem. Nie dziwie się, że jest zadowolony mimo, że nie powinniśmy tego robić. Mógł zniszczyć mi tym moją miłość a za razem życie. Mi też bardzo się to podobało, ale ja w przeciwieństwie do niego mam wyrzuty sumienia. Mam w końcu chłopaka! Najwspanialszego jakiego mogłam tylko mieć. Dla Jake'a to był tylko ten jeden jedyny raz kiedy mu uległam. Zamierzam być już wierna Davidowi do końca życia. Czułam się okropnie po tej zdradzie i nie chce tego znów czuć. To straszne mieć świadomość tego, że możesz stracić wszystko co masz. Jednak wiem już teraz na pewno. Kocham tylko Davida i on jest dla mnie najważniejszy Już na zawsze! Może wcześniej się wahałam ale ostatecznie uczucie do Davida zwyciężyło. Ta miłość to dla mnie wszystko. Całe moje życie... Zakochałam się w nim gdy miałam 13 lat. Od tamtej pory kocham go do szaleństwa i nigdy za nic w świecie nie przestanę. Miłość od dzieciństwa jest dla mnie wszystkim. David do dzisiaj nie wie, że go zdradziłam. Nie powiem mu nigdy, bo tak chyba będzie najlepiej. Nadal bardzo się boje do tego przyznać. Tak wiele razy mówiliśmy sobie, że zdrada to najgorsza rzecz jaka może być a ja jej uległam. Przysięgaliśmy sobie na śmierć i życie, że będziemy sobie wierni. Nie wiem co mnie wtedy podkusiło, ale jestem pewna, że już się tak nie dam. Bo miłość to skarb który ciężko jest zdobyć lecz stracić go można w jedną sekundę…
 

 
Roxy na mój widok zdziwiła się.
- Hej Emi! – przywitała mnie
- Cześć! Wpadłam pogadać! Ja chyba zwariowałam! – zaśmiałam się
- Co jest?
- Nasz sąsiad się wyprowadził a w jego domu zamieszka jakiś inny facet. On jest dziwny! Jak na mnie patrzy czuje... no niepokój, boje się! David mówi że jestem przewrażliwiona, Jake że on jest jakoś związany z magią i ja to wyczuwam bo, wiesz kim jestem. Roxy! Czy ja mam jakąś obsesje?
Dziewczyna zaśmiała się.
- Ej, no! Ja mówię poważnie! – powiedziałam
- Emily… Może powinnaś… zaprosić nowego sąsiada na kawę do was, albo coś? Poznasz go to ci minie! – powiedziała
- No może… ale powiedz! Nie zwariowałam, prawda?
- Nie Emi! – zaśmiała się – Ty taka jesteś! Może Jake ma racje? Coś na pewno czujesz, ale daj spokój!
- No dobra… Ja nie wiem co się ze mną dzieje!
- Emi! Może ty jesteś w ciąży? Jak byłaś wtedy to byłaś bardzo nerwowa!
- Tak myślisz? – spojrzałam na siebie
- Lepiej to sprawdź, bo… - zaśmiała się – Ty i obsesja to mi się nie łączy!
Również się zaśmiałam.
- Słuchaj… Masz czas żeby dzisiaj po pracy do mnie wpaść? Z tego co wiem mówiłaś że Alex ma wolne więc może byście wszyscy przyszli?
Porozmawiałyśmy jeszcze chwile a potem wyszłam. Wróciłam do domu. Kiedy przechodziłam obok domu nowego sąsiada on siedział w oknie i obserwował mnie aż nie weszłam do swojego domu. Cały czas patrzył. To było dziwne. W domu najpierw trochę odpoczęłam a potem zajęłam się obowiązkami domowymi. Po odebraniu córek z przedszkola zajęłyśmy się razem pieczeniem ciasteczek na dzisiejszą wizytę Roxy. Cindy i Annie bardzo je lubią. Bardzo często przychodzą pytać czy je upieczemy. Zrobiłam kruche ciasto, dałam dziewczynką foremki i obie wycinały ciasteczka o różnych kształtach. Szybko się jednak znudziły i sama musiałam dokańczać wszystko. Poukładałam ciasteczka na blasze i włożyłam do piekarnika. Wtedy dostałam smsa od Davida, że dziś wróci wcześniej. Będzie o 17. Ucieszyłam się. Kiedy ciasteczka się upiekły wyciągnęłam z szafki kolorowe lukry w tubkach i posypki, i zawołałam córki żebyśmy razem udekorowały ciastka. Wyszło świetnie. Później zjadłyśmy razem obiad i zaczęłam się z nimi bawić a niedługo potem wrócił David. Annie i Cindy bardzo się ucieszyły, że ich tata wrócił wcześniej. Przygotowałam dla niego obiad a potem razem czekaliśmy na przyjście mojej przyjaciółki. Roxy z rodziną zjawiła się punktualnie.
- Ciocia Roxy! - zawołały radośnie Annie i Cindy na jej widok.
- Chodźcie kochane! - powiedziała dziewczyna przytulając je.
- Cześć Dennis! - przywitały chłopca i chwyciły za ręce.
- Chodź! Pokarzemy ci naszą nową zabawę! - powiedziała Annie i całą trójką pobiegli do pokoju moich córek.
- Już się pobiegli bawić! Normalnie mam przed oczami ciebie i Davida z tych wszystkich opowieści. - zaśmiał się Alex.
- No! Ja też! - powiedział David
Przywitaliśmy się i usiedliśmy w salonie przy kawie i ciasteczkach. Rozmawialiśmy na różne tematy.
- Pyszne te ciastka, Emi! Dasz mi potem przepis? - spytała Roxy
- Jasne! - powiedziałam uśmiechając się
- Emi! I jak się czujesz? Roxy mi mówiła że czujesz coś dziwnego od nowego sąsiada. - powiedział Alex
- Lepiej mi trochę! Wzięłam sobie tabletki i staram się o nim nie myśleć!
- A jak z tą ciążą? Miałam racje? - spytała Roxy
- Jaką ciążą? - zdziwił się David
- Spokojnie! - zaśmiałam się - Roxy podejrzewała że ten mój niepokój jest związany z tym, że mogę spodziewać się dziecka, ale nie miała racji!
David uśmiechnął się.
- Szkoda! Fajnie by było mieć kolejny raz takie malutkie słodkie dzieciątko! – powiedział
- Może kiedyś! – powiedziałam uśmiechając się
- A jak z pomysłem żeby gościa tu zaprosić? - pytała dalej dziewczyna
- Nie! Nie zrobię tego! Jeszcze nie! - powiedziałam przytulając się do Davida
- Nie denerwuj jej już Roxy! Zmieńmy temat! Martwię się o nią! - powiedział na to David
- Dobrze! Mam tylko nadzieje, że ci to przejdzie i to jak najszybciej! - powiedziała Roxy biorąc z miski już kolejne ciasteczko
- Nie jedz ich tyle, bo dla innych zabraknie! - zaśmiał się Alex
- Cicho! Będę jadła, bo są pyszne! - zaśmiała się dziewczyna
- Będziesz słodka jak zjesz za dużo! Nie jedz! - zaśmiał się David
- Nigdy nie mów, że jestem słodka! Emily jest a ja nie!
- Dobra, dobra! - śmiał się dalej
- Słodka Roxy! Słodka Roxy! - drażnił się z nią Alex
Roxy dzięki swojej mocy zwierząt zmieniła się w srebrzystego wilka i wskoczyła na swojego męża.
- Słodka Roxy! Słodka Roxy! - powtarzał dalej śmiejąc się
Roxy jako wilk zaczęła go lizać po twarzy a Alex przestał mówić i tylko się śmiał, i wyrywał.
- Już ci starczy? - zaśmiała się Roxy.
- No! - powiedział roześmiany Alex
My z Davidem również się śmialiśmy. Roxy skoczyła z powrotem na swoje krzesło i zmieniła znów w dziewczynę.
- No! Spróbuj jeszcze raz tak na mnie powiedzieć! - zaśmiała się
Alex śmiejąc się wstał od stołu i poszedł do kuchni umyć i wytrzeć twarz.
- Ty to jesteś dobra! - powiedział David - Kiedy ja droczę się z Emilką to zwykle zaczyna mnie łaskotać lub całować!
- Tak, ale twój sposób też ciekawy! - powiedziałam
Roxy wróciła do jedzenia moich ciastek.
- Fajnie by było gdyby Dennis też miał po mnie tą moc! - powiedziała po chwili
- Annie i Cindy mają moce po nas! To, że Cindy będzie miała wodę było oczywiste, a Annie moc ognia odkryła gdzieś półtora roku temu! - powiedział David
Wtedy wrócił Alex i usiadł na swoim miejscu.
- Dennis jeszcze może odkryć w sobie magie! Najpóźniej odkrywa się moce w wieku 8 lat więc jeszcze wszystko przed nim! - powiedziała Roxy
- Mhm! Może mieć 4 moce. Zwierzęta po Roxy, światło po moim tacie, ogień po babci Roxy lub moc poruszania przedmiotami jak siostra mamy Roxy. Takie mamy moce w rodzinie! - powiedział Alex
- 3 rodzaje mocy, Alex! Poruszanie przedmiotami nie jest mocą tylko zdolnością i nie jest ona dziedziczona! Po prostu się zdarza! - poprawiła go Roxy
- Dobra! Nie znam się na magii! Nie mam mocy!
- Moim zdaniem moc zwierząt powinna być zdolnością! Nie ma wymiaru zwierząt więc powinni uznać to za zdolność! - powiedział David
- Jest mocą dlatego, że się dziedziczy! Kiedyś była uznawana za zdolność puki nie odkryli tego faktu! - powiedziałam
- Szkoda, że nie ma wymiaru zwierząt! - powiedziała Roxy - Super by było się znaleźć w takim miejscu!
- Twój dom to prawie wymiar zwierząt - zaśmiałam się - Ile ich tam macie, co?
- Mamy 4 psy, 3 koty, 5 królików i akwarium z 15 rybkami! - zaśmiała się dziewczyna
- Nie źle! My tylko psa! Właśnie! Gdzie Lila? - powiedział mój mąż patrząc na mnie
- Ostatnio spała w kuchni pod stołem! - powiedziałam uśmiechając się
- Lila! - zawołał David a po chwili z kuchni przybiegła suczka i usiadła na ziemi kładąc łeb na jego nogi.
- Moja kochana! - powiedział chłopak i zaczął ją głaskać
- Emilka będzie zazdrosna! - zaśmiał się Alex
- Gdzie tam! - zaśmiał się David - Emilkę kocham najbardziej na świecie!
- Ja ciebie też! - pocałowałam męża w policzek.
- Wy jesteście taką słodką parka! Ile już jesteście razem? - spytał Alex
- Parą 25 lat! Chyba, że liczyć to co się ukrywaliśmy to tak 27! A małżeństwem od 6 lat! - powiedziałam uśmiechając się
- I nigdy nie pokłóciliśmy się do zerwania tak jak zdarza się w większości związków! - dodał David całując mnie w policzek a Lila znów pobiegła do kuchni
- U nas było blisko do zerwania, ale jednak się nie stało i też jak raz się związaliśmy tak cały czas jesteśmy! - powiedział Alex
- Pogryzła cię? - zaśmiał się David
- Nigdy bym mu krzywdy nie zrobiła! - zaprzeczyła Roxy
- Ja Davidowi też! - uśmiechnęłam się
- Niby nie, ale jednak! - zaśmiał się i pokazał trzy ślady moich długich paznokci na ramieniu. - Pamiętajcie! Nigdy nie wolno łaskotać Emily, bo tak to się skończy
- Zapamiętam! - powiedziała Roxy śmiejąc się.
- Przepraszam! Nie chciałam! - powiedziałam przytulając Davida
- Spokojnie! Nie musisz! Tyle razy już byłem przez ciebie podrapany, że już tego nie czuję! - zaśmiał się i pocałował mnie w policzek. – Przyzwyczaiłem się!
- Wiecie na co mam teraz ochotę? - powiedziała nagle moja przyjaciółka
Alex spojrzał na nią uśmiechając się.
- Wyjść na dwór i pobiegać! - powiedziała Roxy
- Ty to masz ADHD! - zaśmiał się David
- Nie mam! - zaprzeczyła Roxy - Kocham biegać, bo mam moc zwierząt i tak jak one muszę się ruszać!
- ADHD! - powtórzył znów David
- Sam jesteś ADHD! - zaśmiała się Roxy i znów zmieniła w wilka.
Przebiegła się kilka razy po salonie i już jako człowiek usiadła przy stole.
- Moja kochana! - szepnął Alex i pocałował ją w usta
- Też cię kocham! - odpowiedziała uśmiechnięta dziewczyna
Wtedy z góry przybiegły nasze dzieci. Annie usiadła Davidowi na kolanach, Cindy mnie a Dennis Alexowi.
- Ciastka! Możemy trochę? - spytała Annie
- Oczywiście! - odpowiedziałam jej
Cała trójka wzięła więc z miski po jednym ciastku.
- I jak wam smakują? - spytałam po chwili
- Pyszne! - odpowiedzieli zgodnie
- To się ciecze! - uśmiechnęłam się
Dzieci posiedziały z nami chwilę.
- Mamo? A możemy iść się pobawić w ogrodzie? - spytała Cindy
Spojrzałam za okno. Było jeszcze jasno.
- No dobrze! Możecie iść! Tylko uważajcie! - powiedziałam uśmiechając się
Dzieci zeszły z naszych kolan i poszły w stronę drzwi wyjściowych.
- Emily! Co byś powiedziała na to, żebyśmy się wybrały z dziećmi do zoo? - spytała Roxy
- Tak! Świetny pomysł! Sama myślałam żeby się wybrać niedługo do zoo! - powiedziałam uśmiechając się
- To kiedy? Może za tydzień w sobotę? - spytał Alex
- Mhm! Może być! – powiedziałam
- Ej! Może zostawimy tam moją Roxy, co? Nadawała by się! - zaśmiał się Alex
Ja i David roześmialiśmy się.
- No! Chcesz swoją żonę w zoo zostawić?! - powiedziała Roxy
- Nie! Nigdy cię nie zostawię! - powiedział chłopak przytulając dziewczynę
Nagle rozległ się krzyk a potem ryk jakby potężnego zwierzęcia. Od drzwi wejściowych przybiegł Dennis. Był przerażony. Od razu rzucił się w ramiona Roxy. Wyglądał jakby zobaczył coś okropnego! Wszyscy w pierwszej chwili nie wiedzieliśmy co się dzieje. Wtedy znów usłyszałam krzyk. Tym razem był to bardziej pisk.
- Dziewczynki! - krzyknęłam i jak najszybciej pobiegłam przed dom.
Chwile po mnie przybiegł David, Alex i Roxy z Dennisem na rękach.
- Mamo! - zawołały dziewczynki
Kawałek przed nami stał nasz nowy sąsiad pan Jefferson i trzymał obie mocno za ręce.
- Co pan robi?! - powiedziałam robiąc krok do przodu
Mężczyzna na to warknął niczym lew. Przestraszyłam się i cofnęłam.
- Przyszedłem po małe! Zabieram je! - powiedział pan Jefferson grubym głosem.
- Zostaw moje córki! - krzyknął David
- Bo zaraz tam podejdziemy! - dodał Alex
Mężczyzna wpatrywał się w nas nawet nie mrugając. Nagle jego skóra zaczęła się zmieniać na zielono brązową barwę. Urósł do 3 metrów i chwycił obie dziewczynki w swoje wielkie łapy.
- Co to jest?! - zdziwił się Alex
- Jestem trollem górskim. Zapomniane istoty skazane na wygnanie. Za 5 dni to wreszcie się zmieni! W czasie pełni księżyca wydobędę z małych Niebieskie światło! My, trolle będziemy rządzić wymiarem ziemi! - ryknął i otworzył na murach swojego domu ogromny zielony portal.
- Mamo! Tato! - krzyczały zapłakane Annie i Cindy
Natychmiast wyciągnęłam ręce przed siebie i uderzyłam w trolla strumieniem wody. Jednak nic mu się nie stało. David zrobił to co ja i uderzył w jego plecy płomieniem ognia.
- Mam zbyt grubą skórę by tak prosta magia mi coś zrobiła! Jestem królem więc jestem na nią odporny! - ryknął i wbiegł w portal zabierając ze sobą przestraszone Annie i Cindy.
Zniknęli. Patrzyłam chwilę przerażona przed siebie a potem padłam na kolana i zaczęłam płakać. David podszedł do mnie, pomógł mi wstać i mocno przytulił. Też płakał.
- Przykro mi! - powiedział Alex kładąc mi rękę na ramieniu - Co teraz zrobicie?
- Pójdę po nie, oczywiście! Ale... Dlaczego właśnie mnie to spotyka?! Jak on im coś zrobi to ja się zabije! - płakałam dalej.
- Emily... Będzie dobrze! - powiedziała Roxy
- Chodź kochanie! - powiedział David i wprowadził mnie do domu
Usiedliśmy wszyscy na kanapie. Wtuliłam się w ramię Davida i dalej płakałam. Czułam się jak anioł któremu podcięto skrzydła.
- Pójdziemy po nie! Obiecuję ci! - powiedział do mnie mąż ścierając mi łzy z policzków.
- Ja idę z wami! - powiedziała na to Roxy
- Nie Roxy! Zostaniesz i zajmiesz się sklepem pod moją nieobecność, dobrze? - powiedziałam
- Możemy zamknąć sklep na kilka dni!
- Nie mamo! Zostań! A jak tamten zły pan przyjdzie po mnie? Tata nie umie czarować! - powiedział na to Dennis
- Oj nie bój się! - powiedziała Roxy przytulając syna. – Zostanę i będę was bronić!
Spojrzałam za okno.
- I widzicie! Miałam racje! On nie był normalny! Miałam racje! – krzyczałam
- Ciii... - uspakajał mnie mąż. - Spokojnie księżniczko!
- My już może pojedziemy, co Roxy? Dennis jest przerażony! Najlepiej jak wróci do domu! Martwię się! Chodź! - powiedział Alex
- Nie ma mowy! Wy jedźcie! Ja nie zostawię Emily! To moja przyjaciółka! - powiedziała na to dziewczyna.
- No dobra! Zostań! - powiedział Alex biorąc od niej Dennisa na ręce
- Pa kochanie! Wrócę nocą lub nad ranem! Zobaczę!
Roxy pocałowała męża w policzek a potem on wraz z synem wyszli z naszego domu i odjechali.
- Co teraz Emi? - spytał mnie David
- Musimy po nie iść! Facet zanim zniknął powiedział, że jest z wymiaru ziemi. Musimy więc tam iść! Jake! On nam pomoże! - powiedziałam i przestałam płakać
- No to dzwoń po niego! - powiedziała Roxy
- Wiesz... To nie będzie takie proste... On jest nauczycielem, mamy czerwiec no i on dziś wyjechał ze swoją klasą na wycieczkę z noclegiem i go nie ma! - powiedziałam
- Dzwoń mimo wszystko! Tu chodzi o życie naszych córek! - powiedział David
Wzięłam telefon i wybrałam numer Jake'a. Odebrał.
- Emi? Cześć, co chciałaś? Nie mam dużo czasu, więc szybko! - powiedział
- Jake! Przyjeżdżaj jak najszybciej! - powiedziałam zapłakanym głosem
- Emi? Ty płaczesz? Co się stało?!
- Jake! Ja miałam racje! Tamten człowiek co się wprowadził obok... On porwał moje córki! Porwał Annie i Cindy! Przyjeżdżaj, błagam! On zamienił się w wielkiego potwora i zabrał je do zielonego portalu! Troll porwał mi córki!
- O Boże! Znajdę zastępstwo za mnie na wycieczkę i jak najszybciej przyjadę. Nie zrobił wam nic?
- Nie! Jestem cała i wszyscy co ze mną byli, ale dziewczynki... - zaczęłam bardziej płakać
- Spokojnie! Nie martw się! Jak najszybciej będę! Obiecuję! Chodź prawdopodobnie zjawie się jutro rano. Pa!
Rozłączył się.
- Postara się przyjechać jak najszybciej! - powiedziałam patrząc na Roxy i Davida.
Usiadłam znów na kanapie i położyłam głowę na kolanach Davida.
- Dlaczego zawsze ja? – spytałam patrząc mu w oczy – Dlaczego zawsze mnie to spotyka? Najpierw ty i Rosaly, potem Olivia a teraz nasze małe ukochane córeczki. Dlaczego to wszystko? Czym zawiniłam?
- Emilciu… To nie twoja wina! Chodzi o moc, bo wiesz… Jesteś…
- To bycie księżniczką wody jest najgorszą rzeczą jaka mnie w życiu spotkała! Wolałabym już być bezdomną niż księżniczką! Wolałabym już być nikim! – krzyczałam – Wszystko i wszyscy chcą skrzywdzić ważne dla mnie osoby żeby tylko wyciągnąć od nas tą głupią moc Niebieskie światło. Ja tak naprawdę nawet nie wiem co to za magia! Dlaczego wszyscy tak jej chcą?!
- Bądź spokojna, skarbie! To nie twoja wina!
- Moja! Właśnie to jest moja wina, bo przekazałam Cindy tą moc!
- Nie Emi! To nie przez ciebie! Bądź spokojna! Zdenerwowana i załamana nie poradzisz sobie w magicznych wymiarach! – powiedziała Roxy
- Ona ma racje! Spokojnie! Kiedy już wrócimy z dziewczynkami pojedziemy wypytać twoją matkę o tą moc! Może ona będzie wiedziała! Jest w końcu córką Królowej Magii! – powiedział David
Zamknęłam oczy i próbowałam uspokoić myśli. Co tak naprawdę nosiłam w sobie kiedyś, a teraz moja starsza o kilka minut córka, że całe zło świata chce to zdobyć. Muszę się w końcu dowiedzieć czym jest Niebieskie światło. Zasnęłam. Obudziłam się nad ranem. Nadal leżałam głową na kolanach Davida a Roxy już nie było. Spojrzałam na chłopaka. Nie spał.
- Hej Emilka! – przywitał mnie
- Jake przyjechał? Gdzie Roxy?
- Roxy wróciła do domu po tym jak zasnęłaś a Jake'a jeszcze nie ma. Nie spałem całą noc. Niedawno dzwoniłem do szefa, że dzisiaj nie będę mógł przyjść do pracy. Wziąłem tygodniowy urlop.
- Dobrze... – powiedziałam
Podniosłam się i usiadłam obok niego.
- Jake pewnie zaraz będzie. Chodźmy coś zjeść! - powiedział David
- Nie jestem głodna…
- Idziemy i koniec! Będziemy pewnie zaraz ruszać po dziewczynki, więc musisz coś zjeść żebyś mi tam nie zasłabła.
- Daj spokój! Nie jestem dzieckiem!
- Obiecałem się tobą opiekować i będę, więc musisz coś zjeść! Inaczej cię tam nie puszcze i pójdę sam!
- No zgoda...
Wstaliśmy i poszliśmy razem coś zjeść. Jakoś się do tego zmusiłam, chociaż nie miałam ochoty. Myślałam tylko o tym by bezpiecznie sprowadzić córki z powrotem na ziemię.
 

 
Rozmawialiśmy do późna a potem poszliśmy spać. Rano przebudziłam się kiedy David wychodził do pracy.
- Bądź ostrożna, Emily! Wasze szczęście będzie znów zagrożone! Uważaj! - usłyszałam wtedy jakiś niewyraźny, miły kobiecy głos.
Przestraszyłam się i otworzyłam oczy. Nikogo nie było, a okna były pozamykane. Podeszłam do jednego z nich. Zobaczyłam jak David wraz z naszymi córkami wsiada do samochodu. Uśmiechnęłam się.
- To był tylko sen! - pomyślałam.
Nie chciało mi się już spać, więc ubrałam się i wyszłam do kuchni zjeść śniadanie. Do południa sprzątałam trochę w kuchni i salonie, zrobiłam pranie i ugotowałam na obiad zupę pomidorową. Postanowiłam przed przyjściem Olivii jeszcze wyprowadzić Lile na krótki spacer. Zapięłam jej smycz i wyszłam z nią na dwór.
- Dzień dobry pani Carver! - usłyszałam głos pana Browna
- Dzień dobry! - odpowiedziałam widząc mężczyznę stojącego pod płotem.
Podeszłam bliżej.
- Co u pani słychać? Córki w przedszkolu? – spytał
- Wszystko dobrze! David jest w pracy a dziewczynki w przedszkolu. Ja dziś nie pracuję. Wychodzę właśnie na spacer z psem. A jak u pana?
- Dobrze, moja droga! Dobrze! Postanowiłem wyprowadzić się na wieś. Nie jest tu zbyt głośno, ale na starość człowiek potrzebuje spokoju. Długo nad tym myślałem i jednak się zdecydowałem. Mam za miastem dom po rodzicach. To cicha i spokojna okolica. Będę mieszkał tam z bratem.
Uśmiechnęłam się.
- Będziemy za panem tęsknić. Będzie pan czasem tu przyjeżdżał, czy sprzedaje pan dom?
- Sprzedaję! Nie potrzebne mi dwa mieszkania.
Lila wtedy zaszczekała.
- No nie denerwuj się już tak, koleżanko! - powiedział pan Brown patrząc na nią. - Niech pani już z nią idzie na ten spacer, bo biedna się już nie może doczekać!
- Dobrze! To do widzenia! - powiedziałam uśmiechając się
- Do widzenia, do widzenia! - powiedział mężczyzna i poszedł w kierunku drzwi do swojego domu.
Spojrzałam na Lile a ona chwyciła smycz w zęby i ciągnęła mnie w kierunku bramy wyjściowej. Przeszłam z nią aż do parku i zawróciłam. Lila na początku mocno ciągnęła smycz, ale w drodze powrotnej szła już grzecznie przy mojej nodze. Kiedy dochodziłam już do domu z przeciwnej strony nadeszła Olivia. Na mój widok od razu zaczęła biec do mnie.
- Cześć Emi! - przywitała się przytulając mnie.
- Cześć siostrzyczko!
- Emily! Pomóż mi! - powiedziała smutnym głosem
- Co się stało? – spytałam
- No bo... ja... - zaczęła coś mówić
- Chodźmy do środka to mi wszystko opowiesz! - powiedziałam i obie weszłyśmy do domu
Odpięłam Lili smycz i razem z siostrą usiadłyśmy na kanapie w salonie.
- No to powiedz co się stało! – powiedziałam podając siostrze ze stołu talerzyk z kilkom ciastkami
Wzięła jedno z nich.
- Pokłóciłam się z przyjaciółką! – powiedziała smutna – Julie ciągle mówi, że jestem do niczego!
- Dlaczego?
- Nie wiem! Dzisiaj się z nią przywitałam i najpierw było fajnie a potem jak przyszła do nas Lena to zaczęła tak mówić!
- Może porozmawiaj z nią. Dowiedz się o co chodzi!
- Nie będę z nią rozmawiać! Jest głupia!
- Myślę że jednak powinnaś z nią porozmawiać!
Oliwia spojrzała w ziemię a potem znów na mnie.
- Głupia Julie! Nie będziemy o niej przecież cały dzień gadać! Co u ciebie siostra? – powiedziała
- W porządku! – uśmiechnęłam się
- Idealnie jak zawsze, co? Chciałabym być taka jak ty!
Zaśmiałam się.
- Oh Olivio… Nikt nie jest idealny!
- No niech ci będzie! – zaśmiała się
- Zaraz będę szła po Annie i Cindy do przedszkola. Przejdziesz się ze mną?
- Oczywiście! One są takie słodkie!
Uśmiechnęłam się.
- A kiedy przyjdzie David? – spytała po chwili
- David? Wieczorem, a co?
- Nic! Chętnie znów go po wkurzam! – powiedziała śmiejąc się.
Obie śmiejąc się wstałyśmy i poszłyśmy do korytarza. Ubrałyśmy buty na dwór i wyszłyśmy z domu. Przeszłyśmy parę ulic rozmawiając dalej i doszłyśmy do przedszkola. Annie i Cindy na widok swoje cioci bardzo się ucieszyły. Razem wróciliśmy do mojego domu. Bawiłyśmy się z dziewczynkami do wieczora. Potem Olivia musiała wyjść a kilka minut później wrócił David. Zaparzyłam dla nas kawę i razem usiedliśmy w salonie. Annie i Cindy biegały po całym domu śmiejąc się.
- David! Słyszałam dzisiaj, że nas sąsiad, pan Brown się wyprowadza! – powiedziałam
- Naprawdę? Dokąd?
- Powiedział, że na wieś do brata!
- To fajnie, nie? Nie będzie już mieszkał sam!
- Tak! – uśmiechnęłam się – Tylko ciekawi mnie jedno! Nigdy nie wspominał, że ma rodzeństwo! Raczej mówił, że był jedynakiem, tak jak ty!
- Ja nie pamiętam! – zaśmiał się – Masz lepszą pamięć niż ja!
- No nie wiem! – zaśmiałam się
- W sumie… Jak się tak zastanowię, to faktycznie mówił, że niema rodzeństwa! Ale nie będziemy się nad tym zastanawiać! To jego sprawa, a poza tym jak zaczynasz coś podejrzewać dzieje się coś złego! Pamiętasz to z gimnazjum i w ogóle…
- Pamiętam! To było straszne! Bardzo się bałam o ciebie i Rosaly, i o Olivie kiedy ją porwała Camely! Teraz ona się zmieniła! Raczej nic nam już nie grozi.
- Nam nie, ale… Annie i Cindy mają tą moc co miałaś wtedy ty!
- Skończmy to David! Zaczynam się bać! – zaśmiałam się
- Skoro się boisz to cię przytulę! – powiedział obejmując mnie
Oparłam głowę o jego ramię. Wtedy z kuchni przybiegły nasze córki a za nimi Lila wesoło merdając ogonem. Dziewczynki podbiegły do nas.
- Mamo! – powiedziała Cindy śmiejąc się – Lila nas liże po rękach!
Annie również się śmiała.
- Lila! Chodź! Złapiemy te małe łobuziaki! – powiedział David dziewczynki zaczęły się śmiać.
- Tata! Nie złapiesz nas! – krzyknęła Annie i razem z Cindy pobiegły na górę
- Zaraz zobaczymy! – powiedział chłopak i pobiegł za nimi
Śmiałam się a Lila wpatrywała się we mnie. To słodkie kiedy się tak z nimi bawi. Słychać było jak biegają po piętrze i się śmieją. Po chwili wrócił David trzymając na rękach śmiejące się córki.
- Złapane! Widzisz Lila! Tak się łapie Annie i Cindy! – powiedział chłopak do psa
Lila zaszczekała i poszła do kuchni. Ja śmiałam się dalej.
- Bawi cię to, Emilka? – powiedział puszczając dziewczynki
Usiadł obok mnie a nasze córki usiadły nam na kolanach. Cindy na moich a Annie na Davida. Śmialiśmy się wszyscy. Nocą gdy wszyscy już spali ja dużo myślałam. Nadal dręczyły mnie myśli, że coś jest nie tak. Bałam się o Davida, nasze córki i siebie. W końcu zasnęłam. Rano obudził mnie mąż.
- Emi! Dzwonił twój budzik! 2 razy! Obudź się, kochanie!
Potrząsnęłam głową i przewróciłam na drugi bok.
- Emilka! Słoneczko, bo spóźnisz się do pracy! - powiedział znowu
Przetarłam oczy i popatrzyłam na niego. Był już ubrany i gotowy do wyjścia.
- Emily! Jest prawie ósma!
- Jak to? - zdziwiłam się
- No tak! Ja zaraz muszę iść! Mam na ósmą!
Usiadłam na łóżku i przeciągnęłam się.
- Emilka! - powiedział nieco głośniej siadając przy mnie
Dopiero teraz wszystko do mnie dotarło.
- Już 8? Za godzinę muszę być!
- Tak! A ja już! - zaśmiał się - Czasami się czuję jakbyś była moją trzecią pięcioletnią córką!
Zaśmiałam się i usiadłam mu na kolanach przodem do niego. Pogłaskałam go po boku twarzy i pocałowałam w usta.
- Emily! - zaśmiał się - Spóźnię się!
- Trudno! Mogą chwilę na ciebie poczekać, prawda? – powiedział
- No tak, ale mam ustalone godziny! Na 8.10 przychodzi jakiś facet z psem. Nie mogą na mnie czekać! - zaśmiał się
- A mnie możesz zostawić? - zamrugałam do niego z uśmiechem na twarzy
- Nie mogę wybierać, kochanie. - zaśmiał się - Muszę iść i ty też musisz. Zostać z tobą zawsze i wszędzie, ale... Nie mogę chociaż chcę!
Oboje zaczęliśmy się śmiać. Pocałowałam go jeszcze kilka razy i zeszłam z jego kolan.
- To do zobaczenia słonko! - powiedział całując mnie w policzek i szybko wybiegł z pokoju
Słyszałam jak woła Annie i Cindy, i razem wychodzą z domu. Ubrałam się, zjadłam śniadanie, umalowałam i musiałam już wychodzić. Szybko wybiegłam z domu zamykając za sobą drzwi na klucz. Dziś w sklepie odwiedziło mnie wyjątkowo dużo osób. Znów odwiedziła mnie Olivia. Tym razem z chłopakiem. Jackson Davies to wysoki i szczupły chłopak, o zielonych oczach i blond włosach. Moja mama na jego widok uznała, że mamy z siostrą ten sam gust co do chłopaków. Jeśli tak, to dlaczego mi nie podoba się Jackson a Olivii nie podoba się David i Jake? Różnica wieku? Nie wiem! Wieczorem zamknęłam sklep i wróciłam do domu. Spostrzegłam, że z domu pana Browna wynoszone są kartony a on sam stoi przed bramą. Sąsiad zauważył mnie.
- Dzień dobry pani Carver! Chociaż chyba właściwie dobry wieczór! – przywitał się
- Dobry wieczór! – powiedziałam uśmiechając się – Już dziś się pan wyprowadza?
- Jutro, moja droga! – powiedział uśmiechając się – Dziś tylko panowie pomagaj mi powynosić większość rzeczy a jutro rano dopiero wyjeżdżamy.
Uśmiechnęłam się.
- No to wszystkiego dobrego! Niech pan pozdrowi brata od nas! – powiedziałam – Do widzenia!
- Pozdrowię! Do widzenia! – powiedział uśmiechając się i poszedł w kierunku domu.
Podeszłam do swoich drzwi i już chciałam je otworzyć kiedy zauważyłam kartkę na której pisało: „Wzięłam Annie i Cindy do siebie. Bardzo chciały iść. Przywiozę je o 19!”. Na dole był podpis Roxy.
- Znów chciały do niej iść! – pomyślałam uśmiechając się i zerwałam kartkę z drzwi.
Otworzyłam dom i weszłam do środka. Puki byłam sama posprzątałam trochę w salonie i w kuchni. Po godzinie przyjechała Roxy i przywiozła moje córki. Dziewczynki były bardzo zmęczone więc położyłam je od razu spać. Potem przyjechał David. Przywitał mnie całując, jak zawsze. Powiedziałam mu o moim dniu a on mi o swoim. Znowu też zaczęłam się denerwować przez samą siebie tą przeprowadzką naszego sąsiada. To nie moja sprawa, ale no… Wczoraj zdecydował się na przeprowadzkę a dzisiaj już wynosi rzeczy? Cały czas mi coś tu nie gra. Następnego dnia rano kiedy David wyjeżdżał do pracy nasz sąsiad wynosił ostatnie rzeczy. Pojawił się też ktoś kogo wcześniej nie znałam. Był to starszy mężczyzna o niewielkiej ilości siwych włosów na głowie. Ubrany był w dżinsowe spodnie na szelkach i brązową koszulę pod spodem. Kiedy spojrzał na mnie poczułam dziwny niepokój.
- Ej, David! Kim jest tamten człowiek. - szepnęłam do męża
- Kto? - zdziwił się
- Tamten! Ten co stoi obok pana Browna!
Chłopak rozejrzał się.
- Tamten? Nie wiem! Pierwszy raz go widzę. Możliwe że to jego brat albo gościu który się tu wprowadzi! - powiedział po chwili
- David... Ja czuję coś dziwnego... Boje się o nas!
- Emilciu... - powiedział przytulając mnie - Co ty ostatnio taka przewrażliwiona? Coś się stało? - spytał uśmiechając się
Zastanowiłam się chwilę.
- Może masz rację... Jestem trochę przewrażliwiona... - powiedziałam
- No już... - powiedział uśmiechając się i puścił mnie
Spojrzałam jeszcze raz na tamtego człowieka.
- Nie martw się tak o wszystko! Tworzymy rodzinę o której tak zawsze marzyliśmy i nic nie zniszczy naszego szczęścia! - powiedział David patrząc mi w oczy
Uśmiechnęłam się. Wtedy zobaczyłam, że w naszą stronę idzie pan Brown a razem z nim tajemniczy mężczyzna.
- Dzień dobry! - przywitał się pan Brown
Ten drugi spojrzał tylko na mnie. Znów poczułam się dziwnie.
- To mój stary znajomy Andrew Jefferson! Zamieszka w moim starym domu! - powiedział a tamten się lekko uśmiechnął - Ja przyszedłem się pożegnać!
Drzwi od naszego samochodu się otworzyły stojącego obok się otworzyły a ze środka wyszły Cindy i Annie.
- To znaczy, że pan się wyprowadza? - spytała Cindy podchodząc do pana Browna.
- Tak! Będę mieszkał na wsi z bratem! Dawno się nie widzieliśmy! - powiedział mężczyzna
- Niech pan zostanie! - powiedziała Annie i obie go przytuliły
- No już, kochane! Zaraz muszę wyjeżdżać. Ale... - powiedział i wsunął rękę do kieszeni - ... jeśli chcecie mam tu coś.
Wyjął z kieszeni cztery cukierki toffi.
- Możemy? - spytała Cindy
Mężczyzna dał im po dwa.
- Dziękujemy! - odpowiedziały równo
David spojrzał na swój zegarek.
- Chyba muszę już lecieć! Do widzenia panom! Pa Emi! - powiedział a nasze córki wsiadły do samochodu.
- Papa mamo! - powiedziała do mnie Cindy.
Uśmiechnęłam się i pomachałam jej ręką.
- Do widzenia pani! - powiedział pan Brown i razem ze swoim znajomym.
Wróciłam do domu. Cały czas nad wszystkim się zastanawiałam. Po chwili ktoś zapukał do drzwi. Poszłam otworzyć. Przed drzwiami stał Jake.
- Cześć! - przywitałam go zdziwiona
- Hej Emiś! - powiedział przytulając mnie
- Fajnie że jesteś! Co cię sprowadza?
- Szczerze? Nuda! - zaśmiał się - Nie no! Tak po prostu postanowiłem odwiedzić ukochaną przyjaciółkę!
Pokręciłam głową i zaprosiłam go do środka. Chwile rozmawialiśmy.
- Emi! Ja za niedługo będę i tak szedł. Jadę dzisiaj z klasą na wycieczkę dwudniową. Wyjazd mamy o 9, bo nie jedziemy daleko.
- Super! Mam nadzieję, że nie będą sprawiać kłopotów!
- Ja też! - zaśmiał się
- Wiesz co? Ja... - chwile się zastanowiłam - No bo nasz sąsiad się wyprowadza i będzie tu mieszkał ktoś inny. Budzi we mnie dziwny niepokój. David mówi, że jestem przewrażliwiona, ale nie ja nie wiem... Boje się!
- Hmmm... Czujesz niepokój... Może... Może on jest jakoś związany z jakimś magicznym stworzeniem? Jesteś księżniczką to możesz czuć takie rzeczy, bo też jesteś magiczna!
- Tak myślisz?
- Chyba tak. Daj sobie spokój Emiś! - powiedział uśmiechając się.
Przysunął się bliżej mnie i przymknął oczy. Delikatnie musnął ustami mój policzek. Nim zdążył mnie pocałować odepchnęłam go.
- Prosiłam żebyś tego nie robił! - powiedziałam nieco zdenerwowana
- Wybacz Emi! – powiedział spuszczając głowę
Wstałam z kanapy.
- Idę do sklepu, do Roxy. Przejdziesz się ze mną? – spytałam stojąc do Jake’a tyłem
- Dobrze! Odprowadzę cię i pójdę już.
Pokiwałam głową zgadzając się i razem bez słowa wyszliśmy z mojego domu. Przy bramie stał pan Jefferson. Szepnęłam Jake’owi na ucho, że to nasz nowy sąsiad. Przeszliśmy dalej bez słowa aż nie byliśmy daleko od domu.
- Wiem co ci jest! – powiedział nagle Jake
- Co? – zdziwiłam się
- Wiem czemu się źle czujesz na widok pana Jeffersona!
- Dlaczego?
- On chyba ma moc mroku! Masz niemiłe doświadczenia co do tego rodzaju magii więc wiesz… Dlatego możesz się tak czuć. Ja mniej więcej rozpoznaje po ludziach magię. Ci od mroku z reguły nie są zbyt przyjaźni. Ty też możesz to wyczuwać dzięki swojemu pochodzeniu, ale nie umiesz więc dlatego się dziwnie czujesz. Może o to chodzi?
Pomyślałam chwilę.
- Ja się czuję tak, jaki wtedy, co wysłałam Davida i Rosaly śledzić moją ciotkę i tak jak wtedy kiedy zniknęła Olivia. Coś się wydarzy, Jake!
- Emi! Nie strasz samej siebie! – zaśmiał się – Bądź spokojna to będzie dobrze!
- Dobrze, dobrze… Ale gdyby jednak… Pomożesz, prawda?
- Oczywiście Emi! Zawsze!
Kiedy doszliśmy do sklepu pożegnałam się z przyjacielem a sama weszłam do środka.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Witam wszystkich moich czytelników Od dzisiaj zaczynam pisać kolejną książkę. Nawiązuje ona do mojej ulubionej bajki "Strażnicy marzeń". Nie będę pisała tego tutaj, bo tu jest "Moja Magia" Tamta książka jest na moim Wattpadzie. Po opublikowaniu każdego rozdziału linki będę podsyłała tutaj żebyście mogli czytać Piszcie tu w komentarzach czy wam się podoba.

Dzisiaj prolog
https://www.wattpad.com/200684570-ja-i-ch%C5%82opak-ze-snu-prolog

i rozdział 1:
https://www.wattpad.com/200693623-ja-i-ch%C5%82opak-ze-snu-rozdzia%C5%82-1
 

 
Po chwili do sklepu wbiegła znów Olivia.
- Zapomniałam! – powiedziała śmiejąc się – Mogłabym wpaść do ciebie, siostrzyczko? Na przykład jutro przyjechałabym po szkole? Mogę? – pytała
- Pewnie! – powiedziałam śmiejąc się
- To super! Mam też prośbę! Chce się przefarbować na blondynkę! Pomogłabyś?
- Jasne!
- Świetnie! Nie muszę w takim razie iść do fryzjera i wydać pieniądze które mogę przecież przeznaczyć, na ciuchy! O! Albo wreszcie kupie sobie ten tablet co chciałam i… - mówiła dalej a ja i Jake cały czas się śmialiśmy
- Coś jeszcze? – spytałam gdy skończyła mówić
- Chyba nie! – powiedziała podchodząc do wyjścia.
Chwyciła za klamkę i znów się odwróciła.
- Jeszcze coś chciałam! – powiedziała
- Tak?
- Chciałam coś kupić tylko nie pamiętam co! – powiedziała śmiejąc się i rozglądała dookoła
- Bluzkę, spódnicę, sukienkę, spodnie, bransoletkę? – wymieniał Jake
- Nie wiem! – powiedziała Olivia
- To wyjdź ze sklepu! Może sobie przypomnisz! – powiedziałam uśmiechając się
- Nie! Już wiem! Masz jakieś kolczyki z śnieżynkami? – powiedziała nagle podbiegając do mnie
- Zobacz sama! – powiedziałam kładąc przed nią na ladzie pudełko różnokolorowych kolczyków
Olivia przejrzała pudełko.
- Nie ma! – powiedziała nieco zawiedziona
- Postaram się gdzieś je zdobyć i zamówić dla ciebie, dobrze?
- Postaraj się! Będę wdzięczna!
Uśmiechnęłam się.
- Bardzo ci na nich zależy? – spytał Jake
- O tak! – powiedziała dziewczyna uśmiechając się i puściła do niego oczko
Chłopak spojrzał na mnie.
- No to leć Olivka na tą randkę z Jacksonem, bo się spóźnisz! – zaśmiałam się
- Właśnie! Zapomniałam! Muszę lecieć! Wpadnę jutro do ciebie! – powiedziała i wybiegła
- Ja też chyba będę leciał! No wiesz… Praca! – powiedział Jake uśmiechając się
- Wiem! – uśmiechnęłam się
- Dzisiaj akurat wyjątkowo z powodu jakiś wykładów lekcje są dopiero od 13. Idę, bo nie mogę się przecież spóźnić! Niedługo znów cię odwiedzę! Do zobaczenia Emiś! - powiedział i wyszedł uśmiechając się do mnie.
Zostałam sama. Odwiedziło mój sklep tego dnia jeszcze kilka osób. O 18 zamknęłam i wróciłam do domu. Była tam Roxy z Dennisem oraz Annie i Cindy. Moja przyjaciółka zawsze odbierała z przedszkola moje córki kiedy oboje z Davidem byliśmy w pracy. Ja robiłam tak samo. Zabierałam z przedszkola Dennisa i szliśmy do mnie lub do niej.
- Mama przyszła! - ucieszyły się dziewczynki na mój widok
Ukucnęłam przy nich i przytuliłam obie.
- W końcu jesteś Emi! Już zaczynały płakać! - powiedziała Roxy
Zdjęłam buty oraz kurtkę i poszliśmy wszyscy do salonu.
- To my będziemy szli! - powiedziała Roxy łapiąc synka za rękę.
- Do zobaczenia!
Pożegnałyśmy się i moja przyjaciółka wyszła.
- Mamo! Widziałaś narysowanego wilka na rączce cioci? Pokazała nam dzisiaj! - powiedziała Annie
- Widziałam! To tatuaż! - powiedziałam
Roxy ma już 4 tatuaże. Na prawym ramieniu głowę wilka, po lewej stronie brzucha ślady łap psa, serce na lewej ręce, a na plecach przy lewym ramieniu imię swojego męża "Alex". Chłopak ma w tym samym miejscu imię "Roxy". Zrobili je sobie niecały miesiąc po ślubie.
- Mamo! A dlaczego ty i tata nie macie tatuaży? - spytała Cindy
- Dlatego, że my nie chcemy.
- Ja też chcę tatuaż! Wilka, jak ciocia Roxy! - powiedziała Annie.
- Jesteście za małe na tatuaże, ale mogę wam namalować wilka farbkami do twarzy na rączce! Ale to w sobotę!
- Tak! I jeszcze kotka! - powiedziała Cindy
- Kotka też! - powiedziałam uśmiechając się
- To teraz chodźmy się pobawić! - powiedziała Annie chwytając mnie za rękę.
Poszłam z córkami do ich pokoju. Dziewczynki wyjęły klocki ze skrzyni na zabawki i wspólnie je układaliśmy. O 21 do domu wrócił David.
- Już jestem! - oznajmił wchodząc do domu.
- Tata wrócił! - krzyknęły obie i szybko pobiegły pod drzwi.
Wstałam z podłogi i poszłam za nimi. Annie i Cindy przytuliły się do niego i chwyciły za ręce.
- Chodź! Zobacz co zbudowałyśmy z klocków! - wołały ciągnąc go za ręce.
- Zaraz do was przyjdę! Biegnijcie do pokoju, a ja zostawię rzeczy i przyjdę, dobrze? - powiedział.
Obie uśmiechnęły się i pobiegły. David rzucił rzeczy na jeden z foteli.
- Jak minął dzień, kochanie? - spytał przytulając mnie
- W porządku! Potem ci wszystko opowiem! - powiedziałam całując go
- To chodź! Idziemy do tych naszych małych ślicznotek, bo zaczną się niecierpliwić! - powiedział uśmiechając się i razem poszliśmy do córek.
Dziewczynki zaprezentowały tacie swoje budowle z klocków, a potem zaczęły się bawić lalkami. Popatrzyliśmy chwilę na nie po czym wyszliśmy z pokoju. Poszliśmy do salonu.
- David! Weź tą kurtkę z fotela i powieś na wieszaku przy wejściu! – powiedziałam patrząc na rzucone przez niego rzeczy na fotel
- Już biorę! – powiedział uśmiechając się
Podszedł do fotela, zebrał rzeczy i odniósł na swoje miejsca. Usiadłam na kanapie a on po chwili obok mnie.
- To jak było dzisiaj w sklepie? – spytał
- Dobrze! Odwiedził mnie Jake i Olivia. Dwójka młodych chłopaków mnie obgadywała razem z Jake’iem. Wypytywali go o mnie. – powiedziałam uśmiechając się
- Bo jesteś piękna! Prześliczna! Nie dziwię się że tak wszyscy na ciebie lecą! Jednak chyba im nie wyjdzie, co? Jesteś moja! – powiedział David a ja przysunęłam się i oparłam głowę o jego ramię
- Wszyscy mnie tak uwielbiają, a ja nigdy nie czułam się jakaś piękna. Jestem normalna!
- Oj nie! Masz wyjątkową urodę! Magiczną! Jesteś w końcu księżniczką, nie? Magii, czyli od Królowej! Jesteś przepiękna!
- Daj spokój! – uśmiechnęłam się – Córką też będziesz kiedyś wmawiał, że są najpiękniejsze?
- Wmawiał? Prawdę mówię! One będą takie jak ty! Już to widać!
- No już niech będzie! Tylko pamiętaj! Są księżniczkami, ale powiemy im jak podrosną. Nie chcę rozgłosu, tak jak moja mama też nie chciała. Dzieci mówią różne rzeczy wszystkim… Rodzina Królowej Magii na ziemi to będzie świetne odkrycie dla wszystkich fanów magii. W ogóle dla całego świata! Wolę żyć z tym w ukryciu! Myślę, że ty też!
- Tak… Ale wtedy do dopiero by mi zazdrościli! Mam prawdziwą księżniczkę! Takie poczucie „jestem fajny!” – powiedział śmiejąc się
- Głuptasie… - zaśmiałam się – To chyba nie o to chodzi żeby ci cały świat mnie zazdrościł. Wiem, że pewnie ci fajnie „mam księżniczkę” i że ci mnie zazdroszczą, ale wiesz…
- Ile osób w ogóle wie o tym?
- No cóż… Wiemy my, Olivia, moi rodzice i twoi, Jake, Roxy i Alex… Rosaly jeszcze! Oh, jak ja jej długo nie widziałam! Pamiętasz ją, co nie? Mieszka teraz w Anglii! Może kiedyś tu przyjedzie! Fajnie będzie ją znowu zobaczyć!
- To trochę osób jest! A rodzina twojego taty? Wiedzą?
- Wiedzą tylko jego rodzice i rodzeństwo! Dalej już to chyba nie poszło…
- Niebezpieczna informacja trochę, nie?
- Tak! Bardzo! Napijesz się, nie wiesz co mówisz i może być po tajemnicy! Ale chyba takim osobą tego nie powierzyłam!
- Poza tym kto by w to uwierzył!
- Ja!
- Ta… Z dziesięć razy musiałam powtarzać że „tak, naprawdę chodzisz z księżniczką”
Oboje się roześmialiśmy.
- To było wtedy co twoja kuzynka porwała Olivie, nie?
- Tak! Strasznie się wtedy o nią bałam! Trochę jej to zaszkodziło, bo od tamtej pory boi się ciemności!
- Biedna! Mi porwanie na dobre wyszło! Jak mnie i Ros porwała ta twoja wredna ciotka to zrozumiałem, że naprawdę cię kocham! Teraz jak sobie pomyślę, że byłem tak głupi, że nie chciałem z tobą być to mam ochotę sam się walnąć w łeb! – powiedział śmiejąc się
Uśmiechnęłam się.
- Nie rób sobie nic, bo ja też zrobię! – powiedziałam przytulając się jeszcze bardziej.
- Dobrze, dobrze! – powiedział całując mnie w czoło
Podniosłam się i usiadłam mu na kolanach. Wtedy z kuchni przybiegła Lila z wywalonym jęzorem i radośnie machając ogonem. Podbiegła do nas i wskoczyła na kanapę.
- Lila! Na dół! – powiedział David do niej gdy położyła się obok
Ona tylko podniosła łeb i spojrzała na nas. Pogłaskałam ją a ona polizała mnie po ręce.
- Zejdź Lila! – powiedział znów David
Spojrzała na niego i zaszczekała.
- No dobrze, dobrze! Leż sobie! Tylko się nie patrz na nas! – powiedział
Suczka położyła łeb na łapach i dalej się wpatrywała
- Lila! Nie gap się! – mówił dalej
Pies pisnął i zakrył łapą oczy. Roześmiałam się.
- Słucha cię! – powiedziałam
- No nie wiem… Na razie się udało! – powiedział i przegarnął mi kosmyk włosów z twarzy
Uśmiechnęłam się.
- Kocham cię, wiesz? – powiedział do mnie
- Ja ciebie też!
David położył mi rękę na boku twarzy i zaczął całować w usta. Odwzajemniłam pocałunek. Całowaliśmy się chwilę po czym poczułam coś mokrego na swoim policzku. Zrobiło mi się dziwnie. Dotknęłam ręką tego miejsca i poczułam na niej wielki pis jęzor.
- Fuj! – powiedziałam odsuwając się od Davida
- Co się stało? – spytał zdziwiony chłopak
- Lila mnie lizała po twarzy! Zobacz! – chwyciłam jego rękę i dotknęłam nią swojego mokrego policzka
Odwróciłam się do stołu i wzięłam z niego paczkę chusteczek higienicznych i wytarłam twarz.
- Lila! Nieładnie! – powiedział David do psa
Pies zaszczekał.
- Słuchaj kochana! Emily jest moją żoną i ja wiem, że też jesteś członkiem naszej rodziny, ale do mnie należy ten zaszczyt całowania jej. Proszę mi tutaj nie łamać zasad! – powiedział do niej znów
Roześmiałam się. Lila spojrzała na mnie, zeskoczyła z kanapy i poszła położyć się na swoim legowisku.
- I tak ma być! Emi jest moja! – powiedział David patrząc na nią po czym znów spojrzał na mnie. – To co, Emiś? Masz ochotę na więcej słodkich całusów?
Uśmiechnęłam się. Położyłam dłonie po bokach jego twarzy i zaczęłam go dalej całować. David powoli wsunął ręce pod moją bluzkę i położył na moich plecach.
- Przesłodka jesteś, wiesz? – powiedział do mnie cicho
- A ty cudowny!
Całowaliśmy się dalej i coraz namiętniej.
- Mamo! – usłyszeliśmy nagle wołanie Annie
David przerwał całowanie a ja odwróciłam się i spojrzałam w stronę schodów do pokoju córek.
- Mamo! – zawołała dziewczynka ponownie
- Tak?
- Chodź!
Zeszłam z kolan swojego męża i pobiegłam na górę. Weszłam do pokoju dziewczynek.
- Tak?
- Mamo! Zrobisz kolację? Ja bym chciała chleb z serem żółtym! – powiedziała Annie
- Ja też! – powiedziała Cindy
- Oczywiście! Już idę wam zrobić! – powiedziałam uśmiechając się
Wróciłam znów na dół.
- David! Robię kolację dziewczynką! Masz też na coś ochotę? – spytałam
- No, może… Z serem żółtym?
Uśmiechnęłam się.
- Tak jak dziewczynki? Dobrze! – powiedziałam i poszłam do kuchni.
Zrobiłam wszystkim kanapki i zaniosłam je im.
- A ty, Emi nic nie jesz? – spytał mnie David
- Nie, ja wolę się napić wody! – powiedziałam pijąc z kubka, który sobie przyniosłam.
- No tak! Księżniczka wody musi dużo pić. Nie wiem jak ty to robisz, że potrafisz wypić 4 szklanki wody i nie chodzić co chwile do łazienki.
- Nie wiem! – powiedziałam śmiejąc się – Potrzebuję wody! To moja moc, nie?
Po chwili przybiegły nasze córki.
- Mamo! Jestem śpiąca! – powiedziała Cindy przytulając się do mnie
Annie wdrapała się na kolana swojego taty i również przytuliła.
- To idziemy się myć, co? – powiedział David
- Ja nie chcę myć! – powiedziała Annie
- Idziemy, idziemy! No chodź! – powiedziałam chwytając ją za dłoń.
Wzięłam Annie na ręce, za drugą chwyciłam Cindy i poszliśmy do ich pokoju po piżamki, a potem do łazienki. Nalałam wody do dużej wanny i pomogłam dziewczynką się umyć. Potem zaprowadziłam je do pokoju i położyłam do łóżek.
- Mamo! Przeczytasz nam bajkę? – spytała Cindy
- No zgoda! Jaką chcecie?
- O Aladynie i magicznej lampie! – powiedziała Annie
Wzięłam książkę z półki. Zaczęłam czytać. Nie minęła chwila a obie już spały. Odłożyłam bajkę i po cichu wyszłam. Poszłam do sypialni. Wróciłam do salonu gdzie siedział David i grał na swoim telefonie.
- Zasnęły! Mamy wieczór dla siebie! – powiedziałam siadając obok niego.
Przytulił mnie. Dokończył grę i odłożył telefon.
- Oglądamy jakiś film? Gadamy? Na co masz ochotę, śliczna?
- Na pewno nie film! Nie chce nic oglądać! Posiedzimy razem, co? Albo może pójdźmy się myć, a potem porozmawiamy razem w sypialni?
- No, ja już wiem jak ta rozmowa się skończy! – powiedział uśmiechając się – Ty wybierz!
- Chyba nie chcę siedzieć tu! Lila może mieć znów nastrój do żartów. Nie lubię lizania po twarzy!
- Nie lubisz? To po co…
- Dobra! – przerwałam – Jak ty to tak, ale nie Lila!
Roześmialiśmy się.
- Chodźmy się myć, a potem tam pogadamy! – powiedziałam
- W porządku!
David chwycił mnie za rękę i poszliśmy razem do łazienki. Nalałam znów wody do wanny i razem weszliśmy do niej. Usiadłam przed nim i przytuliłam się. Chłopak objął mnie rękoma w pasie.
- Uwielbiam tu z tobą siedzieć. Woda i ty… Jest cudownie!
- Też uwielbiam, bo mogę cię poprzytulać… Kocham cię Emily!
- Ja ciebie też!
- Zastanawiam się czasem co by się stało gdybym cię dawno temu nie poznał! Jakie miałbym dziś życie? Znalazłbym sobie inną miłość?
- O nie! Nawet nie chcę o tym myśleć że jakaś inna kobieta mogłaby cię… Nie! I tak byśmy się w końcu poznali, bo jesteśmy sobie przeznaczeni!
Chłopak uśmiechnął się.
- Też nie wyobrażam sobie siebie z jakąś inną! Dla mnie liczysz się tylko ty! Jesteś najpiękniejsza i najcudowniejsza!
- Ja też sobie siebie nie wyobrażam z kimś innym! Kocham tylko ciebie!
Chłopak pocałował mnie w policzek.
- Będę przy tobie już na zawsze, moja piękna. - szepnął
Zamknęłam oczy. David powoli przeciągnął rękoma po moim ciele.
- Ty, Annie i Cindy jesteście całym moim światem! Mam cudowną rodzinę! - szeptał dalej dotykając mnie.
Trochę się poprzytulaliśmy, umyliśmy i wyszliśmy z wanny. Owinęliśmy się ręczniki i razem poszliśmy do naszej sypialni. Ubraliśmy się swoje piżamy i położyliśmy do łóżka.
- Właśnie! Teraz mi się przypomniało! Olivia mówiła, że jutro wpadnie! Roxy idzie do naszego sklepu więc będę mogła z nią porozmawiać. – powiedziałam
David uśmiechnął się.
- Też dawno jej nie widziałem. Chętnie bym się zobaczył z twoją siostrą, ale niestety... Pracuje do późna! Ciekawe co u niej!
- Ona jest taka zakręcona! - zaśmiałam się - Zupełnie nie podobna do mnie.
- Tak! Ty jesteś prześliczna po mamusi, a Olivcia szalona po tacie! Różnicie się i to bardzo!
- A chodź trochę widać, że jesteśmy rodzeństwem?
- Trochę tak! Włosy, oczy, boska figura... Ciekawe co by było gdyby Olivka też była tak piękna jak ty!
- Nie wiem, ale trochę fajnie, że nie jest!
- Dlaczego?
- Jestem dzięki temu tą najpiękniejszą! Jedyną taką!
- Oj, Emiś! Od kiedy ty masz taki charakter? - powiedział i zaczęliśmy się śmiać.
 

 
Rozmawiałam z Roxy jeszcze chwilę. Potem dziewczyna poszła do naszego sklepu a ja dołączyłam do chłopaków, którzy siedzieli w kuchni.
- Co porabiacie? – spytałam
- A nic. Gadamy o tym wczorajszym meczu siatkówki.
Tak… Ten mecz odebrał mi wczoraj romantyczny wieczór z Davidem… Mieliśmy spędzić ze sobą noc, kiedy on nagle sobie o tym przypomniał i skończyły się słodkie całuski…
- To może sobie pójdę?
- Nie! Zostań Emi! – powiedział David chwytając mnie za rękę.
Uśmiechnęłam się i usiadłam przy stole kuchennym obok niego.
- Wiem, że przez to nic z naszego wieczoru nie wyszło, ale nie bądź zła!
- Nie jestem! Przecież nocy jest wiele! Poza tym lubisz to oglądać to nie będę ci zabraniać!
- Serio David! Przez mecz odebrałeś jej noc? Masz taką piękną żonę i naprawdę jej odmówiłeś? – zdziwił się Alex
- Tak... Bardzo chciałem oglądać! Finał z drużyną naszego kraju musiałem! Ale wiesz… Siatkówka nie leci tak często jak piłka nożna, której nie lubię.
- Ja Roxy nie jestem w stanie odmówić! Sądziłem, że ty też! Poza tym… Stary! Mogłeś ją mieć! Wolisz mecz od swojej kobiety?
- Nie, nigdy! Emi jest moim wszystkim, ale...
Alex mu przerwał szepcząc do ucha. Mówił jednak na tyle głośno, że słyszałam.
- Zobacz z jak śliczną kobietą ty sypiasz! Do tego to prawdziwa księżniczka wody! - mówił.
- Wynagrodzę jej to! Poza tym to nie było tak. Ja się jej spytałem czy bardzo chce, czy mogę iść oglądać. Pozwoliła iść i nawet oglądaliśmy razem. - powiedział cicho David
To była prawda. Pozwoliłam mu iść oglądać, bo wiem jak lubi siatkówkę. Jednak nie znaczy to, że nie chciałam zostać z nim w sypialni. Bardzo chciałam, ale zależało mu na oglądaniu to zgodziłam się na to.
- Ja cię trochę nie rozumiem! Jak... - mówił Alex
- Oh, chłopaki! Dajcie spokój! Nic wielkiego się nie stało! - przerwałam
- Właśnie! Wynagrodzę jej to!
Wtedy do kuchni przybiegła Annie.
- Mamo! Cindy się przewróciła i płacze! – powiedziała.
Wstałam od stołu.
- Goniłyśmy się po pokoju Dennisa i ona się przewróciła! – powiedziała dziewczynka
Poszłam razem z córką do pokoju chłopca. Cindy siedziała na jego środku i płakała.
- Co się stało? – spytałam ją kucając obok
- Przewróciłam się i boli mnie rączka! – powiedziała przecierając oczy
- Która?
Dziewczynka podała mi lewą rękę i pokazała na nadgarstek.
- Zaraz przestanie boleć! – powiedziałam i pocałowałam ją w to miejsce
Wstałam biorąc córkę na ręce i wróciłam do Alexa i Davida. Chwilę siedziałam z nią aż nie powiedziała, że przestało ją boleć. Wróciła wtedy do Annie i Dennisa. Siedzieliśmy u nich do wieczora. Później obie dziewczynki przyszły mówiąc, że są zmęczone, więc postanowiliśmy wrócić do domu. Zjedliśmy wspólnie kolacje. Umyłam córki, a potem razem położyliśmy je spać. Szybko zasnęły. Poszliśmy więc do naszej sypialni. Chciałam wziąć rzeczy i iść się wykąpać, ale David zaproponował, że najpierw zrewanżuje mi się za wczoraj. Zgodziłam się i od razu rzuciłam w jego ramiona. To była cudowna noc! Poleżeliśmy potem chwile ze sobą i poszliśmy się razem umyć. Dość często to robimy. Naprawdę super jest tak posiedzieć w wannie we dwoje. Szczególnie jeśli wtedy jeszcze trochę mnie dotyka! Uwielbiam to! Po kąpieli wróciliśmy do łóżka. Szybko zasnęłam szczęśliwa w ramionach swojego męża. Noc spędziłam spokojnie. Gdy rano obudził nas budzik nie pamiętałam czy coś mi się śniło. David za to opowiedział mi swój sen o nas gdy się ubieraliśmy. Chłopak często mówi mi, że mnie w nich widział. Zwykle też opowiada, że mnie całował i dotykał. To słodkie!
- Pójdziesz obudzić Annie i Cindy? - spytałam chowając do czarnej torebki szczotkę do włosów
- Tak, zaraz pójdę! - odpowiedział David uśmiechając się do mnie
Wyszłam z pokoju i poszłam zrobić dla wszystkich śniadanie. Kiedy kończyłam przyszedł David z naszymi córkami. Za nimi do kuchni wbiegła Lila. Nasypałam suczce do miski chrupek.
- Mamo! Ja nie chcę iść dzisiaj do przedszkola! - powiedziała Cindy.
- A z kim zostaniesz w domu? Mama i tata idą do pracy a sama nie możesz być. – odpowiedziałam
- Niech przyjedzie ciocia Roxy!
- Ona też idzie do pracy!
- A ciocia Olivia?
- Jest w szkole!
Dziewczynka zrobiła smutną minę.
- A mogę jechać do babci? - pytała dalej.
Spojrzałam na Davida.
- Babcia Madeline idzie dzisiaj do lekarza, a babcia Mary też jest zajęta. Musisz iść do przedszkola! - powiedział.
- To chcę jechać z mamą do pracy! - powiedziała.
- Już nie wymyślaj kochana! - powiedziałam uśmiechając się - Zjedz szybko, to tata zawiezie was do przedszkola.
Dokończyliśmy jeść. David wziął za ręce dziewczynki i poszedł ubrać z nimi buty na dwór. Posprzątałam i poszłam za nimi. Podałam córką cienkie kurtki a one je ubrały. Wyszliśmy na dwór. Przed domem na podjeździe stało nasze auto. Było nowe, średniej wielkości i w czarnym kolorze. Obie dziewczynki usiadły na tylnych siedzeniach samochodu w swoich fotelikach. Annie miała różowy a Cindy niebieski.
- To do zobaczenia Emi! - powiedział David całując mnie.
- Cześć, kochanie! Miłej pracy!
Chłopak wsiadł do samochodu a nasze córki pomachały mi na pożegnanie. Pojechali a ja wróciłam do domu. Usiadłam w salonie na kanapie i zabrałam się za czytanie magazynu modowego. W sklepie powinnam być za godzinę więc miałam jeszcze trochę czasu. Nagle Lila wybiegła z kuchni, przebiegła przez salon i stanęła przy drzwiach wyjściowych i zaczęła szczekać.
- Lila! - zawołałam ją
Suczka nie zareagowała. Wstałam więc i poszłam do niej.
- Chcesz wyjść? - spytałam, a ona spojrzała na mnie i przestała szczekać
Uśmiechnęłam się i otworzyłam drzwi a pies wybiegł do ogródka. Wróciłam do czytania. Minęło trochę czasu i musiałam już wychodzić. Ubrałam swoje czarne szpilki i granatową kurtkę, wzięłam torebkę i wyszłam przed dom.
- Lila! Do domu! - zawołałam pieska.
Posłusznie przybiegła i weszła do środka. Zamknęłam za nią drzwi na klucz. Przegarnęłam włosy do tyłu i wyszłam z podwórka. W głowie nuciłam sobie piosenkę, którą ostatnio usłyszałam w telewizji. Szybko doszłam do swojego sklepu. Weszłam do środka, zdjęłam kurtkę i zostawiłam na zapleczu. Do bluzki przypięłam przypinkę z nazwą sklepu i zajęłam się układaniem i wieszaniem ubrań. Po 30 minutach sklep był gotowy do otwarcia. Zmieniłam więc kartkę na drzwiach na "Otwarte!". Zaraz po tym do sklepu weszły dwie nastoletnie dziewczyny. Obie były blondynkami a na plecach miały plecaki szkolne. Znałam je. Dość często tu zaglądają.
- Dzień dobry! Ma pani już nową dostawę biżuterii? - spytała jedna.
- Oczywiście! - po wiedziałam uśmiechając się i wyjęłam z pod lady trzy pudełka. W jednym były kolorowe bransoletki z koralikami, w drugim z zawieszkami a w trzecim różnej długości naszyjniki. Dziewczyny zaczęły przeglądać zawartości pudełek.
- Ja wezmę te dwie czarne bransoletki i naszyjnik z kotkiem a koleżanka tęczową bransoletkę i naszyjnik z okularami. - powiedziała jedna a druga podała mi odliczoną sumę pieniędzy.
- Dziękuję, do widzenia! - po wiedziałam chowając zapłatę do kasy.
Obie dziewczyny wyszły ze sklepu. Zajrzałam do pudełek z biżuterią by dokładniej pooglądać co w nich jest. Ułożyłam je potem pod szklanym blatem lady by kupujący mogli je widzieć. Przypomniało mi się też o pudełku kolczyków stojącym na stole na zapleczu więc szybko po nie pobiegłam i dołożyłam do reszty. Wtedy do sklepu przyszli kolejni klienci. Była to jakąś para. Pooglądali parę ubrań i wyszli uśmiechając się do mnie. Do południa odwiedziło mnie dość sporo osób. Sprzedałam parę ubrań i kolorowych bransoletek. Zawsze o 12.30 robiłam sobie małą przerwę na kawę i zamykałam sklep. Tym razem też tak zrobiłam. Usiadłam sobie przy stole na zapleczu kiedy usłyszałam, że ktoś wszedł do środka mimo iż wywiesiłam kartkę z napisem "Zaraz wracam!"
- Sklep w tej chwili zamknięty! – krzyknęłam
- Spokojnie Emi! To tylko ja! – usłyszałam
W drzwiach stanął Jake. Wysoki, niebieskooki blondyn o gęstych włosach. Miał na sobie lodowo błękitną koszulkę i dżinsowe spodnie do kolan.
- Witaj Emi! Wiedziałem, że cię tu znajdę! - powiedział.
- Jak zwykle wiesz kiedy jestem tu ja! Siadaj! - powiedziałam wskazując na krzesło naprzeciw siebie.
Chłopak usiadł na nim.
- Co słychać? Pięknie dziś wyglądasz! Taka radosna i słodka... Wszystko ci się pewnie układa? - powiedział z uśmiechem się we mnie wpatrując.
- Dziękuje! Owszem, układa się! Wszystko idzie super! - powiedziałam.
- Cieszę się! - powiedział poprawiając grzywkę na bok - U mnie chyba też wszystko dobrze.
Uśmiechnęłam się.
- Jak idzie w pracy, no i jak tam twoja 1B? Nadal są tak nieznośni?
Wielka miłość Jake'a do magii nadal w nim jest. Krótko po naszym poznaniu się tak przewidywałam, że będzie chciał zostać nauczycielem czarów. Nie myliłam się i mój przyjaciel naprawdę nim został. Uczy zaklęć w XVI Liceum Magii. W tym roku przypadło mu wychowawstwo klasy 1B, która wyjątkowo daje w kość wszystkim nauczycielom tej szkoły. Jake całkiem dobrze sobie jednak z nimi radzi.
- Moja ukochana klasa, tak? - zaśmiał się - Nadal nie mogę uwierzyć jak w tak krótkim czasie opanowali tyle zaklęć by w jedną przerwę wywrócić szkołę do góry nogami. Dosłownie! Aż czworo z nas musiało walczyć z tym wszystkim do wieczora, by książki wreszcie przestały latać i gryźć ludzi, a stoły w salach odkleiły się od sufitu. Musieliśmy tego dnia lekcje odwołać!
Roześmiałam się.
- Jednak masz zdolną klasę! Jak ich ustawicie mają szanse być najlepszymi w szkole.
- Mają! Na pewno mają! Muszą się tylko uspokoić. To jest właśnie moje zadanie! Dlatego nie zrezygnowałem gdy szef zaproponował mi, że zatrudnieni specjalnych opiekunów to tej klasy, a mi przydzieli i inną za rok. Radze sobie! Na przykład od jakiegoś czasu chłopacy nie palą papierosów w klasie. Robią postępy!
Uśmiechnęłam się i postawiłam przez przyjacielem pudełko wiśniowych ciastek z czekoladą.
- Chcesz, żebym zrobiła dla ciebie kawę? – spytałam
- Jeśli masz rozpuszczalną waniliową to poproszę! Ostatnio jak u ciebie byłem to miałaś tylko taką i chociaż najpierw nie chciałem próbować zasmakowała mi! - powiedział uśmiechając się do mnie - Wiesz co dobre!
- Oczywiście, że wiem - zaśmiałam się - Spróbuj tych ciastek! Ja je uwielbiam! - powiedziałam wstając z krzesła.
Wstawiłam wodę a gdy się zagotowała zrobiłam dla Jake'a kawę.
- Proszę! - powiedziałam stawiając przed nim kubek z ciepłym napojem.
- Dzięki Emi! Wiesz, że miałaś racje? Te ciastka naprawdę są pyszne! - powiedział a ja uśmiechnęłam się i usiadłam przy stole. Dokończyłam swoją kawę i zjadłam kilka ciastek. Teraz trzeba było znów otworzyć sklep.
- Wiesz co? Będę musiała otwierać! Po się dziś z tu sam, czy idziesz ze mną? – spytałam
- Pewnie że idę! – powiedział
Poszłam otworzyć sklep. Przed wejściem stało kilka osób. Była starsza pani z małą dziewczynką, dwóch młodych chłopaków i moja siostra Olivia. Wpuściłam wszystkich do środka i każdy zaczął oglądać różne ubrania.
- Miała by tu pani jakiś ciepły sweter lub kamizelę? W rozmiarze XL! - spytała staruszka
- Kamizelki pewnie nie, ale sweter powinien być. Zaraz go dla pani poszukam. - powiedziałam uśmiechając się i zaczęłam przeglądać ubrania na wieszakach przy ścianie.
- Niech pani przymierzy ten! - powiedziałam wyjmując granatowy sweter i podając jej.
Kobieta sprawdziła czy jej pasuje.
- Bardzo ładny i wygodny! - powiedziała.
Podeszła do kasy i położyła na ladzie pieniądze.
- Babciu! A kupisz mi to? - spytała dziewczynka pokazując za szybą różową bransoletkę.
- No dobrze, kochanie! Niech pani ją poda a ja zapłacę! - powiedziała staruszka.
Zapłaciła, ja podałam jej resztę i razem z wnuczką opuściła sklep. Wtedy podeszło do mnie dwóch chłopaków.
- Miałaby tu pani jakieś paski do spodni? Najlepiej brązowe albo czarne! - spytał jeden.
- Zaraz poszukam! - po wiedziałam uśmiechając się i wyszłam na zaplecze.
Zaczęłam przeglądać pudła przy drzwiach. Kontem oka zobaczyłam jak chłopacy podchodzą do Jake'a.
- To twoja laska? Piękna! - powiedział do niego jeden.
- Przyjaciółka, ale owszem, piękna! - odpowiedział im Jake
- Ma boską figurę! Jest z kimś? - spytał drugi
- O tak! Ma męża i córki bliźniaczki!
- Bliźniaczki? Wow! Jakim cudem ona jeszcze tak wygląda? - zdziwili się.
Uśmiechnęłam się. Znów o mnie plotkują.
- Jak ma na imię? - pytali Jake'a dalej
- Emily! - odpowiedział im
- Da się poderwać? Z kim w ogóle jest?
- Poderwać? Za nic! Sam próbuję i mówię wam! Jest wierna do bólu! Naprawdę!
- Szkoda! Bosko by było taką mieć! - powiedział jeden
- Tak! Jest piękna! - dodał drugi
Patrzyli chwilę na mnie.
- To mów teraz z kim jest! – spytali
- Macie może w domu zwierzęta?
- Ja mam psa. Właśnie! Zapomniałbym, że muszę z nim iść dziś do weterynarza! - powiedział drugi
- Świetnie się składa! Do kogo chodzisz?
- Do tego, no... Pana Carvera! Tam jest najlepiej!
- No, to już wiesz z kim jest!
- Serio!? Jak mu się udało wyłapać taką laskę!?
- Nie wiem... Odkąd ją znam jest tylko David i David... Podobno znają się od dziecka.
W końcu udało mi się znaleźć te paski. Wzięłam kilka i wróciłam do nich.
- Któryś z tych wam pasuje? - spytałam.
Wzięli je i pooglądali. Wybrali sobie w końcu jakieś. Podali mi odliczoną sumę pieniędzy.
- Wiesz, mała! Chętnie bym cię nim przetrzepał! Wyglądasz jak modelka! Na pewno i nocą nie jest z tobą nudno!
Uśmiechnęłam się.
- Jeśli tak cię to ciekawi spytaj mojego męża. Podobno się dzisiaj do niego wybierasz. - odpowiedziałam Oboje spojrzeli na siebie i wyszli.
- Siostra, ale masz branie! Szkoda, że nie jestem równie piękna. - powiedziała Olivia podchodząc do mnie i Jake'a.
- Cześć Olivciu! - przywitałam siostrę przytulając ją.
- Witaj Emi, cześć Jake!
- Co słychać u ciebie? Dzisiaj nie w szkole?
- Nie! Rano źle się czułam, to nie poszłam. Teraz mi już lepiej. Przeglądałam kosmetyczkę i znalazłam jasnoczerwoną i wiśniową szminkę. Nie wiem która lepsza to tak myślę "Pójdę spytać siostry" no i przyszłam. Na dole ust mam ciemną a na górze jasną. Która lepsza?
Zastanowiłam się i przyjrzałam dokładnie.
- Myślę że ta ciemna! - powiedziałam
- Dla mnie też ciemna! - powiedział Jake.
- Dobrze, to ja spadam! Mam randkę z Jacksonem! - powiedziała i wyszła.
Olivia i Jackson są ze sobą już jakiś czas. Chłopak jest naprawdę fajny!
- Szalona ta twoja siostra! - powiedział Jake uśmiechając się.
- Wiem! - odpowiedziałam i usiadłam za ladą.
 

 
Wszyscy, którzy chcą otrzymywać powiadomienia o kolejnych rozdziałach moich książek niech napiszą komentarz pod TYM wpisem. Będę wysyłała im prywatne wiadomości o kolejnych wpisach (teraz z MM3)

~Lili<3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Spałam sobie spokojnie, kiedy nagle meble zaczęły wirować wokół mnie a przed moim łóżkiem stanęła pani Russell z nożem w ręce mówiąc "To twój koniec". Taki sen przebudził mnie tego niedzielnego poranka. Usiadłam na łóżku i rozejrzałam się dookoła. Wszystko stało na swoim miejscu. Sypialnia była w kolorach niebieskim oraz białym. Ściany były pomalowane na błękit. Po lewej stronie od łóżka były dwa okna zaokrąglone u góry, zasłonięte koronkowymi, białymi firankami. Na parapetach stały doniczki z kolorowymi kwiatami. Pomiędzy oknami stało jasne drewniane biurko z lusterkiem. Poukładane na nim były różne kosmetyki i sterta papierów. Naprzeciw łóżka były białe, podwójne drzwi a nad nimi wisiał granatowy, okrągły zegar wskazujący 8 rano. Po prawej stała komoda z prawie białego drewna, a nad nią wisiała jasna półka na książki. Obok znajdowała się szafa dopasowana do komody na nasze ubrania. Łóżko było tego samego koloru i nakryte błękitną pościelą. Ja spałam zawsze od strony okien. Nie wiem dlaczego. Po prostu tak się przyzwyczaiłam kłaść z tej strony. Przeciągnęłam się i spojrzałam na swojego męża. Nadal jeszcze spał. Położyłam się więc przodem do niego i już prawie zasypiałam kiedy z hukiem otworzyły się drzwi i do środka wbiegły roześmiane, małe sześciolatki. Od razu wskoczyły na nas.
- Mamo! Tato! Wstawać! - krzyczały budząc nas.
Otworzyłam jedno oko i spojrzałam na córkę, która siedziała na mnie.
- Cindy! Jeszcze jest wcześnie! – powiedziałam
- Nie mamo! Wstań! – powiedziała dziewczynka uśmiechając się do mnie
Usiadłam na łóżku przytulając ją.
- Kocham cię mamo! - powiedziała.
- Ja ciebie też! - odpowiedziałam jej.
- Tato! Wstań! Tato! Wstań! – mówiła druga dziewczynka
Cindy usiadła między nami.
- Wstań tatusiu! – powiedziała
- No już, zaraz! – odpowiedział jej
- Mamo! Tata znów nie chce wstać! – powiedziała druga
- Nie martw się Annie! To trzeba tak! – powiedziałam do córki i pokazałam bez słowa by go połaskotały
Obie uśmiechnięte wskoczyły na niego i zaczęły łaskotać.
- O wy małe łobuziary! – powiedział David otwierając oczy i usiadł obok mnie.
- Hura! Obudziłyśmy mamę i tatę! – krzyknęły radośnie obie
- No już, moje małe! Idźcie do swojego pokoju! My się ubierzemy i zaraz do was przyjdziemy. – powiedziałam
- Zjemy razem śniadanie a potem pójdziemy na spacer. Co wy na to? – spytał David
- Super! - ucieszyły się bliźniaczki i wybiegły radosne z pokoju.
- Słodkie są! - powiedziałam.
David wstał i zamknął drzwi za nimi.
- Słodkie tak jak ty! - powiedział i usiadł obok mnie.
Przegarnął sobie ręką długie, prawie do końca szyi blond włosy z lewej na prawą układając grzywkę. Spojrzałam na niego.
- Uwielbiam te twoje włosy! Są piękne! - powiedziałam
David uśmiechnął się do mnie.
- Pamiętam jak się cieszyłaś kiedy okazało się, że obie dziewczynki będą blondynkami. – powiedział
Uśmiechnęłam się. Usiadłam mu na kolanach a chłopak mnie przytulił.
- Jak minęła ci noc, kochana? – spytał
- Miałam zły sen, że moja ciotka pani Russell tu była. Chciała mi coś zrobić... Jakie to szczęście, że to nie działo się naprawdę!
- Nie martw się! To tylko sen! Od wielu lat żyjemy już spokojnie i tak na zawsze zostanie.
- Wiem! Nic już nam nie może zagrozić!
Chłopak pocałował mnie.
- Ubierzmy się już! - powiedziałam wstając z jego nóg.
Podeszłam do szafy i zaczęłam szukać w niej czegoś ładnego do ubrania. David dołączył do mnie. Wyjęliśmy sobie rzeczy i ubraliśmy się. Ja założyłam na siebie błękitną bluzkę bez rękawów i czarną, szeroką spódniczkę przed kolana. David ubrał czarną koszulkę na krótki rękaw z kolorowym nadrukiem i granatowe krótkie spodenki. Usiadłam przy biurku i ustawiłam przed sobą lusterko. Do ręki wzięłam fioletową szczotkę i uczesałam swoje farbowane włosy. Mój naturalny kolor to kasztanowy a dziś posiadam czarne z brązowymi końcówkami. Od 8 miesięcy sobie na takie farbuję. Włosy sięgały mi prawie do łokci. David również podszedł do biurka i swoim czarnym grzebieniem ułożył swoją blond fryzurę. Skończywszy szykować się wyszliśmy ze swojej sypialni. Udaliśmy się do pokój córek, który mieścił się po przeciwnej stronie korytarza. Był urządzony typowo dla dzieci. Ściany były różowe a meble jasnobrązowe. Wszędzie leżało mnóstwo zabawek. Dziewczynki stały przed otwartą szafą z ubraniami.
- To jak, kochane? Co zakładamy? - spytałam.
- Chcę tą różową sukienkę w kwiatki na krótki rękaw! - powiedziała Cindy.
- A ja chcem zieloną bluzkę z delfinkiem i niebieską spódniczkę. - dokończyła Annie.
Wyjęłam z szafy wymarzone ubranka córek i oboje z Davidem pomogliśmy im się ubrać. Potem zeszliśmy do kuchni i przygotowałam dla wszystkich śniadanie. Usiedliśmy do stołu w jadalni. Wtedy w salonie rozległo się szczekanie a po chwili w drzwiach do kuchni stanął biały pies rasy labrador.
- Lila! - ucieszyły się bliźniaczki.
Lila jest naszym domowym pupilkiem. Dwa lata temu David znalazł ją przy drodze. Była wtedy jeszcze szczeniakiem. Kiedy przyniósł ją do domu była bardzo chuda i trochę pogryziona przez jakieś zwierzęta. Obowiązkowo została z nami. Zajęliśmy się nią i dziś jest już wszystko dobrze. Suczka usiadła wtedy między krzesłami dziewczynek i spoglądała raz na jedną, raz na drugą. Annie nachyliła się żeby ją pogłaskać a wtedy pies chwycił w zęby jej kanapkę z szynką i zjadł ją. Cindy uśmiechnęła się i również poczęstowała Lile swoją kanapką.
- Nie karmcie tym Lili. To jedzenie dla ludzi nie zwierząt. Dziewczynki wstały od stołu i pobiegły do kuchni wołając za sobą Lile. Ja i David dokończyliśmy jeść.
- Idziesz dziś do sklepu? - spytał mnie mąż.
- Nie! Dziś Roxy się wszystkim zajmuje. Mam wolne! - powiedziałam chwytając w rękę kubek z ciepłą herbatą.
Od trzech lat razem z najlepszą przyjaciółką prowadzimy mały sklepik z ubraniami. Pracujemy w nim na zmianę jako sprzedawczynie.
- To może gdzieś wyjdziemy? We dwoje albo z dziewczynkami? - spytał David
- Zobaczymy, ale myślę, że wyjść gdzieś we dwoje nam się nie uda!
- Tak! Pomyślimy potem!
Dokończyliśmy jeść a wtedy przyszły nasze córki.
- To jak? Idziemy na spacer do parku? - powiedział do nich David.
- A weźmiemy Lile? - spytała Cindy.
- Oczywiście! - odpowiedział jej tata.
Poszliśmy do korytarza ubrać buty a David wyjął z szafki smycz dla psa. Na dźwięk otwierania szuflady Lila przybiegła radośnie merdając ogonem. David uklęknął przy niej.
- No już! Tak! Idziemy na spacer, tak! - mówił zapinając suczce smycz.
Wyszłam wraz z córkami na dwór.
- Dzień dobry pani Carver! - usłyszałam męski głos z lewej strony.
Odwróciłam się. Stał tam nasz sąsiad pan Joseph Brown. Był starszym mężczyzną o krótkich siwych włosach, wąsach i brodzie. Na nosie miał okulary w czarnych oprawkach. Ubrany był w granatowy sweter w kratę i luźne jasnobrązowe spodnie. Przycinał właśnie żywopłot dzielący nasze posesje.
- Dzień dobry! - odpowiedziałam mu uśmiechając się.
- Pięknie pani dziś wygląda! Moja żona w młodości też taka była. - powiedział.
Mężczyzna często o niej wspominał. Kobieta zmarła 3 lata temu. Była bardzo ciężko chora. Ich córka też już nie żyła. Zginęła w wypadku samochodowym wraz z mężem i 10 - letnim synem już dawno temu. To straszne, że takie tragedie spotykają takich dobrych ludzi jak pan Brown. Mimo tego na szczęście mężczyzna nadal zachował pogodę ducha. Jest wesołym i miłym staruszkiem. Wiele osób marzy o takim dobrym sąsiedzie jakim on jest.
- Wow! Co pan robi? - spytały go Annie i Cindy podbiegając do płotu.
- Przycinam te rośliny by nie urosły za wysokie. Muszę przecież mieć jak częstować was cukierkami! - powiedział i wyjął z kieszeni po jednym czekoladowym cukierku dla dziewczynek.
Obie od razu przybiegły do mnie pochwalić się prezentem.
- Mamo! Zobacz! Dostałyśmy cukierki! - powiedziała Annie.
- A podziękowałyście panu Brownowi? - spytałam.
- Dziękujemy! - krzyknęły obie odwracając się w jego stronę.
- Nie ma za co, moje kochane! - powiedział mężczyzna i wrócił do swojej pracy.
Wtedy z naszego domu wyszedł David z Lilą na smyczy.
- To jak, kochani? Idziemy? - spytał uśmiechając się.
Wszyscy razem wyszliśmy przez furtkę na chodnik i skierowaliśmy się w prawo do pobliskiego parku. Ja i David szliśmy trzymając się za ręce. Chłopak prowadził też na smyczy Lile. Przed nami biegły goniąc się roześmiane Annie i Cindy. Park był blisko, więc szybko doszliśmy. Dziewczynki od razu skierowały się na plac zabaw. Ja i David spacerowaliśmy dookoła niego cały czas obserwując córki.
- Hej Emi! - usłyszałam nagle znajomy głos za sobą.
Oboje z Davidem odwróciliśmy się.
- Roxy! Miło cię widzieć! - po wiedziałam na widok przyjaciółki.
- Mnie też! Wybraliście się na niedzielny spacerek?
- Tak! Annie i Cindy bawią się na placu zabaw!
Wtedy Lila spojrzała na Roxy i zaszczekała.
- Hej! Co jest? - powiedział David kucając przy suczce i zaczął ją głaskać.
Lila polizała go po policzku.
- Dennis też bawi się na placu, a Alex go pilnuje. - powiedziała dziewczyna.
Roxy wyszła za Alexa gdy miała 25 lat. Mają ze sobą już sześcioletniego syna Dennisa. Obie chodziłyśmy w ciąży w tym samym czasie, tyle, że ja byłam już wtedy po ślubie a Roxy nie. Tak jakoś wyszło... Wtedy Lila znów zaszczekała.
- Lila! Spokojnie! Nagle nie poznajesz Roxy? – mówił do suczki David a ona znów polizała go po twarzy
- Uważaj David z tą panienką bo Emily będzie zazdrosna! – zaśmiała się Roxy
- Daj spokój! Lila mi go nie zabierze!
Wszyscy się roześmialiśmy.
- Mamo! - usłyszałam wtedy głos Cindy.
Obie dziewczynki szły w naszą stronę razem z Dennisem. Za nimi szedł Alex. Był wysokim niebieskookim, dobrze zbudowanym chłopakiem o czarnych włosach lekko spadających z góry na czoło a po bokach ściętych na krótko. Ubrany był w granatową bluzkę i dżinsy z kilkoma dziurami. Chłopak lubił taki styl.
- Mamo! Zobacz kogo spotkałyśmy. Wujka Alexa i Dennisa! - powiedziała Cindy.
- Ciocia Roxy! – wykrzyknęła wtedy radośnie Annie i przytuliła się do mojej przyjaciółki
Cindy również dołączyła do siostry.
- Fajnie się bawiłyście na placu zabaw? – spytała je Roxy
- Tak!
- Idziemy dalej się bawić? – spytał Dennis
Syn Roxy i Alexa w odróżnieniu od czarnowłosych rodziców był jasnym blondynem. Ubrany był w
zieloną bluzkę na krótki rękaw i dżinsowe spodenki do kolan. Na głowie miał czapkę z daszkiem.
- Chodźmy na plac! – powiedziała Annie biorąc za rękę Dennisa i Cindy i w trójkę pobiegli do zabawy.
- Idę z nimi! – powiedział Alex i ruszył za dziećmi.
Roxy patrzyła chwilę na swojego męża.
- Przejdziemy się? – zaproponowałam
- To może wy dziewczyny sobie pogadajcie a ja pobiegam z Lilą – powiedział David
- Zgoda! – powiedziałam uśmiechając się.
Ruszyłyśmy z Roxy ścieżką a David poszedł bawić się z Lilą. Chłopak kochał to zwierzę jak prawdziwego członka rodziny. Od dawna widzę w nim wielką miłość do wszelkich zwierząt. Nie dziwię się więc że postanowił zostać weterynarzem. Codziennie pomaga teraz wielu czworonogim pacjentom.
- Emi! Powiedz mi! Jak idzie sprzedaż tych nowych niebiesko białych koszulek, które dali nam do sklepu? – spytała Roxy
- Nie źle! Prawie połowy już nie ma! Dzisiaj ty pracujesz więc myślę, że na miejscu się zorientujesz.
- Mam nadzieje!
- Zostawiłam ci parę notatek pod ladą to będzie ci łatwiej.
- Dzięki
Wtedy w oddali spostrzegłam swojego przyjaciela Jake’a z dwoma kolegami. Uśmiechnęłam się na jego widok.
- Emi! Nawet o nim nie myśl! – powiedziała Roxy widząc to
- Spokojnie! Nic przecież nie robię!
Roxy jest nieco przewrażliwiona! Jake od dawna się we mnie kocha a moja przyjaciółka uważa, że pozwalam mu być zbyt blisko siebie. Nigdy za nim nie przepadała i to pewnie też ma na to wpływ. Przyznaje, że byłam w nim zauroczona a nawet może i zakochana, ale to minęło. Poza tym jestem już mężatką a po ślubie odcięłam mu dostęp do siebie już całkowicie. Wcześniej pozwalałam mu się nieco dotykać i podrywać ale teraz już nie. Dziś z mojej strony to jest tylko przyjaźń.
- Ciekawe czy on wie, że tu jesteś! – powiedziała Roxy
Wtedy chłopak odwrócił się przerzucając swoją blond grzywkę na bok. Na mój widok od razu się uśmiechnął. Pomachał do mnie witając się i poszedł dalej z kolegami.
- Już wie! – powiedziałam uśmiechając się
- Właśnie widzę!
Spacerowałyśmy z przyjaciółką jeszcze chwilę, po czym wróciłyśmy w pobliża placu zabaw. Dzieci dalej się bawiła a Alex z Davidem siedzieli na ławce i rozmawiali ze sobą. Przy ich nogach leżała na trawie Lila.
- Mamo! – zawołała na mój widok Cindy.
- Tak?
- Możemy po obiedzie pójść do Dennisa?
Spojrzałam na Roxy. Ona uśmiechnęła się przytakując.
- Pewnie że pójdziemy. – odpowiedziałam córce.
Usiadłyśmy obok naszych mężów na ławce i patrzyłyśmy na swoje dzieci. Po 30 minutach przybiegły dziewczynki.
- Mamo! Głodna jestem! – powiedziała Annie siadając mi na kolanach.
- To wracamy już do domu, co?
- Dobrze.
Wtedy przybiegł również Dennis.
- To cześć Roxy! Cześć Alex! Później zadzwonię jak dziewczynki będą chciały przyjść. – powiedziałam
- Do zobaczenia! – odpowiedzieli mi
- Cześć! – powiedział David.
Wzięłam od swojego męża smycz i tym razem ja prowadziłam Lile, która grzecznie szła przy moich nogach. Annie i Cindy radośnie podskakiwały przed nami. Śpiewały sobie różne piosenki. Doszliśmy do domu. Pan Brown nadal przycinał żywopłot.
- Panie Carver! – zawołał Davida
- Tak?
- Mógłby mi pan pomóc? Kran mi cieknie w kuchni i nie mogę sobie z tym poradzić!
- Oczywiście! Zaraz przyjdę!
Weszliśmy wszyscy do domu. David pobiegł po coś do naszego pokoju i wyszedł z domu by pomóc panu Brownowi. Poszłam do kuchni.
- Mamo! Zrób coś do jedzenia! – poprosiła Annie
- Już! Cindy? Też jesteś głodna?
Dziewczynka zastanowiła się.
- Tak! - powiedziała
Podeszłam więc do lodówki i wyjęłam z niej dwa kubeczki wiśniowego jogurtu.
- Chcecie? – spytałam
- Uwielbiam to! – powiedziała na to Cindy a Annie uśmiechnęła się przytakując.
Dziewczynki usiadły przy stole a ja podałam im jogurty i łyżeczki. Gdy tylko zjadły poszły bawić się do swojego pokoju a ja położyłam się w salonie na kanapie. Lila podeszła i położyła głowę obok mnie. Pogłaskałam ją. Poleżałam sobie trochę a potem wzięłam się za przygotowywanie obiadu dla swojej rodziny. Po chwili wrócił David z nieco mokrymi ubraniami i włosami.
- Co będzie na obiad? – spytał widząc, że coś gotuję.
- Rosół i ziemniaki na drugie. Do tego będą kotlety z kurczaka oraz surówka z kapusty. – odpowiedziałam
- Dobrze słonko! – powiedział całując mnie w policzek – Zaraz przyjdę ci pomóc tylko się przebiorę i wysuszę włosy.
Podszedł do chodów prowadzących do pokoju naszego i córek.
- Dziewczynki są u siebie? – spytał
- Tak! – odpowiedziałam a on pobiegł na górę.
Zajmowałam się dalej przygotowywaniem jedzenia. Kiedy wrócił David poprosiłam go o pomoc w krojeniu warzyw na surówkę. Często mi pomaga. Na 14.30 wszystko było gotowe. Zawołałam córki, zjedliśmy razem a potem poszliśmy do Roxy. Annie i Cindy poszły się bawić z Dennisem a my usiedliśmy na krzesłach przy okrągłym stole w salonie.
- Ja z wami długo nie posiedzę! Mam prace w sklepie! – powiedziała Roxy
- Dobrze, dobrze! – powiedział do niej Alex całując w policzek.
- Skoro mowa o sklepie. Dawno nie byłyśmy razem na zakupach! – powiedziałam
- No tak! Teraz będzie o zakupach! Może zostawimy nasze kobietki same i niech sobie gadają? – spytał Alex Davida.
- No dobrze! Myślę, że tu same mogą zostać. – zaśmiał się David i oboje wyszli do pokoju obok.
- Myślę, że powinnyśmy sobie urządzić taki wypadzik na zakupy! – powiedziałam
- Tak! Może by tak za tydzień w sobotę? – zaproponowała Roxy
- W sumie chyba możemy wtedy! W soboty i niedziele jedyni porządkujemy sklep więc gdybym zrobiła to rano udało by nam się jechać po południu!
- Myślę, że tak, więc za tydzień?
- Pewnie! – uśmiechnęłam się
 

 
Ślub w Walentynki. Która romantyczka o tym nie marzy? Byłam taka szczęśliwa gdy mi o tym powiedział. Zaręczyliśmy się wczesną jesienią. Zabrał mnie na kolację w restauracji a potem spacerowaliśmy parkiem. Z kieszeni wyjął piękny złoty pierścionek ze srebrnym sercem i poprosił bym za niego wyszła. Płakałam ze szczęścia. Zgodziłam się. Zimą gdy tylko siadałam mu na kolanach on przytulał mnie mówiąc "Moja Emily... Moja narzeczona... Już niedługo będziesz na zawsze moja!" Gdy już nadszedł ten dzień byłam bardzo podekscytowana i zdenerwowana. Od momentu kiedy wstałam cały czas powtarzałam sobie w myślach "Jestem Emily Carver!" W pięknej białej sukni i długim welonie na głowie stanęłam wraz z nim przed ołtarzem. To był najszczęśliwszy dzień naszego życia. Założyliśmy sobie złote obrączki na palce i przysięgliśmy wieczną miłość. Byli wtedy przy mnie wszyscy moi przyjaciele, poza jednym. Jake nie przyszedł, ale wiedziałam dlaczego. Wyobrażałam sobie co musiał czuć wiedząc, że tego dnia stanę się żoną innego faceta. Nie przyszedł, bo równie mocno mnie kochał... Tydzień po tym dniu ja i mój David pojechaliśmy na 8 dni do Paryża. Było tak magicznie... Dokładnie rok po naszym ślubie los sprawił, że zaszłam w ciążę. Kolejny moment szczęścia dla nas i bólu dla mojego przyjaciela... Po 9 miesiącach urodziłam bliźniaczki. Pierwsza otrzymała ode mnie imię Cindy. Urodzona kilka minut przed drugą odziedziczyła po mnie moc władania wodą oraz tajemniczą moc „Niebieskie światło” o której nadal nic nie wiem. Druga zaś nazwana przez mojego męża Annie w wieku trzech lat odkryła w sobie moc ognia. Dziewczynki z wyglądu są prawie identyczne. Różni je jedynie kolor oczu. Cindy ma niebieskie jak ja, a Annie zielone jak David. Są przeurocze i obie mają ten piękny szczegół, który marzyło mi się, że będą miały dzieci moje i Davida. Są to włosy koloru złotego blond. Kocham ten odcień! Moje córki są bardzo podobne do mnie. Moja mama mówi, że wyglądają jak mała ja, tylko z jasnymi włosami. Według mnie nie do końca wyglądają jak ja. Mają też trochę ze swojego taty, ale widzę, że gdy dorosną będą naprawdę piękne. Między mną i Davidem jak zawsze świetnie się układa. Nikt już nas nie niepokoi od czasów porwania mojej siostry Olivii. Żyjemy w spokoju wychowując już pięcioletnie córki. Ale czy na pewno tak zostanie?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Gdy słońce wstało 45 dnia mojego pobytu tutaj myślałam, że minie mi jak każdy dotąd. Jednak po południu usłyszałam, że ktoś idzie. Zawsze przeraźliwie bałam się odgłosu kroków w tym miejscu i jak zwykle schowałam się za łóżko nakrywając sianem. Było mi widać jedynie głowę i nogi. Zdziwiłam się kiedy zobaczyłam dwóch strażników i… Nathana. Wyszłam ze swojej kryjówki i podeszłam do krat.
- To ty Nathan? - spytałam z niedowierzaniem.
- Viki! Tak się cieszę, że cię widzę! Tak, to ja. - odpowiedział chłopak uśmiechając się do mnie.
- Myślałam, że już nigdy cię nie zobaczę!
Chłopak chwycił mnie za obie ręce.
- Myślałem o tobie każdego dnia odkąd nas rozdzielono i każdego dnia namawiałem rodziców by pozwolili mi na związek z tobą, śliczna! Wczoraj się udało! Do ojca wreszcie dotarło jak bardzo cię kocham! Przyszedłem tu, by cię uwolnić!
Jeden ze strażników otworzył drzwi. Od razu wybiegłam i przytuliłam się do Nathana.
- Moja Victorio! Chodźmy! Już skończyło się twoje cierpienie. - powiedział chłopak i wziął mnie na ręce.
Przeniósł mnie aż do schodów a potem razem weszliśmy do góry. Czekała tam już na nas Madame Bonnet.
- Madame! Przekazuje ci Victorie pod opiekę. Niech się umyje i ubierzcie ją w strój który wcześniej wskazałem. Ma być gotowa na wieczór. Przyprowadźcie ją wtedy do mnie. - powiedział do niej chłopak.
Znów mnie przytulił i pocałował.
- Do zobaczenia! - powiedział do mnie i poszedł wraz ze strażnikami.
- Cześć! - odpowiedziałam mu.
Madame Bonnet zaprowadziła mnie do łazienki. Dała wszystkie potrzebne rzeczy i kazała się umyć. Gdy skończyłam przyszła jakaś dziewczyna i przyniosła dla mnie strój. Była to długa do ziemi fioletowa suknia, taka jaką noszą wampirki w mieście. Rękaw miała do łokci zakończony koronką. Dekolt miała duży i kwadratowy, na dole bogato zdobiony koronkami, falbankami i mnóstwem czerwonych kryształków. W pasie miała przewiązaną grubą wstęgą, która z tyłu związana była w wielką kokardę. Dół miała poszerzany do ziemi. Bardzo mi się podobała. Ubrałam ją i rozczesałam, oraz wysuszyłam świeżo umyte włosy. Na nogi założyłam fioletowe baleriny z kokardami na czubkach.
- Chodź teraz ze mną! Musisz się z kimś jeszcze zobaczyć. - powiedziała dziewczyna, która przyniosła mi sukienkę.
- Z kim? - spytałam
- Nie wiem! Nie powiedzieli mi. Mam cię tylko zaprowadzić.
Po drodze spytałam jej kim jest. Odpowiedziała, że ma na imię Lauren i jest nową zamkową służącą. Po raz pierwszy król ogłosił w mieście, że potrzebuje 4 dziewcząt do pracy w zamku i ona się zgłosiła. Z pośród wielu chętnych jej się akurat udało. Ucieszyłam się. Domyślałam się już gdzie i do kogo idziemy. Nie myliłam się. Lauren zaprowadziła mnie pod wyjście z zamku, gdzie stały Tamara, Hope i Anna.
- Witajcie! - przywitałam je i przytuliłam każdą po kolei.
- Cześć kochana! Cieszę się, że nic ci nie jest! - powiedziała Anna.
- Bardzo się martwiłyśmy gdy zniknęłaś. Potem dopiero nam wyjaśniono... - powiedziała Hope.
- Przekaż swojemu Nathanowi podziękowania od nas. Wracamy do domów! - powiedziała Tamara.
- Super! Cieszę się razem z wami! - odpowiedziałam
- A my razem z tobą! Jesteśmy wolne! Wczorajszej nocy król dał nam moce i możemy wrócić do naszego życia. - powiedziała Anna
Wszystkie równo zamknęły oczy i przemieniły się w dziewczyny.
- To wszystko też dzięki tobie! - powiedziała Hope.
- Odezwij się czasem. Cudownie jest mieć taką przyjaciółkę jak ty! - powiedziała Tamara i dała mi kartkę z ich adresami.
- Dziękuję! - powiedziałam
- Do zobaczenia! - powiedziały równo.
- Do zobaczenia! - powiedziałam
Dziewczyny odwróciły się zmieniając w wampirzyce i poszły. Przez chwilę na nie patrzyłam.
- Czas już iść! - powiedziała Lauren
Odwróciłam się i uśmiechnęłam do niej. Zaprowadziła mnie pod drzwi pokoju Nathana i wróciła do siebie. Zapukałam do drzwi. Po chwili chłopak mi je otworzył.
- Witaj! Chodź kochana! - powiedział i zaprosił do środka.
Od razu na biurku chłopaka dostrzegłam niedokończony rysunek mnie w bieliźnie, który już kiedyś rysował. Podeszłam by przyjrzeć się dokładniej.
- Rysuję wszystko od nowa! - powiedział Nathan. - Ojciec zrobił straszną awanturę o moje rysunki, zwłaszcza te, które wyrażają naszą miłość. Następnego dnia gdy mi cię odebrali wezwał mnie do siebie. Znów powiedział, że mam o tobie zapomnieć i po kolei podpalał każdy z tych szkiców. Bolało! Zwłaszcza, że kazał strażnikom trzymać mnie tak, żebym dokładnie widział jak jeden za drugim zmieniają się w popiół. Strasznie byłem na niego wściekły.
- Przykro mi! Rysujesz przepięknie i wyobrażam sobie jak musiałeś być na niego zły.
- Zniszczył mi wszystkie rysunki z tobą. Jednak dokładnie wiem, które mi spalił i robię je na nowo.
Zawsze zapisuje w notesie co danego dnia stworzę. To mnie uratowało. Nadal będę mieć te pamiątki z moją ukochaną. Pogodziłem się z ojcem i matką!
- Więc jak będzie z nami? - spytałam patrząc mu w oczy.
Nathan chwycił mnie za rękę. Wyjął z kieszeni czarną chustę i zawiązał mi oczy.
- Poczekaj! - powiedział i puścił moją rękę.
Słyszałam jak chodził po pokoju i otwiera szafki. Stanął potem przede mną.
Wsunął mi coś we włosy a potem zdjął chustę z oczu i podał lusterko. Użyłam mocy by się w nim zobaczyć. Na głowie miałam śliczny, srebrny, ozdobiony mnóstwem kolorowych kamieni diadem.
- Od dziś jesteśmy oficjalnie razem. Jesteś moją księżniczką! - powiedział do mnie chłopak.
Szeroko się uśmiechnęłam i przytuliłam do niego.
- Moja Viki... - powiedział
- Dziękuję ci za to! - powiedziałam szczęśliwa.
Wzięłam znów lusterko i dokładnie przyglądałam się diademowi.
- Co to za kamienie? - spytałam
- Czerwone to rubiny, zielone to szafiry a białe to diamenty. Wszystkie prawdziwe! - powiedział
- Naprawdę?
- Tak! Te na twojej sukni to też prawdziwe rubiny. Księżniczki noszą tak cenne rzeczy.
- Wow! Super! Nigdy nie miałam prawdziwych drogocennych kamieni!
- Teraz będziesz ich miała pod dostatkiem. Jesteś przecież księżniczką, no i moją dziewczyną.
- Wszystko jest takie piękne...
- Tak! Swoją drogą mam też dla ciebie prezent.
Chłopak wyjął coś z szuflady biurka.
- Mam dla ciebie naszyjnik z czarnych pereł. - powiedział i zawiesił mi ich sznurek na szyi.
- Dziękuję! - powiedziałam.
Chłopak uśmiechnął się do mnie.
- A teraz chodźmy! Rodzice chcą cię poznać. Już nie jako dziewczynę za którą ugania się ich syn, ale jako przyszłego członka naszej rodziny. W końcu zauważyli co gra w moim sercu. - powiedział.
- Jak ci się udało ich przekonać? - spytałam gdy wyszliśmy z pokoju.
- Gdy cię zamknęli ja przez tydzień nie mogłem wychodzić z pokoju. Jedynie byłem u ojca. Wezwał mnie tylko by pokazać jak niszczy moje rysunki. Po tygodniu gdy wreszcie mnie wypuścili od razu poszedłem do ojca. Błagałem by cię uwolnił, lub bym chociaż mógł cię odwiedzić. Nie chciał się zgodzić. Codziennie do niego przychodziłem. Zawsze starałem się wytłumaczyć mu co czuję do ciebie. W końcu się udało. Wszystko dzięki mojej matce, która opowiedziała mi, że sama nie należała też do żadnej królewskiej rodziny. Pochodzi z ubogiej wampirzej rodziny. Poszedłem więc ponownie do ojca mówiąc, że jest dla nas niesprawiedliwy. Spytałem dlaczego nie pozwala mi na szczęście skoro tak bardzo chce mi je dawać, przypomniałem jak poznał mamę, i postawiłem warunek, że albo ty zostaniesz uwolniona, albo ja to zrobię i oni już więcej mnie nie zobaczą, bo wolę być chyba zwykłym wampirem niż księciem. Ojciec po raz pierwszy chyba mnie zrozumiał i oto jesteś przy mnie, moja Viki.
Uśmiechnęłam się.
Weszliśmy do gabinetu króla.
- Witajcie! - powiedział ojciec Nathana
- Dzień dobry! - odpowiedzieliśmy.
Król uważnie się mi przyjrzał.
- Wybacz mi, moja droga tą niesprawiedliwość! Teraz widzę już co was łączy. - powiedział uśmiechając się do mnie.
- Cieszę się, że pan wreszcie to widzi. - powiedziałam.
- Tato! Chciałbyś poznać historię mojej dziewczyny? Poznać ją na nowo? Uwierz mi, można jej zaufać. - powiedział Nathan.
- Bardzo chętnie! - odpowiedział król i podał mi mój naszyjnik z sercem, który wcześniej mi odebrał.
Usiedliśmy wszyscy przy biurku i ja opowiedziałam w skrócie co nieco o moim wcześniejszym życiu. Król i królowa wreszcie mnie polubili. Pozwolili mi zamieszkać na zamku, jako dziewczyna Nathana i księżniczka. Dostałam przepiękny pokój obok sypialni mojego chłopaka. Życie na zamku jest naprawdę niesamowite. Szkoda mi jedynie przyjaciół których miałam. Jedynie z Kirą się kontaktuje. Król nawet pozwala jej raz w miesiącu tutaj przychodzić. Jest pierwszym człowiekiem który został tu wpuszczony. Ja też ją czasem odwiedzam. Opowiadała mi, że jej związek z Austinem też świetnie się układa. Camila i jej koleżanki zostały wydalone ze szkoły za ciągłe jej nękanie. Wraz ze swoim chłopakiem opowiedzieli dyrektorowi co one wyprawiały i akurat udało im się pokazać je w akcji z ukrycia. Jesteśmy bardzo szczęśliwe. Czasem czuję się trochę samotna bez przyjaciół, ale mam przecież Nathana, często odwiedzam Emme i przyjaźnie się ze służącymi. Życie w pałacu wampirów jest naprawdę niesamowite. Kto by się spodziewał, że tak potoczy się moje życie.

KONIEC! <3
 

 
Wieczorem nagle weszła do naszego pokoju jedna z pozostałych służących. Powiedziała, że Nathan prosi, żebym do niego przyszła. Wiedziałam o co chodziło. Przebrałam się więc w nową sukienkę i poszłam. Stanęłam przed drzwiami i zapukałam do nich.
- Wejść! - odezwał się Nathan.
Otworzyłam więc drzwi i weszłam do środka. Chłopak siedział przy swoim biurku i jak zwykle coś szkicował.
- Cześć Nathan! Co tam robisz? - spytałam
- Rysuję ciebie! - odpowiedział chłopak.
Podeszłam bliżej i spojrzałam na kartkę. Byłam na niej ja w nowej sukience.
- Skoro już jesteś później skończę. Teraz chodźmy już pogadać z moimi rodzicami. - powiedział chłopak wstając.
- Nathan! Ja się trochę boje... - powiedziałam spuszczając głowę.
- Kochana! Nie ma się czego bać! - powiedział chłopak przytulając mnie.
- A co jeśli mnie nie polubią? Co, jeśli wyrzucą z pałacu? Kiedy dowiedzą się o moich mocach czy na pewno nikt mnie nie skrzywdzi? Nie chcę zginąć przez miłość do ciebie!
- Spokojnie! Cokolwiek powiedzą stanę po twojej stronie a jeśli każą cię zabić najpierw będą musieli uśmiercić mnie! Za wszelką cenę będę cię bronił, skarbie. Nie bój się więc. Nie pozwolę by choćby spadł ci włos z głowy.
- Dziękuję! - wyszeptałam a z oczu popłynęły mi łzy.
Nathan delikatnie mi je otarł i pocałował w czoło.
- Już w porządku? - spytał.
- Chyba tak! - odpowiedziałam.
- Możemy iść? Czy wolisz jeszcze się do mnie potulić? - spytał chłopak wypuszczając mnie ze swoich objęć.
- Chcę zostać! - powiedziałam.
Oboje usiedliśmy na łóżku chłopaka a ja znów się do niego przytuliłam.
- Jak ja mam się tam zachowywać? Jak mam ich spytać o to czy będę mogła tu zostać jako twoja dziewczyna, czy uwolnią moje przyjaciółki i dadzą im moce? No i jak powiedzieć, że ja je mam.
- Sprawą nas i twojej mocy zajmę się ja a ty na sam koniec zapytasz się czy twoje przyjaciółki odzyskają wolność. Nie będziesz musiała prawie nic mówić.
Siedzieliśmy tak razem chwilę. Byłam strasznie zdenerwowana. Bałam się trochę o siebie. Nathan szybko mnie uspokoił i postanowiliśmy iść już do jego rodziców. Wyszliśmy z pokoju trzymając się za ręce.
- Właściwie to gdzie mamy się z nimi spotkać? - spytałam.
- W gabinecie mojego ojca. Czeka tam na nas z moją matką. Oby oboje mieli dzisiaj dobry humor. Raczej nie pochwalą tego, że przeze mnie masz moce.
- Tak... Mam nadzieję, że wszystko dobrze się skończy.
Szliśmy razem korytarzem w prawo do samego końca. Tam znajdował się gabinet króla. Nathan zapukał do drzwi. Wtedy one otwarły się od środka i zza nich wyszli dwaj strażnicy.
- Król już na was czeka! - powiedzieli wpuszczając nas a potem zamknęli za nami drzwi zostając na zewnątrz. Gabinet od środka był bardzo duży. Z obu stron przy ścianach stały półki z różnymi książkami. Naprzeciw drzwi stało biurko z ciemnego drewna a za nim siedział król. Na krześle obok siedziała królowa. Oboje ukłoniliśmy się i podeszliśmy bliżej.
- Usiądźcie! - powiedział król uśmiechając się i wskazał krzesła przed sobą.
- To mów Nathan. Dlaczego tak koniecznie chciałeś się z nami widzieć? - spytał gdy już usiedliśmy.
- Chcę porozmawiać z wami o mnie i Victorii. Jak już pewnie wiesz kocham tą dziewczynę i chcę z nią być. Ona jest jedną z tych czterech nowych służących. Jeśli pozwolisz chcę by została moją księżniczką i by nie musiała tu pracować. Dam jej komnatę, nauczymy ją wszystkiego...
Król spojrzał na mnie.
- To ty mnie dawno temu widziałaś, tak? - spytał.
- Tak! - odpowiedziałam
- Co myślisz o tym? - spytał królową.
- Mam pewne obawy. Pamiętasz historię z tamtą hiszpanką? Nie chcę by to znów się tak skończyło.
- Co cię łączy z tą dziewczyną? - pytaj dalej król.
- Miłość! Mówiłem, że bardzo kocham Victorie.
- Powiedz mi tylko Nathan czy nie boisz się że znów to się tak skończy?
- Nie! Victoria jest zwykłą, normalną dziewczyną. Kiedy się we mnie zakochała nawet nie wiedziała że jestem księciem. Mówiłem jej o tym mieście a ona tu za mną przyszła. Nie musiała ale jednak przyszła bo mnie kocha. Ja też ją bardzo kocham. Mogę z nią być?
- Powinieneś być z kobietą z królewskiej rodziny. Wampirką, która nie była kiedyś człowiekiem i która posiada moce. Nie jestem pewien, czy dobrym pomysłem jest włączyć do naszej rodziny zamkową służącą. Lepiej, żebyś się do niej nie zbliżał.
- Ale tato! Viki to dobra dziewczyna! Zobaczysz! Na pewno byś nie żałował.
- Ojciec powiedział, że nie to musisz się dostosować. - powiedziała królowa.
- Proszę! Dajcie mi szansę! Zrobię wszystko by zdobyć to zaufanie.
- Najlepiej będzie jeśli o sobie zapomnicie! Za tydzień porozmawiam z moim bratem. Postaram się przenieść do jego zamku Victorie żebyście się nie widywali. Do tamtego czasu też masz się z nią nie spotykać. W przeciwnym razie zostanie wystawiona na słońce. - powiedział król.
- Słońce jej nie zaszkodzi, tato! - powiedział Nathan.
- Jak to? - zdziwiła się królowa.
- Co? Złamałeś zakaz! - wrzasnął król wstając i uderzając rękoma o stół.
- To był wypadek. Przez wielką miłość do niej zapomniałem. Pozwól mi z nią być! Viki jest dobrą dziewczyną.
- Powiedziałem nie! - wrzasnął ponownie. - Już jej więcej nie zobaczysz! Straże!
Do pokoju weszli dwaj strażnicy.
- Wtrąćcie tą dziewczynę do lochów a Nathana zamknięcie w jego komnacie. Zabierzcie mu wszystkie rysunki na których ona jest i przynieście do mnie. Ma o niej zapomnieć. Kraty jej więzienia mają być odporne na moce. Klucz wrzućcie do stawu. Ma tam zostać na zawsze! I zerwijcie jej z szyi ten naszyjnik!
Z oczu popłynęły mi łzy. Strażnicy podeszli do mnie i chwycili pod ramiona. Jeden z nich siłą zdjął mi mój naszyjnik i oddał w ręce króla. Do środka wbiegło dwóch kolejnych i podeszli do chłopaka łapiąc go również. Oboje próbowaliśmy się uwolnić.
- Dlaczego mi to robisz? Ona nic nie zrobiła! - krzyczał chłopak próbując się wyrwać by mi pomóc.
Spojrzałam na niego.
- Kocham cię, Nathan! Zawsze będę kochała! Pamiętaj o mnie! - powiedziałam cicho i przestałam się szarpać.
Strażnicy mocniej mnie chwycili i ciągnąc nogami po ziemi wyprowadzili z pomieszczenia.
- Viki! Nie! - krzyczał za mną chłopak.
Strażnicy nieśli mnie korytarzem do schodów a potem przez główny korytarz, dalej kolejnymi schodami aż do podziemi. Było tam ciemno a w powietrzu było czuć wilgoć. Po obu stronach długiego korytarza były małe cele. Wszystkie były puste. Strażnicy otworzyli jedno z więzień i wrzucili mnie do środka na betonową podłogę. Zamknęli drzwi na klucz i odeszli. Ledwo wstałam z ziemi i położyłam się na drewnianym łóżku wiszącym na łańcuchach przy ścianie. Nogi do kolan miałam całe posiniaczone od wleczenia po schodach w dół i po korytarzach. Z kolan miałam zdartą skórę po tym jak rzucono mnie na beton. Miejscami też zaczęła mi lecieć krew. Wszystko to bardzo bolało.
- Za co mnie to spotkało! - krzyczałam płacząc.
Leżąc na łóżku, które właściwie przypominało grubą deskę na której leży słoma szybko zasnęłam. Było mi bardzo zimno. Obudziłam się rankiem. Przez małe okienko z kratami przy suficie wpadało do środka światło słońca. Wstałam z łóżka. Wtedy poczułam, że znów bolą mnie nogi. Gdy na nie spojrzałam wyglądały okropnie. Jakby ktoś zdarł mi z nich skórę. Rozejrzałam się gdzie tak naprawdę jestem. Znajdowałam się w niewielkiej celi. Po prawej jej stronie było moje łóżko a po lewej drewniana toaleta. Naprzeciwko wejścia przy samym suficie było małe okno.
- I co ja mam teraz zrobić? - powiedziałam spoglądając na kraty.
Podeszłam do wejścia rozglądając się po korytarzu i innych celach. Nie było tam nawet żywego ducha. Było tylko zimno i ciemność. Zaczęłam się lekko bać. Usiadłam znów na swoim łóżku. Tak mniej więcej minął mi ponad miesiąc. Wstawałam i patrzyłam przez okno lub coś nuciłam. Wielkie rany na moich nogach prawie w całości zniknęły. Rano i wieczorem strażnicy przynosili mi nieco jedzenia. Wśród siana na podłodze znalazłam kamień, którym dało się pisać po ścianach. Zaznaczałam sobie nim nad łóżkiem ile dni już upłynęło. Często też rysowałam nim tak jak uczył mnie Nathan. Wciąż tylko o nim myślałam. Byłam ciekawa czy jeszcze go zobaczę i czy kiedykolwiek jeszcze opuszczę to okropne miejsce.
  • awatar Nala13: Nie spodziewałam się w sumie takiej reakcji króla! Wow... Ta cela i wgl o.0 Mega wymyślone!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Wstaliśmy i zeszliśmy na dół. Dziewczyna zaczęła przeglądać wszystkie ubrania.
- Potrzebujemy stroju na wizytę u króla! - powiedział Nathan patrząc na mnie.
Emma długo szukała aż w końcu coś znalazła. Wyjęła z szafy czarno czerwoną sukienkę. Nie miała rękawów. Góra była czerwona a dół czarny i skurzany z wzorem w róże.
- Jak ta? - spytała Emma.
- Ładna, ale wolę coś w stylu tej co mam na sobie. - powiedziałam.
Emma zaczęła dalej szukać. Po chwili pokazała nam kolejną sukienkę. Była długa do ziemi i fioletowa. Rękaw miała do łokci zakończony czarną falbanką. W pasie była wąska a dół był szeroki.
- Przymierz ją Viki! - powiedział Nathan.
Nawet mi się podobała, chodź wolałabym coś krótszego. Wzięłam ją i poszłam się przebrać.
- Jak wyglądam? - spytałam pokazując się
- Pięknie! Jak prawdziwa księżniczka! - powiedział Nathan.
- Myślisz, że się nadaje? Dla mnie trochę za długa! - powiedziałam
- To nie problem! Można ją podczepić tak, że z przodu będziesz miała do kolan a z tyłu tak jak teraz! - powiedziała Emma.
Podeszła do mnie i spięła mój strój tak jak powiedziała.
- Lepiej? - spytała.
- Tak, ale nadal nie jestem przekonana. Miałabyś coś takiego tylko bez przyczepiania.
- Pewnie! - powiedziała i po kilku minutach przyniosła sukienkę.
Ta nie miała rękawów. Była czarna od góry a dół miała czerwony z przodu przed kolana a z tyłu do kostek. Góra była ozdobiona różnymi koralikami i kryształkami. Od razu mi się spodobała. Gdy ją przymierzyłam okazała się idealna.
- Wyglądasz fantastycznie! - powiedział Nathan również zachwycony strojem.
- Chcę właśnie tą! - powiedziałam.
Poszłam założyć z powrotem swoją sukienkę a Nathan zapłacił za tą którą wybrałam.
- Mam też małą prośbę! - powiedziałam do Nathana gdy wyszłam.
- Jaką? - spytał chłopak
- Chciałabym dać coś swoim przyjaciółką z pokoju. Myślę, że są trochę na mnie złe za dzisiaj i chciałabym im to jakoś wynagrodzić.
- Mam coś małego i nie drogiego! Przyniosę! - powiedziała Emma i pobiegła do magazynu.
Po chwili wróciła z małym pudełkiem w ręce.
- Mam różnego rodzaju naszyjniki. Tutaj mam przykładowy z truskawką. - powiedziała i otworzyła pudełko.
Był w nim długi łańcuszek na którym wisiała dość duża czerwona truskawka.
- Podoba mi się! - powiedziałam uśmiechając się.
- Opisz mi więc swoje trzy przyjaciółki. - powiedziała Emma.
- Tamara lubi ubierać się na czarno, ma farbowane na różowo włosy ale jest bardzo wrażliwa. Anna jest spokojną, miłą blondynką. Jej styl jest zwiewny, romantyczny. Lubi bardzo kwiaty. Hope natomiast jest wyluzowana, nieco zabawna. Ma czarne mocno kręcone włosy i nieco ciemniejszą skórę niż my.
Emma wyszła z powrotem bez słowa.
- Mam nadzieję, że pozwolicie im je nosić przy pracy. - powiedziałam do chłopaka.
- Pogadam z Madame Bonnet żeby je za to nie wyzywała. Tak raczej nikt się czepiał nie będzie.
Wtedy wróciła Emma z trzema pudełeczkami w ręce.
- Mam idealne naszyjniki! - powiedziała pokazując mi je.
Pierwszy był z różową różą, drugi ze złotą gwiazdą a trzeci z czarną starą kasetą video.
- Super! - powiedziałam zadowolona.
Wszystkie bardzo mi się podobały. Nathan zapłacił za nie. Podeszliśmy do wyjścia.
- Do zobaczenia! - powiedziała Emma
- Cześć! - od po wiedzieliśmy jej równo.
Chłopak założył znów kaptur i wyszliśmy na dwór. Szliśmy razem ulicami miasta z powrotem w stronę zamku.
- Nathan? Ten spacer... Miał być po sukienkę i z powrotem? - spytałam gdy już dochodziliśmy.
- Nie! Tak chciałem się tylko z tobą przejść... Poza tym jeszcze nie wracamy. - odpowiedział Nathan.
- A dokąd teraz idziemy?
- Chciałbym pokazać ci pałacowy ogród.
Gdy dochodziliśmy do zamku zeszliśmy z drogi i poszliśmy trawą za pałac. Znajdował się tam wielki, piękny ogród. Rosły w nim różne drzewa a wokół nich były piaszczyste ścieżki. Wzdłuż nich rosło pełno kolorowych kwiatów a na środku ogrodu stała piękna fontanna.
- Ślicznie tu! - powiedziałam.
Nathan uśmiechnął się.
- Chodź za mną! - powiedział i ruszył ścieżką po prawej stronie.
Poszłam za nim. Dotarliśmy do największego drzewa w całym ogrodzie. Było bardzo grube i lekko pęknięte z tyłu.
- Wiesz co tam jest? - powiedział chłopak wskazując na pęknięcie.
- Nie. – Odpowiedziałam
Nathan wszedł do środka i po chwili wrócił. Trzymał w ręku kartki na twardej podkładce i dwa ołówki.
- Drzewo jest puste w środku a ja zrobiłem tam sobie taki mały schowek na rzeczy. - powiedział.
- Narysujesz mnie znów? - spytałam.
- Zgoda, ale najpierw ty coś narysuj.
- Ja? Nie potrafię robić tego tak pięknie jak ty!
- Na pewno potrafisz, tylko jeszcze o tym nie wiesz!
Usiedliśmy na małej górce pokrytej trawą. Chłopak wskazał na duży słonecznik rosnący niedaleko i powiedział bym spróbowała go narysować. Położył mi kartki na kolana i dał do ręki ołówek. Zaczęłam powoli próbować go przerysować. Niezbyt mi wychodziło więc Nathan chwycił mnie za rękę którą rysowałam i mi pomagał. Gdy to zrobił poczułam coś takiego... Nie potrafiłam tego opisać. To był tak jakby spokój, szczęście i poczucie bezpieczeństwa... Nie wiem do końca jak to nazwać. Byłam po prostu naprawdę przy nim szczęśliwa. Byłam zakochana... W czasie rysowania opowiedział mi też dokładnie o tym co wczoraj nocą mówiła mu o mnie matka. Nie ufa mi.
- Widzisz! Potrafisz rysować! Wyszło pięknie! - powiedział Nathan gdy skończyliśmy.
Uśmiechnęłam się i podałam mu ołówek.
- Twoja kolej! - powiedziałam.
- Dobrze! Ja coś narysuję a ty pójdziesz nazbierać kwiatów do mojego pokoju. Przydałby się jakiś bukiecik na biurku między tymi stertami kartek. - powiedział chłopak.
Uśmiechnęłam się i wstałam z trawy. Zeszłam z górki i zaczęłam zbierać kwiaty. Wybierałam te, które jeszcze nie do końca rozkwitły by wstawione do wazonu dłużej stały. W końcu zebrałam bukiecik z niebieskich róż i różowych tulipanów i wróciłam do Nathana. Położyłam kwiaty niedaleko na trawie i spojrzałam na rysunek chłopaka. Narysował nas tyłem idących ulicą w stronę zamku. Usiadłam obok i patrzyłam jak go kończy. Dorysował jeszcze paru przechodniów i dodał napis "Spacerując miastem...".
- Pięknie! - powiedziałam.
- Dziękuję! Teraz chodźmy do zamku. Niedługo noc a przecież miałem się wtedy z tobą nie spotykać.
Oboje roześmialiśmy się i ruszyliśmy w stronę wejścia do zamku. Nathan niósł rysunki a ja kwiaty. Poszliśmy razem do jego pokoju. Chłopak wyjął z szafki szklany wazon, nalał do niego wody i włożył do niego bukiet kwiatów. Postanowiłam wrócić do siebie.
- Zostań ze mną jeszcze trochę! - poprosił gdy miałam już wychodzić.
- No dobrze! - zgodziłam się.
Rozmawialiśmy ze sobą do późna. Nathan pokazał mi swoje rysunki. Powiedział, że często dokumentuje nimi swoje życie. Pierwszy jaki w tym stylu zrobił przedstawiał jego nauczyciela rysunku z podpisem "Ostatnia lekcja" Powstał ponad 200 lat temu. Nie sądziłam, że Nathan ma aż tyle lat. Po wampirach nie można poznać ich wieku. Później znów zaproponowałam, że wrócę do siebie, bo przecież rano miałam pracę. Nathan jednak nie chciał się ze mną rozstać. Wziął mnie na ręce, usadził na narożniku biurka i zaczął całować. Słodkie i namiętne pocałunki były idealnym zakończeniem dnia spędzonego razem.
- Zostań ze mną na noc, kochana! - poprosił chłopak na moment przerywając.
- Zostanę... - odpowiedziałam obejmując go rękoma wokół szyi.
Całowaliśmy się dość długo po czym Nathan przeniósł mnie na rękach do łóżka. Tam robił mi to dalej do tego jeszcze delikatnie przesuwając rękoma po moim ciele. Przez cały czas słodko mnie przytulał. Po ponad godzinie spędzonej w ten sposób ułożyliśmy się do snu wtuleni w siebie.
- Kochana Victorio! Moja jedyna... - powiedział Nathan przesuwając ręką po mojej twarzy.
- Nie zostawiaj mnie już nigdy! - powiedziałam.
- Nigdy już ci tego nie zrobię! Jesteś moim szczęściem, moją miłością i moim całym światem! Nie chcę już zasypiać bez delikatnej jak płatki kwiatów młodej kobiety w moich ramionach. Nie umiem żyć bez ciebie, ślicznotko! Jesteś moim ósmym cudem świata!
- Słodki jesteś!
- A ty jesteś przepiękna. Moja ukochana księżniczko, cudowna dziewczyno, królewno prześliczna...
Chłopak nie przestawał wciąż mnie komplementować i słodko do mnie mówić. Byłam zachwycona i całkowicie w nim rozkochana.
- Tak dobrze mi z tobą… Zrobię wszystko bym mogła być przy tobie już zawsze! – powiedziałam
- Nigdy się nie rozstaniemy! Jesteś moja ślicznotko! – odpowiedział chłopak całując mnie w czoło
Poszliśmy spać dopiero późno w nocy. Oboje długo nie mogliśmy zasnąć z tych wszystkich emocji. Wciąż się w siebie wpatrywaliśmy. Było mi tak dobrze jak jeszcze nigdy. W końcu jednak zasnęłam zmęczona w objęciach chłopaka mocno w niego wtulona. Obudziliśmy się prawie równo przed południem.
- Dzień dobry Viki! Jak się spało? - przywitał mnie Nathan.
- Cześć! Masz naprawdę bardzo wygodne łóżko! Naprawdę się wyspałam.
- Cieszę się! Teraz chodź! Pójdziemy razem na śniadanie, dobrze?
Wstałam z łóżka i wyprostowałam lekko swoją sukienkę. Razem z Nathanem poszliśmy do kuchni. Po zjedzeniu wspólnego śniadania wróciliśmy do pokoju chłopaka po rzeczy kupione u Emmy. Potem Nathan odprowadził mnie do wieży i pożegnaliśmy się. Chłopak obiecał mi, że wieczorem przyjdzie i razem pójdziemy porozmawiać z jego rodzicami. Weszłam do pokoju.
- Patrzcie kto w końcu postanowił wrócić! - powiedziała na mój widok Hope.
Zdziwiłam się widząc trzy przyjaciółki w pokoju o tej porze.
- Cześć! To dzisiaj nie pracujecie? - spytałam.
- W weekend mamy wolne! - powiedziała Tamara.
- Pewnie sobie myślałaś, że znów cię ominie praca! - powiedziała Anna.
Wszystkie trzy podeszły i stanęły przede mną.
- Skoro to wszystko ciebie nie dotyczy idź stąd! - powiedziała Hope.
- Jesteście na mnie złe, prawda? - powiedziałam.
- Tak! My musimy cały dzień tu pracować a ty chodzisz sobie nie wiadomo gdzie z tym swoim Nathanem! - powiedziała Tamara.
- Wczoraj do północy wszystkie trzy myłyśmy okna! Tamara po powrocie z kuchni również musiała do nas dołączyć! - powiedziała Hope.
- Gdyby nie to, że mamy wolne pewnie też byśmy musiały dzisiaj robić wszystko za ciebie! Chyba już nawet o nas zapomniałaś! - powiedziała Anna
- Wybaczcie mi! Miałam wrócić wczoraj, ale tak jakoś wyszło... Przepraszam! Nie jest tak, że ja o was nie myślę! Dzisiaj idę rozmawiać z królem o tym wszystkim. Jak byłam z Nathanem w mieście też o was pamiętałam! Przyniosłam wam nawet coś! - powiedziałam i rozdałam przyjaciółką pudełeczka z naszyjnikami.
Dziewczyny niechętnie je wzięły. Tylko Anna zajrzała do środka.
- O jej! Jakie to śliczne! - powiedziała gdy zobaczyła swój naszyjnik z różą.
- Wiedziałam, że ci się spodoba. - powiedziałam uśmiechając się.
- Chcesz nas teraz przekupić tym, prawda? - zarzucała dalej Hope
- Nie, nic z tych rzeczy! Widziałam, że nie byłyście zadowolone gdy przyszedł Nathan. Ja, szczerze mówiąc też bo wolałabym wam pomóc, ale nie mogłam mu odmówić. Cały czas o was myślałam! Rozmawialiśmy razem kiedy pójdziemy do króla... Bardzo chcę wam pomóc!
Tamara i Hope spojrzały na siebie.
- No dalej! - szepnęła do nich Anna.
Obie patrząc na mnie otworzyły pudełka.
- Piękny! - powiedziała Hope wyciągając swój naszyjnik z gwiazdką.
- Tak! Wybaczamy ci! - powiedziała Tamara oglądając prezent.
Wszystkie trzy zawiesiły sobie je na szyi.
- A ty co tam masz? - spytała Anna pokazując na torebkę którą trzymałam w drugiej ręce.
- Sukienkę! - odpowiedziałam wyciągając ją i pokazując.
Wszystkie były nią zachwycone tak samo jak ja. Usiadłyśmy razem na moim łóżku i zaczęłam opowiadać im jak spędziłam wczorajszy dzień.
  • awatar Nala13: Świetne! Awwwww można czytać i czytać cały czas <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Gdy praca była gotowa wstałam z łóżka a Nathan poprosił bym usiadła mu na kolanach.
- Pokaż rysunek! - poprosiłam przytulając się do niego.
Chłopak pokazał mi to, co stworzył na kartce. Byłam tam narysowana nie w sukience którą miałam na sobie, a w samej bieliźnie, równie kuszącej co mój sposób siedzenia. Do tego oprócz daty i podpisu chłopaka był artystyczny napis "Na jej życzenie". Litera E na końcu była przedłużona a jej końcówka tworzyła serce.
- Zdolny jesteś! Masz fantazję! - powiedziałam na widok rysunku.
- Dzięki! Zawsze chciałem coś takiego narysować! - powiedział i odłożył swoją prace na podłogę.
- Więc spełniłam twoje marzenie. Spełnisz teraz moje? - powiedziałam i zamykając oczy zaczęłam całować go w usta.
Chłopak położył mi ręce w tali i odwzajemnił pocałunek. Po chwili ktoś zapukał do drzwi. Oboje wystraszeni przerwaliśmy i spojrzeliśmy w stronę drzwi.
- Kto tam? - zawołał chłopak.
- Mogę wejść i z tobą porozmawiać? - odezwała się jakaś kobieta
- To moja mama! - szepnął do mnie. - Nie ma nic do nas więc ją wpuszczę. Ukłoń się jej, bo to królowa.
Wstał i poszedł otworzyć drzwi.
- Mamo! Jest u mnie Victoria! - powiedział do niej.
- Chętnie ją poznam! - odpowiedziała królowa i weszła do środka.
Była szczupłą, piękną kobietą. Miała rozpuszczone, lekko falowane blond włosy do pasa. Ubrana była w białą koszule nocną długą do ziemi i na krótki rękaw. Na nogach miała białe balerinki.
- Dobry wieczór pani! - powiedziałam kłaniając się jej.
Ona uśmiechnęła się do mnie.
- Miło mi poznać wybrankę mojego syna. - powiedziała. - Naprawdę jesteś tak śliczna jak mówił Nathan!
Nie wiedziałam do końca jak mam się zachowywać przy niej.
- Dziękuję! - odpowiedziałam cicho.
Nathan podszedł do mnie i stanął obok zasłaniając rysunek który leżał na podłodze.
- O czym chciałaś rozmawiać, mamo? - spytał.
- Victorio! Możesz iść już do siebie! Jutro masz w końcu pracę! Na razie nie jestem w stanie cię z niej wyciągnąć. - powiedziała do mnie.
- Idź Viki! Opowiem ci wszystko jutro. - szepnął do mnie Nathan.
- Do widzenia! - powiedziała i skinęłam głową w kierunku królowej.
Spojrzałam na Nathana i ruszyłam w stronę wyjścia. Wyszłam zamykając za sobą drzwi.
- Chcę porozmawiać o tobie i tej dziewczynie! Uważaj, bo ona może być zdrajczynią! Nie wiesz co robiła po tym jak się rozstaliście. Dziewczyna musi udowodnić, że jest wierna naszej rodzinie. - usłyszałam głos królowej z za ściany.
- Mamo! Ja jestem pewny, że Victoria nigdy by nie zdradziła! - odpowiedział Nathan.
Postanowiłam chwilę posłuchać co mówią.
- Nie znasz jej długo i nie masz pewności. Nie spotykaj się z nią nocami. Czekaj aż nabierzemy pewności, że się dla ciebie nadaje.
- Na pewno tak! Bardzo ją kocham!
- Zobaczymy jak będzie. Porozmawiamy kiedy indziej.
Bałam się że matka Nathana zaraz wyjdzie i zobaczy, że słuchałam ich rozmowy dlatego po cichu pobiegłam do swojego pokoju. Klucz od drzwi wisiał na ścianie. Otworzyłam je i za pomocą mocy zamknęłam je znów i sprawiłam, że klucz wrócił na swoje miejsce na ścianie. Położyłam się na łóżku. Myślałam o tym jak chłopak mnie rysował. Chwilami kiedy tak na mnie patrzył miałam wrażenie, że zaraz wstanie z krzesła, usiądzie mi na nogach i zacznie całować. Myślałam też o królowej. Dowiedziałam się że jednak nie do końca mi ufa. Zastanawiałam się jak mogę to zaufanie zdobić i nie wiem nawet kiedy zasnęłam. Rano obudziły mnie koleżanki z pokoju mówiąc, że niedługo przyjdzie Madame Bonnet i jeśli zaraz nie wstanę znów na nas nakrzyczy. Wyszłam więc z łóżka zaspana i przebrałam się w strój do pracy. Chwilę po tym do pokoju weszła Madame.
- Dzień dobry, dziewczęta! - przywitała nas.
- Dzień dobry! - odpowiedziałyśmy równo.
- Wasze wczorajsze prace nie były źle wykonane. Królowa jest z was zadowolona. Teraz zajęcia dla was na dzisiaj. - powiedziała
- Tylko nie do kuchni! - szepnęła do mnie Tamara
- Ależ właśnie tam pójdziesz, i to nawet teraz. - powiedziała Madame wskazując jej drzwi wyjściowe.
Dziewczyna posłusznie wyszła.
- Pozostałe umyjecie wszystkie okna w pałacu. Hope na parterze, Anna we wszystkich wieżach i na strychu, a Victoria...
- Victoria pójdzie ze mną! - odezwał się ktoś za kobietą.
Odwróciła się. Stał tam Nathan.
- Ukłońcie się! To przecież książę! - powiedziała do nas Madame a my zrobiłyśmy to.
- Chciałbym dzisiaj zabrać Victorie. Mam nadzieję że to nie kłopot. - powiedział chłopak.
- Oczywiście, że nie! Pozostałe dziewczyny na pewno sobie poradzą. - powiedziała Madame i wyprowadziła Hope i Annę.
Były chyba trochę na mnie złe, że będą musiały pracować dziś jeszcze za mnie.
- Viki! Przebierz się w tą swoją sukienkę! - powiedział do mnie Nathan
- A ty..?
- Chętnie popatrzę! – powiedział uśmiechając się do mnie.
Zrzuciłam z siebie ubrania a chłopak cały czas się we mnie wpatrywał. Wzięłam do ręki fioletową sukienkę a wtedy Nathan podszedł do mnie od tyłu i położył mi ręce w tali przyciskając do ciebie.
- Śliczna jesteś! – wyszeptał mi do ucha.
Zamknęłam oczy i wzięłam głęboki oddech. Odwróciłam się przodem do niego.
- Mogę się do końca ubrać? – spytałam zaczepnie się uśmiechając
Chłopak zdjął ze mnie dłonie które aż rwały się, żeby mnie dotykać. Wzięłam znów sukienkę i założyłam na siebie. Nathan przybliżył się do mnie a ja si cofałam aż nie doszłam do ściany.
- To idziemy? – spytałam uśmiechając się
- Za chwilę! – powiedział chwytając moje ręce i przyciskając za nadgarstki do ściany na wysokości moich oczu.
Przysunął się do mnie bardzo blisko i w jednej chwili zaczął namiętnie całować. Robiliśmy to przez dłuższą chwilę a potem Nathan puścił moje ręce a zaraz po tym odsunął się ode mnie robiąc krok w tył.
- Idziemy? – spytał wpatrując się we mnie
Uśmiechnęłam się i wyszliśmy z pokoju. Zbiegliśmy po schodach na dół.
- Chodź Viki! Zabieram cię dzisiaj na spacer! - powiedział chłopak i chwycił mnie za rękę.
- Dokąd idziemy? - spytałam
- Zobaczysz!
Skierowaliśmy się w stronę wyjścia. Na dworze chłopak naciągnął na głowę kaptur od bluzy. Spacerowaliśmy razem ulicami miast.
- Nathan! Ludzie cię tu poznają? Wiedzą kim jesteś? - spytałam po chwili
- Kiedy ubiorę zwykłe ubrania i zaciągnę kaptur na głowę nikt mnie raczej nie poznaje a jak założę elegancki strój i jeszcze pokarze się w towarzystwie rodziców to wiedzą kim jestem. Wole jednak wychodzić jako ten pierwszy. Nie lubię tłumów wokół siebie. - odpowiedział.
Rozumiałam go. Mną się nigdy aż tak nie interesowali, ale wiem chociażby po tych wszystkich sławach, że to czasem męczy.
- Cześć Viki! - usłyszałam nagle za sobą.
Oboje odwróciliśmy się. Za nami stała Emma.
- No proszę! A więc to dla ciebie się tak stroiła! - powiedziała patrząc na Nathana.
- No jak widzisz! - odpowiedział chłopak uśmiechając się do niej.
- Wpadniecie? - spytała
Nathan spojrzał na mnie.
- Chodź kochana! Kupimy ci jeszcze jedną sukienkę! - powiedział.
Uśmiechnęłam się. Emma zaprosiła nas do swojego domu. Weszliśmy po schodach na górę i usiedliśmy w salonie na kanapie. Nathan zdjął kaptur.
- Co słychać u ciebie! Dawno się nie widzieliśmy! - powiedziała Emma do chłopaka.
- Mam nie zły problem! Chodzi o Victorie! Nie wiem w jaki sposób mogę przekonać rodziców by się zgodzili na nasz związek. Mama w prawdzie jest za nami, ale nie do końca jej ufa. Boi się żeby nie zdradziła nas tak jak kiedyś Annabeth. - odpowiedział chłopak.
- Kto to Annabeth? - zdziwiłam się.
- Kiedyś była moją dziewczyną... To było bardzo dawno temu! Annabeth jest hiszpańską księżniczką wampirów. Poznaliśmy się kiedyś na balu. Przyjechała tu mimo zakazu rodziców. Nasze rodziny były, i są nadal od lat skłócone. Nie wiem dlaczego... Zakochałem się w niej. Kiedy miała już wyjechać powiedziałem jej o tym a ona na to, że również to czuje. Przez pół roku pisaliśmy do siebie listy. Mówiliśmy sobie wszystko, i to był chyba błąd... - chłopak przerwał i spuścił głowę.
- Jakimś sposobem ściągnął ją tu na tydzień. - zaczęła dalej Emma - Nie rozstawali się wtedy nawet na krok. Powiedział o niej rodzicom a oni zgodzili się na ich związek. Służyłam u nich więc wszystko widziałam. Jednak okazała się zdrajczynią. Wypadł jej list gdy ze mną rozmawiała a ja go potem znalazłam. Przeczytałam i szybko pobiegłam do Nathana. Napisała w nim do swoich rodziców, że jeszcze trochę i Nathan będzie jej a kiedy zostanie królową zabije go i jego rodzinę. Będzie wtedy rządziła tym państwem. Pisała, że Nathana strasznie łatwo oszukać i że w ogóle go nie kocha i nigdy nie kochała. Król i królowa kiedy się dowiedzieli odesłali dziewczynę i na szczęście nic się nie stało. Jednak długo potem nie pozwalali mu na nic, nawet wychodzić z pałacu. Myślę, że dlatego ci nie ufają.
- Ja ją naprawdę kochałem... - powiedział smutno Nathan.
Przytuliłam go.
- Przykro mi, że tak cię zraniła. Mam nadzieję, że zdołam ci ją zastąpić. - powiedziałam
- Już to zrobiłaś! Oby moi rodzice się do ciebie przekonali.
- Mam pomysł! - powiedziała nagle Emma
- Jaki? - zdziwiłam się
- Viki! Spróbuj z nimi sama porozmawiać! Może zdobędziesz zaufanie!
- Nie wiem jak miałabym rozmawiać z królem... Nie potrafię się przy nich zachowywać.
- Viki wiem! - powiedział nagle Nathan - Przyznam się! Opowiem, że masz moce, że złamałem zakaz, i że naprawdę bardzo cię kocham. Jak będą o tym wszystkim wiedzieć może się zgodzą.
- Spróbujcie! Może porozmawiajcie oboje z nimi! - powiedziała Emma
Nathan spojrzał na mnie.
- Zobaczymy co będzie a teraz chciałbym sukienkę dla mojej Victorii. - powiedział uśmiechając się do mnie.
- To chodźcie! - powiedziała Emma.
  • awatar Nala13: Mega opowiadanie! Tyle się działo... Chce więcej :DDD
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
https://www.wattpad.com/user/Lili33Love
♥Poprawione wersje "Mojej Magi" i w przyszłości też innych moich opowiadań i książek.
♥Po skończeniu PŚK i MM3 tu przenoszę się tam
 

 
Rano ktoś mnie obudził.
- Victorio! Proszę, wstawaj! - krzyknęła jakaś kobieta z francuskim akcentem.
Otworzyłam oczy. Przede mną stała jakaś wampirzyca. Miała brązowe włosy spięte w koka z tyłu głowy i ubrana była w taką samą sukienkę jakie my dostałyśmy wczoraj. Była raczej niska i trochę grubsza.
- Victorio! - krzyknęła jeszcze raz.
Podniosłam się i usiadłam na swoim łóżku.
- Tak? - powiedziałam.
- Czy wiesz która jest godzina? - spytała kobieta.
- Nie. - odpowiedziałam.
- 8.30 a miałyście wszystkie wstawać o 7.00! Za 10 minut macie być wszystkie gotowe do pracy! - powiedziała i wyszła.
Spojrzałam na koleżanki. Wszystkie wystraszone grzecznie siedziały na swoich łóżkach.
- Kto to jest? - spytałam.
- Przedstawiła się nam jako Madame Bonnet. To ta główna służąca która ma nam rozdzielać zadania. - powiedziała Hope.
- Podobno pochodzi z Francji! - powiedziała Tamara.
- To co, dziewczyny? Zakładamy te stroje i idziemy pracować czy nie? - spytała Anna
- Ja idę! - powiedziała wstając.
- Co? Przecież wczoraj mówiłaś, że nie masz zamiaru tego robić! - powiedziała Hope.
- No tak, ale zmieniłam zdanie! Wam też radzę! - powiedziała i zaczęłam się przebierać w sukienkę którą mi dali.
Dziewczyny rozejrzały się po sobie.
- No zgoda, ale jak będą mnie tu źle traktowali to nie będę pracować! - powiedziała Tamara i również zaczęła zakładać swój strój.
Pozostałe dwie młode wampirki również ubrały się w sukienki. Zjadłyśmy kanapki z serem żółtym przyniesionym przez kobietę. Po 10 minutach wróciła Madame Bonnet.
- No proszę! Jesteście lepsze niż poprzednie dziewczyny. Tamte ubrały się dopiero 3 dnia gdy powiesiliśmy je do góry nogami na żyrandolu w głównej sali.
- O matko! Ta praca to będzie koszmar! - pomyślałam.
- Dobrze! Więc mam dla was dzisiejsze zadania. Tamara pomożesz kucharzowi w przygotowywaniu posiłków. Będziesz to robiła na razie codziennie. Anna pościągasz i wypierzesz wszystkie zasłony na okna w sali balowej. Hope wymienisz pościele w pokojach rodziny królewskiej, i służby na 1 piętrze. Wchodzi w to 15 pokoi. Posprzątasz w nich też jeśli będzie trzeba. Victoria umyjesz podłogi w sali tronowej i głównym korytarzu. Dokładnie umyjesz! Wszystko zrozumiałyście?
- Tak! - odpowiedziałyśmy równo.
- Jeśli nie macie żadnych pytań mogę was zaprowadzić do waszych miejsc pracy.
- Ja mam pytanie! - powiedziała Anna.
- Tak?
- Czy będę musiała prać zasłony ręcznie?
- Tak! A na koniec zawiesisz je z powrotem. Jeśli to już wszystko możemy iść.
Milczałyśmy więc Madame wyszła z pokoju wyprowadzając nas. Na dole wieży ustawiła nas w rzędzie i po kolei odprowadzała każdą z nas na jej miejsce pracy. Najpierw Annę, Hope, Tamarę a na końcu mnie. Dostałam wiadro z wodą i szczotkę. Madame zaprowadziła mnie do sali tronowej przy okazji pokazując mi gdzie jest łazienka w której będę mogła nalewać sobie świeżej wody do mycia jeśli będzie potrzebna. Stała chwilę przy mnie patrząc jak na kolanach myję podłogę szczotką i potem poszła.
- Robię to tylko dla ciebie Nathan! - Myślałam gdy tylko miałam ochotę rzucić wszystko i uciec.
Skończyłam myć wszystkie podłogi około godziny 19. Sala i korytarz wcześniej nie wydawały się takie duże ani takie brudne. Po skończonej pracy odłożyłam wszystko do wyznaczonego miejsca w łazience i udałam się do swojego pokoju. Była tam już Tamara.
- Cześć Viki! Jak tam u ciebie - spytała
- Nie było tak źle, ale jestem bardzo zmęczona i bola mnie ręce. - odpowiedziałam.
- Z tym kucharzem to koszmar! Cały czas mnie wyzywał i przestawiał z konta w kont. Nie pozwolił mi sobie pomóc. Musiałam tylko cały czas zmywać i zmywać.
- Współczuje!
- Tak... Nie wiem jak długo to wytrzymam! Do tego teraz jestem nieśmiertelna i jeśli mam robić to już zawsze... Za co mnie to spotkało. - powiedziała smutno - Tęsknie za rodziną...
- Zrobię wszystko byś do nich wróciła! - powiedziałam kładąc jej rękę na ramię. - Postaram się porozmawiać jakoś z Nathanem.
Może jest jakiś sposób byście mogły zostać moce, bo chyba ludźmi już nigdy nie będziecie. Jeśli tak jak ja będziecie mogły zmienić się w dziewczyny i Nathan się na to zgodzi to wrócicie do swoich rodzin i znajomych!
Dziewczyna przytuliła się do mnie.
- Proszę cię! Zrób to! Chcę znów zobaczyć Nicole! - powiedziała i rozpłakała się.
- Spokojnie! Na pewno niedługo znów zobaczysz siostrę! - pocieszałam ją.
Gdy tylko udało mi się ją uspokoić do pokoju weszły Anna i Hope.
- Cześć! - Powiedziały równo.
- Hej! - odpowiedziałam.
- Viki! Mam coś dla ciebie! - powiedziała Hope wyjmując z kieszeni jakąś złożoną kartkę.
- Co to? - zdziwiłam się.
- Sprzątałam pokój twojego Nathana i znalazłam to na jego biurku. Wzięłam by ci pokazać. - powiedziała i podała mi kartkę.
Rozłożyłam ją. Był na niej piękny rysunek ołówkiem. Byłam tam ja i Nathan kiedy się całujemy. Wyglądało to zupełnie jakby ktoś narysował nas wczoraj na naszym nocnym spotkaniu. Na dole kartki była wczorajsza data z podpis Nathana i napisem "Wybaczyła mi".
- Jakie to słodkie! - powiedziała Anna na widok rysunku.
Uśmiechnęłam się.
- Nie miałam pojęcia, że on tak pięknie rysuje! - powiedziałam.
- Spotkaliście się wczoraj w nocy, co? - powiedziała Tamara. - Tak mi się właśnie wydawało, że kiedy się przebudziłam w nocy to ciebie nie było. Jednak to mi się nie przyśniło.
- Były też inne rysunki! - powiedziała Hope. - Byłaś też ty w tym stroju co wczoraj z podpisem "Moja piękność - Victoria" i wy gdy śpicie razem na bokach przodem do siebie trzymając się za ręce. Byliście prawie do ramion nakryci kołdrą i nie mieliście na sobie ubrań. Dookoła były serduszka. Podpis też był ciekawy. Brzmiał "Już niedługo moja!". Rysunków było naprawdę mnóstwo! Musiał je robić od dawna.
Cieszyłam się. Wszystko wskazywało na to, że Nathan jednak kocha mnie naprawdę i tym razem mnie nie okłamał. Dziwiło mnie jednak, że chłopak zostawił te rysunki tak na widoku. Skoro chce ukrywać naszą miłość w ten sposób naraża ją na ujawnienie. Długo jeszcze wpatrywałam się w rysunek a dziewczyny rozmawiały ze sobą o swoich dniach. Potem wszystkie umyłyśmy się i położyłyśmy do łóżek. Hope, Tamara i Anna szybko zasnęły a ja znów czekałam na północ by zobaczyć Nathana. Przebrałam się znów w sukienkę od Emmy i uczesałam włosy szczotką która była w mojej szafie. Dostałyśmy parę potrzebnych rzeczy, między innymi szczotki, przybory do mycia się i stroje które w ogóle się nam nie podobały. Wystrojona usiadłam na łóżku i czekałam na Nathana. Chłopak znów zjawił się punktualnie.
- Chodź Viki! - wyszeptał otwierając drzwi.
Wstałam i wyszłam z pokoju.
- Cześć! - przywitałam się.
Chłopak uśmiechnął się i chwycił mnie za rękę.
- Witaj moja kochana! Chodź ze mną! Pokażę ci dzisiaj cały zamek i wszystkie jego tajemnice. - powiedział.
Zeszliśmy razem po schodach. Chłopak oprowadził mnie po swoim wielkim domu, pokazał mi tajemnicze przejście z biblioteki do kuchni i z sali balowej do sali tronowej. W końcu weszliśmy do jego pokoju. Znajdował się on na drugim piętrze po prawej stronie. Drzwi znajdowały się na środku jednej ściany. Po lewej stała duża drewniana szafa na ubrania a obok niej drzwi do łazienki. Po prawej było biurko ze stertami różnych kartek. Po przeciwnej stronie biurka stało duże łóżko. Naprzeciw drzwi było okno z balkonem a obok na ścianie wisiały półki z różnymi rzeczami i książkami.
- Ładny pokój! - powiedziałam.
- Dzięki! - odpowiedział chłopak.
Rozejrzałam się i podeszłam do biurka by sprawdzić czy są tam rysunki o których mówiła Hope. Rzeczywiście były, i wyglądały jeszcze ładniej niż sobie wyobrażałam.
- Pięknie rysujesz! - powiedziałam.
Chłopak podszedł do mnie.
- Rysuje by dokładnie zapamiętać to co mnie spotkało lub w ten sposób przedstawiam swoje myśli i wyrażam siebie. Lubię to robić! - powiedział.
Uśmiechnęłam się i wyjęłam z kieszeni jedną z jego prac które przyniosła mi Hope.
- Chcę ci to oddać! - powiedziałam. - Jedna z koleżanek mi go dziś przyniosła.
Chłopak spojrzał na rysunek a potem na mnie.
- Zatrzymaj go! To prezent ode mnie. - powiedział. - Ja narysuje go sobie jeszcze raz.
Usiadł na krześle, wziął ołówek do ręki i zaczął rysować. Nie było w pokoju czegoś, na czym mogłabym usiąść dlatego usiadłam na narożniku biurka. Chłopak co chwilę zerkał na mnie i uśmiechał się. Gdy skończył ja porównałam obie jego prace i były niemalże identyczne. Chłopak położył kartkę na kupkę z prawej strony i stanął przede mną.
- Co chciałabyś teraz robić, śliczna? - spytał i otworzył szufladę, która była pode mną.
Wyjął z niej srebrny łańcuszek na którym wisiało czerwone serce.
- To prawdziwy rubin. Czeka tu od dawna aż będę miał miłość której go podaruje. - powiedział i zawiesił mi naszyjnik na szyi.
- Przepiękny! - powiedziałam zachwycona.
Nathan pocałował mnie w policzek.
- Ty i tak jesteś piękniejsza! - powiedział.
Po chwili zeszłam z biurka i usiedliśmy razem na łóżku.
- Jak ci minął pierwszy dzień w pałacu? Trzymasz się jakoś? - spytał Nathan
- Nie narzekam, ale moje przyjaciółki tak. Kucharz dręczył Tamarę, a Madame Bonnet jest trochę dla nas zbyt ostra.
- Oni tacy są! Na Madame nie wpłynę, ale z kucharzem porozmawiam jutro rano.
- Dziękuję! Mam też jeszcze jedno pytanie! Czy mógłbyś jakoś uwolnić moje przyjaciółki by mogły wrócić do swoich rodzin? Tamara bardzo tęskni za swoją siostrą. Dałoby się jakoś dać im moce by nie zginęły na słońcu?
- Myślę, że mógłbym dać im moce i wolność, ale bez zgody ojca nic nie zrobię. Rozmawiałem dzisiaj z mamą o mojej miłości do ciebie i ona nie ma nic przeciwko temu bym z tobą był. Obiecała, że porozmawia o tym z ojcem. Nie wiem co on na to. Możliwe, że się zgodzi.
- Poproś też o wolność dla moich koleżanek! To przyciągnięcie ich tu siłą było niesprawiedliwe!
- Wiem... Ja naprawdę nie chciałem wam tego robić! Zmuszono mnie... Przykro mi, że tyle osób przeze mnie cierpi...
- To nie twoja wina. Nie obwiniaj się za to. To twój ojciec jest za to odpowiedzialny, nie ty!
- Ja również... Ale teraz postaram się jak mogę by dać im wolność i moce. Chcę to jakoś odkręcić.
- Mam nadzieję, że będzie dobrze.
Nathan przez chwilę się nie odzywał.
- A jak będzie z tobą? Zostawisz rodzinę i przyjaciół dla nas? - spytał
- Nie wiem jak to zrobić, ale zostać chcę tutaj z tobą! - powiedziałam.
Chłopak spojrzał mi w oczy.
- Mam pomysł! - powiedziałam po chwili.
- Jaki?
- Narysuj mnie! Narysuj mnie tak jak tylko chcesz! - powiedziałam
Chłopak wstał i przyniósł sobie krzesło, kartkę na twardej podkładce i ołówek.
Usiadł obok łóżka.
- Usiądź tak jakbyś chciała się położyć. - powiedział a ja zrobiłam to. - Teraz wygnij się do tyłu i podeprzyj rękoma. - mówił dalej - Odchyl głowę do tyłu i rozchyl trochę usta. Zegnij lekko prawą nogę w kolanie.
Cały czas wykonywałam jego polecenia.
- Cudnie, skarbie! Teraz mogę zacząć! - powiedział na koniec.
W tak kuszącej pozycji zaczął mnie rysować z uśmiechem na twarzy.
 

 
Szłam ulicą w stronę zamku. Emma nie kłamała. Naprawdę wiele osób się za mną oglądało. Często słyszałam za sobą "Piękna!", "Co za uroda!", "Śliczna dziewczyna!". Jednak nigdy się nie odwracałam, bo miałam teraz ważne zadanie do wykonania. Znaleźć Nathana i dowiedzieć się dlaczego mi zrobił to wszystko. Gdy doszłam wreszcie na miejsce moim oczom ukazał się wielki czarny pałac ze strzelistymi wieżami. Bramy były zamknięte i pilnowali ich dwaj strażnicy. Postanowiłam do nich podejść i dowiedzieć się czy mnie wpuszczą. Gdy zbliżyłam się do nich od razu zasłonili mi wejście mieczami które trzymali.
- Kto idzie? - spytali równo.
- Nazywam się Victoria! - odpowiedziałam.
Jeden z nich spojrzał na kartkę którą trzymał w ręku.
- Nie ma cię na liście! – powiedział.
- Zostałam przemieniona w wampira przez Nathana który podobno jest księciem. Chcę się z nim widzieć! - odpowiedziałam na to.
Oboje spojrzeli na siebie, schowali miecze i podeszli do mnie chwytając mnie za ramiona.
- Pójdziesz więc z nami! - powiedział drugi.
Wprowadzili mnie do środka. Szliśmy głównym korytarzem prosto a potem wprowadzili mnie do głównej sali. Była duża a na przeciw drzwi na tronie siedział król. Wyglądał na dość wysokiego. Włosy miał krótkie i brązowe. Ubrany był w białą koszule i czarne spodnie a z tyłu przywiązaną miał czarną pelerynę. Na głowie miał złotą koronę a w prawej ręce trzymał berło z czerwonym kryształem u góry. Obok niego ze spuszczoną głową stał Nathan. Nie wyglądał na zbyt szczęśliwego. Po lewej stronie sali w rzędzie stały trzy dziewczyny. Strażnicy ustawili mnie obok nich i stanęli przed królem.
- Panie! Ostatnia dziewczyna została przyprowadzona na zamek. - powiedział jeden z nich.
- Doskonale! - odpowiedział król.
Strażnicy ukłonili się i wyszli.
- Nathan! Pokaż panienką ich pokój i przedstaw ich nowe zajęcia. - powiedział król do chłopaka.
- Tak jest, ojcze. - odpowiedział i podszedł do nas.
- Chodźcie za mną! - powiedział i skierował się w stronę wyjścia.
Wszystkie cztery poszłyśmy za nim. Prowadził nas przez korytarz po prawej a potem schodami do jednej z wież. Na jej szczycie był średniej wielkości pokój. Stały w nim 4 łóżka, 4 szafy i na środku okrągły stół z krzesłami.
- Będziecie tu mieszkać! Jak już pewnie wiecie zostałyście wybrane przez króla aby być tu na zamku służącymi. - powiedział Nathan.
Cały czas wydawał się być smutny. Podszedł stołu i wziął z niego 4 kupki ubrań.
- To wasze stroje! Przebierzcie się w nie jak najszybciej i zwiążcie włosy w koki z tyłu głowy. Więcej wyjaśni wam potem główna służąca. - powiedział.
Podszedł po kolei do każdej z nas i podał po jednym ze strojów. Gdy dawał mi mój spojrzał mi w oczy i patrzył przez chwilę. Potem podszedł do drzwi wyjściowych.
- Dobrej nocy! - powiedział i wyszedł
- Nathan, czekaj! - zawołałam za nim ale w ogóle nie zareagował.
Wychodząc zamknął drzwi na klucz by żadna z nas nie uciekła.
- Ktoś tu się chyba zabujał! - powiedziała jedna z dziewczyn do drugiej patrząc na mnie.
Miała na sobie zieloną bluzkę na długi rękaw i dżinsowe spodnie. Włosy miała czarne, mocno kręcone i lekko za ramiona. Oczy miała piwne.
- Daj jej spokój! Ma prawo go kochać! - odpowiedziała druga z dziewczyn.
Miała proste blond włosy do pasa i różowo białą kwiecistą sukienkę do kolan. Była bardzo zwiewna i delikatna. Na nogach miała białe balerinki. Ostatnia z dziewczyn była niska, miała różowo fioletowe lekko kręcone włosy do łokci. Nosiła czarną koszulkę i są to skórzaną kurtkę. Na nogach miała dżinsy i glany.
- Tak, kocham Nathana! - powiedziałam do czarnowłosej.
- Jak możesz!? Zniszczył ci życie! Tak jak nam wszystkim! - odpowiedziała smutno i usiadła na łóżku
- Nie do końca! - powiedziałam i dzięki swoim mocą zmieniłam się w dziewczynę.
- Co? Jak to zrobiłaś? - zdziwiła się różowowłosa.
- Moce! Nathan mi je dał! - powiedziałam.
- To znaczy, że on ciebie też kocha? - spytała blondynka.
- Tak... Chyba... Długa historia! - powiedziałam.
- Tak w ogóle to jestem Hope! - powiedziała czarnowłosa. - Wracałam nocą od chłopaka, i... Dorwał mnie i ugryzł... Potem chwyciła mnie jakaś dwójka i zemdlałam. Obudziłam się na zamku w jakimś pokoju i był tam też Nathan. Opowiedział mi że to on i że mam być służącą, i wyszedł. - powiedziała smutno.
- Biedna! - powiedziała blondynka. - Ja jestem Anna. Nathan też mnie przemienił. Wszedł nocą do mojego pokoju. Obudziłam się a on stał obok. Wystraszyłam się a on powiedział "Jestem Nathan i przyszedłem tu żeby zabrać cię na zamek." A potem mnie ugryzł. Podobnie jak Hope obudziłam się tu i on mi wszystko wyjaśnił, że mam być służącą po czym mnie tam zostawił.
- Ja jestem Tamara. - powiedziała różowowłosa - Tak jak Anna zostałam przemieniona w nocy. Wszedł do mojego pokoju kiedy spałam, potem mnie obudził i ugryzł. Boje się o moją siostrę bliźniaczkę Nicole! Nie wiem czy też jej coś zrobił i wysłał nie wiadomo gdzie, czy teraz szuka mnie i się martwi...
- A ty? Odpowiedź nam swoją historię! W końcu przyszłaś tu sama! - powiedziała do mnie Hope.
- Ja nazywam się Victoria. Nathan i ja... Przyjaźniliśmy się... Zaczęło się od tego, że zapukał do mojego balkonu wystraszony i błagał bym go wpuściła. Zrobiłam to i tak się poznaliśmy. Przez tydzień spotykaliśmy się co noc. Tyle mi opowiadał o wampirach... Od zawsze mnie to ciekawiło. Zakochałam się w nim! W końcu któregoś dnia powiedział mi że też mnie kocha. Byłam przeszczęśliwa! Pocałował mnie... To było niesamowite! Siedzieliśmy potem przytuleni, rozmawialiśmy aż on nie zaproponował byśmy spędzili ze sobą noc. Zaczął mnie całować w usta i po szyi a potem nagle mnie ugryzł… Gdy wspólnie z przyjaciółką odkryłyśmy, że mam moce wyruszyłam tutaj by go odnaleźć, ale nie wiem co dalej... Ja go naprawdę kocham!
- Słodkie! - powiedziała Anna.
- Niby tak, ale bardzo ją skrzywdził! - powiedziała Hope.
- Chcę z nim pogadać, by się dowiedzieć dlaczego mi to zrobił chodź wyraźnie obiecał, że mnie nie ugryzie. - powiedziałam.
- Może być ciężko! - powiedziała Tamara.
- Podobają się wam te stroje? - spytała nagle Anna oglądając ubranie.
Dostałyśmy do ubrania błękitne luźne sukienki na krótki rękaw z białymi falbankami wokół rękawów, dekoltu i dołu. Do tego były białe balerinki.
- Nie! To nie mój styl! - powiedziała Tamara.
Rozłożyłam swoją sukienkę a z niej wypadła jakaś mała kartka. Szybko ją podniosłam nim koleżanki zdążyły to zauważyć. Pisało na niej. " Dziś o północy na mnie czekaj. Nathan." Ucieszyłam się i szybko schowałam kartkę. Zmieniłam się z powrotem w wampirzyce.
- Wiecie co? Ja tej sukienki nie ubiorę! - powiedziałam.
- No właśnie! Nie będziemy służkami ani króla, ani Nathana! - powiedziała Hope.
Rozmawiałyśmy wszystkie jeszcze chwilę po czym zdecydowałyśmy iść spać. Ja jednak nie miałam na to najmniejszej ochoty. Czekałam cały czas wpatrując się w zegar. Gdy w końcu wybiła północ dokładnie w tym samym momencie usłyszałam, że ktoś otwiera drzwi do naszego pokoju. Po cichu wstałam i podeszłam do nich.
- Viki, to ty? - usłyszałam szept Nathana.
- Tak! - odpowiedziałam.
- Chodź!
Delikatnie otworzyłam szerzej drzwi i wyszłam. Stał tam Nathan i gdy tylko wyszłam zakluczył znów za mną drzwi.
- Cześć! Cieszę się, że cię widzę! - powiedziałam.
- Ja też! Chodź ze mną! - powiedział.
Zeszliśmy do połowy schodów. Były tam drzwi do jakiegoś pokoju. Weszliśmy tam. Znaleźliśmy się w małym pokoiku z łóżkiem, stolikiem i szafą.
- Muszę cię przeprosić! - powiedział. - Obiecałem, że ci tego nie zrobię, a jednak... Wybacz mi!
- Dlaczego to zrobiłeś? - spytałam
Chłopak wziął głęboki oddech.
- Pamiętasz noc w którą się poznaliśmy... Już wtedy miałem ci to zrobić, ale nie mogłem... Uwiodłaś mnie swoją urodą...
- Wybacz, ale nic z ego nie rozumiem!
- Ojciec mi kazał! Pamiętasz jak mówiłaś, że jako mała dziewczynka widziałaś wampira na balkonie? To był właśnie on. Wybrał cię wtedy, jak i twoje koleżanki z pokoju. Już wtedy wiedział, że jak dorośniecie zostanie cię u nas służącymi. Kazał mi was teraz przemienić. Ty miałaś być pierwsza... Z początku nie chciałem tego w ogóle wam robić, dlatego ojciec zamknął mnie w moim pokoju. W nocy uciekłem. Ojciec mówił, że go widziałaś i możesz teraz wierzyć w wampiry dlatego gdy straż mnie znalazła schowałem się u ciebie. Nie miałem pojęcia, że jesteś tak piękna... Zakochałem się w tobie! Spotykałem się z tobą co noc ale w końcu ojciec się dowiedział o nas, i że właśnie u ciebie się ukrywam Wysłał po mnie straż. Znaleźli mnie i rozkazali, że albo tej nocy cię ugryzę, albo ojciec odbierze mi moce i wystawi na słońce. Zginąłbym... Musiałem się zgodzić. Gdy cię zobaczyłem... Postanowiłem dać ci chodź przez chwilę trochę szczęścia, bo wiedziałem, że też coś do mnie czujesz... To jak na mnie patrzyłaś… Twoje piękne oczy wszystko mi powiedziały. Z wielkim bólem serca ugryzłem cię przy całowaniu. Zapomniałem jednak, że mam moce i mi niewolno... Wiem, że też teraz je masz... Ojciec nie może się dowiedzieć!
- Spokojnie! Nie powiem mu nic! Muszę tylko jeszcze wiedzieć jedno. Czy ty nadal mnie… No wiesz… Kochasz? Jest jakiś sposób bym mogła z tobą być?
- Kocham cię, Viki! Nawet nie wiesz jak bardzo! Chciałbym z tobą być, ale nie wiem co na to rodzice. Postaram się porozmawiać z matką by wpłynęła jakoś na ojca, ale nie wiem jak będzie. No i mam nadzieje, że wybaczysz mi to, że cię ugryzłem.
- Wybaczyłam! Błagam tylko! Bądźmy razem!
Chłopak przytulił mnie do siebie.
- Aż tak bardzo mnie kochasz? - spytał.
- Tak! Nawet bardziej!
- Skoro tak... Możemy być razem na razie tak w tajemnicy. Co noc będziemy się tu spotykać. Oczywiście jeśli chcesz!
- Chcę bardzo! Dziękuję!
Nathan chwycił mnie za obie ręce.
- Jaka ty jesteś piękna! Nadal nie mogę się na ciebie napatrzeć! - powiedział przyglądając się mi.
- Dziękuję!
- Widzę, że zdążyłaś odwiedzić Emme! To moja znajoma! Jedyna potrafi robić takie piękne stroje.
- Tak! Emma jest super!
Chłopak przez chwilę wpatrywał się w moje oczy, a potem lekko się zaczął przysuwać. Spojrzałam mu w oczy a potem przeniosłam wzrok na usta. Powoli zbliżaliśmy się do siebie. Nathan położył ręce na mojej tali. Zamknęliśmy oczy i zetknęliśmy się ustami. Schowałam wampirze kły a chłopak zrobił to samo. Poczułam się znów bardzo szczęśliwa. Znów się słodko całowaliśmy.
- Już nigdy mnie nie zostawiaj! - powiedziała przerywając na chwilę i objęłam go rękoma w okół szyji.
- Obiecuję! - powiedział chłopak.
Całowaliśmy się dosyć długo. Potem Nathan przerwał mówiąc, że musimy już iść. Odprowadził mnie do pokoju na wieży.
- Do zobaczenia, piękna! - powiedział.
- Do zobaczenia! - odpowiedziałam.
- Nikomu nie opowiadaj o naszych spotkaniach. Na razie to tajemnica! Pracuj w zamku i nie buntuj się to może uda mi się was stąd wyciągnąć.
- Zgoda!
Weszłam do środka a chłopak zakluczył drzwi. Położyłam się w swoim łóżku i zasnęłam.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Gdy wróciłyśmy do domu i nastał wieczór ubrałam nową czarną bluzę i fioletowe krótkie spodenki. Rozczesałam kasztanowe włosy i naciągnęłam kaptur na głowę. Wyszłam na balkon.
- Nathan! Proszę! Jeśli tu gdzieś jesteś... Przyjdź! Skoro mnie kochasz wróć do mnie! - powiedziałam patrząc na księżyc.
Po chwili wspięłam się na barierki balkonu i stanęłam na niej patrząc w dół. To było dość wysoko.
- W takim razie nie pozostawiasz mi innego wyboru... - powiedziałam zamykając oczy.
Otworzyłam je zmieniając się w wampirke i skoczyłam przed siebie najdalej jak umiałam. Dzięki wampirzym mocą przeskoczyłam nad ulicą i znalazłam się na dachu budynku po drugiej stronie. Dla normalnego człowieka byłoby to niemożliwe. Spojrzałam jeszcze za siebie na okno swojego pokoju i pobiegłam przed siebie. Z łatwością przeskakiwałam z dachu na dach kierując się cały czas na wschód gdzie była kraina wampirów. Nathan mi o niej opowiadał. Jedno z wejść do ich świata znajdowało się w lesie za miastem na wschodzie. Przejścia w wielkim drzewie pilnują trzej strażnicy. Ludzie mówią na to miejsce Zakazany Las ponieważ nikt nigdy stamtąd nie wrócił. To dlatego, że do tamtego świata wejść mogą tylko wampiry. Gdy ludzie się tam zbliżają strażnicy przejścia przemieniają ich i siłą tam wprowadzają. Robią to dlatego, żeby ludzie o niczym się nie dowiedzieli. Ja musiałam się tam dostać. To był jedyny sposób w jaki mogłam odnaleźć Nathana. Wkrótce dotarłam do ostatniego budynku przed lasem i zmęczona usiadłam na jego dachu. Siedziałam tak wpatrując się w niebo i gwiazdy.
- Kim jesteś? - usłyszałam nagle głos za sobą.
Odwróciłam się i zobaczyłam jakiegoś chłopaka. Miał brązowe kręcone włosy i piegowatą twarz. Na nosie miał okulary w kwadratowych czerwonych oprawkach. Był niski i gruby.
Wpatrywał się we mnie bez przerwy. Nawet nie mrugał oczami.
- Nazywam się Victoria! - powiedziałam.
- Co robisz na moim dachu? - spytał.
- Siedzę! Jeśli chcesz mogę sobie pójść. W sumie i tak miałam już iść.
- Nie! Zostań! - powiedział
- Dlaczego?
- Dawno z nikim nie rozmawiałem! Nikt mnie nigdy nie odwiedza. - powiedział.
- Może innym razem. Teraz nie mogę. Mam ważne zadanie.
- Dokąd idziesz Victorio?
- Szukam swojego chłopaka. Zostawił mnie a ja muszę go teraz znaleźć! - powiedziałam wstając.
- Nigdzie cię nie puszczę. To pierwsza próba! - powiedział.
Chłopak wyciągnął rękę w moją stronę a z komina wyleciała magiczna lina i mnie związała.
- Jestem pierwszym strażnikiem młoda wampirzyco. Wiem dokąd się kierujesz i że idziesz tam pierwszy raz. To oznacza, że musisz przejść próbę by dostać się dalej.
- Co mam zrobić? - spytałam
- Musisz znaleźć w moim domu pewien przedmiot.
- Jaki?
- Widzi wszystko dookoła a postawione naprzeciw drugiemu stworzą nieskończoność którą zobaczy tylko wampir. - powiedział
Wtedy lina oplatająca mnie wciągnęła mnie do budynku przez komin. Znalazłam się w pokoju pełnym różnych przedmiotów. Były wszędzie. Na podłodze, na ścianach. Nawet na suficie.
- Jak mam tu cokolwiek znaleźć! W dodatku najpierw muszę wiedzieć czego szukam a ta zagadka nic mi nie mówi. - powiedziałam rozglądając się.
Wciąż patrzyłam po kolei na każdą rzecz jaka tu była, a było tu wszystko. Dziecięce zabawki, sztućce, naczynia, poduszki, ubrania, zegary, buty, świeczki i nawet stary telewizor. Wszystko! Zobaczyłam drzwi do kolejnego pomieszczenia. Były uchylone. Przedostałam się tam jakoś przez góry przedmiotów i otworzyłam drzwi. Była tam wielka sala z jeszcze większymi stertami przedmiotów. Po drugiej jej stronie były kolejne uchylone drzwi.
- Szukanie tu czegokolwiek zajmie mi wieczność! - powiedziałam zniechęcona.
Podeszłam do szafy z prawej strony i otworzyłam ją. Po kolei oglądałam wszystko co w niej było. Nic moim zdaniem nie pasowało do zagadki. Zaczęłam powoli iść przed siebie przyglądając się wszystkiemu co mijałam. Nic nie przychodziło mi do głowy. Nagle jednak w coś uderzyłam. Spojrzałam przed siebie, ale nic tam nie zobaczyłam. Wyciągnęłam rękę przed siebie i położyłam na jakiejś niewidzialnej gładkiej ścianie.
- Co to? - zdziwiłam się.
Spojrzałam pod nogi. Leżały tam dwa czerwone latawce. Chwyciłam jeden z nich a drugi również się podniósł. Patrzyłam na to przez chwilę po czym mnie olśniło.
- Lustro! Jestem wampirką więc mnie w nim nie widać! Lustro jest rozwiązaniem zagadki! Jak ustawisz dwa naprzeciwko stworzą nieskończone odbicie które zobaczy tylko wampir bo go w nim nie widać! - powiedziałam.
Nagle zrobiło mi się jasno przed oczami. Zamknęłam je a gdy znów otworzyłam stałam na dachu przed strażnikiem.
- Jesteś mądra! Możesz iść dalej. - powiedział wskazując na ścieżkę prowadzącą do lasu i zniknął.
Zeskoczyłam z dachu i podeszłam tam. Droga była ciemna i prowadziła w głąb lasu. Ruszyłam przed siebie. Marsz wydawał się nie mieć końca aż w końcu doszłam do małej polany nad którą ktoś lewitował. Od razu do mnie podleciał. Był to szczupły i wysoki mężczyzna. Miał na sobie czarny kapelusz, płaszcz na guziki do ziemi i buty, również czarne jak wszystko.
- Witaj młoda wampirzyco! - powiedział. Zapewne wybierasz się do wampirzego miasta. Powiedz mi, byłaś tu już?
- Nie byłam! - odpowiedziałam.
- Dziękuję za szczerość! Wielu nie wie, że ja jak i inni strażnicy posiadamy moc zapamiętywania wszystkich napotkanych. Dokładnie pamiętamy każdego kto tędy przechodził nawet jeśli był tu tysiąc lat temu. Dzięki twojej uczciwości dostaniesz podpowiedź. - powiedział
Trawa na polanie błyskawicznie urosła do dwóch i pół metra tworząc labirynt.
- Twoja podpowiedź to uprzedzenie. Nie stój zbyt długo w jednym miejscu bo liany wyrosną z trawy i cię wciągną. Nie będziesz wtedy mogła już z nich wyjść. Widzimy się po drogiej stronie. - powiedział i zniknął.
Weszłam do środka. Całe szczęście znałam rozwiązanie labiryntu. Nathan mnie uprzedził. Wystarczyło na skrzyżowaniach iść 3 razy w prawo i 2 w lewo. Zrobiłam jak kiedyś powiedział z nadzieją, że mnie nie okłamał. Szłam cały czas nie zatrzymując się i nie oglądając na boki. Labirynt był duży i miał mnóstwo krętych ścieżek. W końcu jednak zobaczyłam wyjście i szybko stamtąd wybiegłam. Czekał już tam na mnie strażnik.
- Brawo! Nie brak ci sprytu. Możesz iść dalej! - powiedział i zniknął.
Przede mną było ogromne drzewo z podwójnymi drzwiami na środku. Przed nimi stała kobieta. Miała długie rozpuszczone rude loki.
- Witaj! Gratulacje! Dotarłaś aż tutaj. Przed tobą ostatnia już próba. - powiedziała.
- Co mam zrobić! - powiedziałam.
- Wystarczy, że obejdziesz to drzewo dookoła. - powiedziała. - Będę tu na ciebie czekać. Pamiętaj tylko, że warto czasem się cofnąć. - powiedziała
- To będzie łatwizna! - pomyślałam.
Weszłam z prawej strony za drzewo i szłam, szłam i szłam i czułam jakbym stała w miejscu.
- O co tutaj chodzi? - zdziwiłam się.
Maszerowałam tak jeszcze przez chwilę.
- Co ona miała na myśli mówiąc żeby się cofnąć? Może powinnam zawrócić? - powiedziałam i odwróciłam się.
Ruszyłam w drugą stronę i od razu znalazłam się w punkcie wyjścia. Strażniczka stała zaglądając za drzewo z drugiej strony. Weszłam więc znowu za drzewo, ale nadal było to samo. Szłam dookoła drzewa już z 15 minut, ale nadal nie mogłam wyjść. To było dziwne. Znów postanowiłam zawrócić i w mniej niż minutę znalazłam się znów w miejscu którym weszłam. - Jak to zrobić? - myślałam cały czas.
Po raz trzeci weszłam za drzewo.
- Cofnąć, cofnąć... - myślałam cały czas - Jak przejść to skoro jeśli zawracam wracam do punktu wyjścia a idąc do przodu stoję w miejscu? Może powinnam wejść z drugiej strony? Albo jak nie przodem to tyłem iść?
Wtedy zrozumiałam.
- No jasne! - powiedziałam - Tyłem! Nie można iść tyłem do przodu! Tyłem zawsze idziesz do tyłu, czyli się cofasz! - powiedziałam i odwróciłam się.
Zrobiłam parę kroków w tył i znalazłam się po drugiej stronie drzewa.
- Gratulacje! - powiedziała strażniczka - Możesz wejść do wampirzego miasta.
Podeszłam więc do drzwi w drzewie i otworzyłam je. Za nimi był ciemny kręty tunel ze schodami w dół. Weszłam do środka. Powoli zaczęłam schodzić. Droga była bardzo długa. Gdy dotarłam wreszcie na sam dół moim oczom ukazało się wielkie podziemne miasto. Wyszłam na jedną z ulic. Wszystko wyglądało tak jak miasta na powierzchni, tyle, że to było w ogromnej jaskini. Nad dachami domów w oddali było widać wysokie czarne wieże pałacu.
- Tam się muszę dostać! - pomyślałam.
Szlam więc chodnikami przed siebie. Wiele wampirów się na mnie dziwnie patrzyło. W końcu ich stroje wyglądały nieco inaczej. Kobiety nosiły piękne stare suknie. Ja miałam na sobie bluzę z kapturem więc pewnie stąd to zdziwienie. Jednak było parę osób które również miały podobne stroje co ja. Jednak chyba byłam jedyną dziewczyną w spodniach.
- Nie źle! Pewnie jesteś tu pierwszy raz! - usłyszałam nagle.
Odwróciłam się. W drzwiach budynku stała młoda dziewczyna. Miała długie kasztanowe włosy spięte w warkocz z boku głowy. Ubrana była w fioletowo czarną sukienkę. Była ona na krótki rękaw. W pasie była podobna nieco do gorsetu a na dole miała trzy falbanki. Sięgała dziewczynie do kolan. Na nogach miała czarne szpilki.
- Jestem Emma! - powiedziała.
- Ja Victoria.
- Nie jesteś stąd, prawda?
- Nie. Szukam kogoś.
Emma uśmiechnęła się.
- Jesteś zmianką, co nie? - spytała.
- Kim? - zdziwiłam się
- Zmianką! Tak się u nas mówi na wampiry które kiedyś były ludźmi. Bo jeśli nie wiesz nie wszyscy byli.
- Wiem, i tak. Byłam człowiekiem.
- Przyszłaś pewnie za chłopakiem! Wiele tu takich jest! Czasem znajdują, czasem odchodzą, czasem nie znajdują... Wiesz kim jest twój?
- Wiem, właśnie tam idę.
- Jeśli cię by zobaczył w takim stanie wątpię czy chciałby w ogóle gadać! Chodź do mnie! Mam sklepik z unowocześnionymi wampirzymi strojami takimi na przykład jak ten co mam na sobie. Nie wiem kto cię zmienił, ale z pewnością poleci na moje nowoczesne ciuszki. Nie masz pojęcia jak się za mną oglądają!
Pomyślałam chwilę.
- W sumie czemu nie! - powiedziałam i razem z Emmą weszłyśmy do środka. Rozejrzałam się. Dookoła wisiało na wieszakach pełno różnych strojów. Były męskie, damskie i dziecięce.
- Jakie lubisz kolory?
- Lubię fiolet i czerwień.
Dziewczyna przejrzała dwie szafki ubrań i wyciągnęła z jednej sukienkę.
- Podoba ci się ta? - spytała.
Sukienka była trochę podobna do tej którą sama nosiła. Była na fioletowych ramiączkach. Na biuście miała luźny fioletowy materiał a poniżej była czarna i ściągana na gumę aż do pasa. W pasie miała pasek fioletu a dalej czarny zwiewny dół do kolan.
- Śliczna! - powiedziałam.
Emma rzuciła ją do mnie.
- Przebieraj się! - powiedziała wskazując na przebieralnie niedaleko za mną.
Poszłam tam i ubrałam się. Sukienka była bardzo wygodna, wyszczuplała moją sylwetkę i czułam się w niej dobrze
- Jak wyglądam? - spytałam pokazując się koleżance.
- No nareszcie wyglądasz jak prawdziwa wampirka! - odpowiedziała Emma
- Tylko, że nie mam pieniędzy, by ją kupić!
- Daj spokój! To prezent ode mnie! Teraz chodź! Umalujemy cię trochę!
Poszłyśmy razem po schodach na górę.
- W prawdzie to moje kosmetyki, ale chętnie ci je pożyczę! - powiedziała dziewczyna.
Usadziła mnie na krześle przed biurkiem i postawiła przede mną kosmetyczkę.
- Pomaluję ci oczy na ciemny kolor. Na przykład czarny, albo fioletowy. - powiedziała.
Wyjęła parę rzeczy i zaczęła mnie malować. Najpierw oczy, potem usta i paznokcie. Uczesała mi też włosy. Na koniec postawiła przede mną lusterko.
- Jest specjalne! Widać w nim wampiry. - powiedziała.
Spojrzałam na siebie. Oczy miałam zrobione na czarny z odrobiną srebra, usta pomalowane na czerwono a paznokcie na fioletowo. Włosy też miałam ładnie ułożone.
- Super! Dziękuję! - powiedziałam.
- Nie ma za co. Jeszcze tylko na koniec buty. Wolisz płaskie, szpilki, koturny?
- Jeśli mogę prosić to fioletowe szpilki. Mam rozmiar 38!
- Jasne! - powiedziała dziewczyna i za chwilę przyniosła mi buty.
Jak wszystko pasowały idealnie.
- Teraz na pewno będą się za tobą oglądać, ale tym razem dlatego, że jesteś prześliczna! Wpadnij kiedyś jeszcze do mnie! - powiedziała Emma
- Na pewno cię odwiedzę! Do zobaczenia! - powiedziałam
Zbiegłam na dół i wyszłam znów na ulicę. Teraz czułam się o wiele bardziej pewna siebie. Odnajdę Nathana i dowiem się dlaczego mnie oszukał i podstępem zmienił w wampirke. Do tego zostanę już na zawsze jego!
  • awatar Nala13: Yay! Z każdym razem coraz ciekawsze!
  • awatar Pozytywerka: @Przy świetle księżyca: No tak, nie miało być 'pl' ;p Proszę: https://www.wattpad.com/home ;)
  • awatar Przy świetle księżyca: @Pozytywerka: Podaj mi jeszcze raz link do strony. Ten nie działa ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Poszłyśmy razem do centrum handlowego. Kupiłam sobie w kilku sklepach parę czarnych, czerwonych i fioletowych strojów. Według mnie te kolory pasują do wampirów. Wieczorem wróciłyśmy do swoich domów. Gdy zrobiło się ciemno stanęłam na balkonie zmieniona w wampirkę.
- Nathan! Proszę! Przyjdź do mnie, powiedz, że kochasz... Wybaczyłam ci już to wszystko! Chcę, żebyś był ze mną. Zeszłej nocy chciałeś żebym była twoja i zaraz po tym... Wróć do mnie i nie karz cierpieć. - mówiłam patrząc w niebo.
Miałam nadzieje, że Nathan znów się zjawi, ale tak się nie stało... Wkrótce zmęczona poszłam spać. Rano obudziłam się, ubrałam nową czarno fioletową sukienkę i po spotkaniu z Kirą razem pojechałyśmy do szkoły. Przy wejściu na moją przyjaciółkę czekał Austin.
- Cześć kochanie! - przywitał ją całując w policzek.
- Cześć! - odpowiedziała mu dziewczyna
- Hej Victoria! Ładnie wyglądasz! - przywitał mnie chłopak.
- Dzięki! - odpowiedziałam uśmiechając się.
Weszliśmy w trójkę do środka. Gdy szliśmy korytarzem wiele osób na nas patrzyło. Czułam się z tym trochę dziwnie, ale po chwili przestało mi to przeszkadzać.
Austin odprowadził nas pod klasę Kiry i poszedł do swoich kolegów. Rozmawiałyśmy chwilę kiedy na korytarzu pojawiły się Camila, Olivia i Sophia. Przechodząc spojrzały na Kire ze złością i poszły dalej.
- Chyba twój ogień na głowie się wypalił! - krzyknęła do Camili Kira.
Ona jedynie w odpowiedzi uniosła rękę do góry i pokazała jej środkowy palec. Kira zaśmiała się. Chwilę po tym zadzwonił dzwonek i pobiegłam do swojej klasy. Na pierwszej lekcji miałam matematykę. Nauczycielka szybko przyszła. Od razu po wejściu do klasy i sprawdzeniu obecności napisała nam na tablicy pierwsze zadanie.
- Co ci odbiło, że zerwałeś z Camilą? Przecież to super laska! - usłyszałam z tyłu.
Odwróciłam się i zobaczyłam, że Austin rozmawia ze swoim kolegą.
- Odbiło? Super laska? Nie wydaje mi się! Może i jest piękna, ale dorównuje tej urodzie głupota. Jest pusta, chamska, zarozumiała, chciwa, złośliwa... Mówię ci stary! Wiem, że się w niej kochasz, ale uwierz! Nie warto się z nią wiązać! - powiedział Austin
- A ta twoja nowa! Ta Kira! Skąd wiesz, że też taka nie jest?
- Obserwowałem ją często. Kira jest łagodna i urocza. Od dawna miałem na nią oko. Przyjaźni się z tą Victorią. Ona też jest niezła, ale do Kiry mnie bardziej ciągnie. Jak rozmawiałem z nią na urodzinach wciąż się uśmiechała. Była do tego taka piękna. Zachowywała się tak słodko...
- To samo mówiłeś o Camili jak się z nią związałeś. Że piękna, że słodka...
- Bo Cam się zmieniła! Jak poznała te swoje przyjaciółki w zeszłym roku. Wcześniej jak chodziliśmy razem do gimnazjum to była nieśmiała, cicha... Olivia i Sophia dopiero zmieniły ją w szkolną gwiazdę co to tylko się stroi i wszystkimi rządzi... Do tego kilka miesięcy temu powiedziała mi, że już mnie nie kocha ale nasz związek dodaje jej popularności. Tylko dlatego ze mną była. Ja ci już bardziej polecam Victorie niż Camile. Słodkie i piękne są najlepsze!
Uśmiechnęłam się i spojrzałam w zeszyt. Nie sądziłam, że Austin uważa mnie za ładną. Oni oboje nie byli w moim guście. Poza tym jestem już w pewnym sensie zajęta. Nadal mam nadzieje, że odnajdę Nathana i będzie chciał ze mną być.
- Vike? Nie! Nie lubię blondynek! - powiedział kolega Austina.
- Już nie jest blondynką.
- Nawet farbowanych nie lubię.
- Cisza tam z tyłu! - wrzasnęła nagle nauczycielka. - Austin! Do tablicy!
- Nie chce mi się wstać! - odpowiedział chłopak a kilka osób zaczęło się śmiać.
- Proszę mi tutaj nie pyskować! - powiedziała nauczycielka.
- Bo co?
- Bo pójdę po dyrektora!
- To jak pani pójdzie do niego to ja pójdę do domu.
Wtedy do klasy wszedł właśnie dyrektor szkoły.
- Dobrze, że pan przyszedł! - powiedziała nauczycielka.
- A co się stało? - spytał
- Austin Hayes znowu rozmawia na lekcji, nie chciał podejść do tablicy i do tego pyskował.
Dyrektor i cała klasa spojrzeli na Austina który siedział pod ławką.
- Proszę wyjść z pod ławki! - powiedziała pani od matematyki
- Nie, bo czołg do klasy wjechał. - odpowiedział chłopak.
Cała klasa zaczęła się śmiać.
- Za chwilę chcę cię widzieć w moim gabinecie! - powiedział dyrektor szkoły. - Pani Ellis! Proszę wyznaczyć ucznia który mi go za 10 minut przyprowadzi.
- Dobrze! - odpowiedziała kobieta.
Dyrektor jeszcze coś jej cicho powiedział i wyszedł z klasy.
Nauczycielka zaczęła kontynuować lekcje. Austin usiadł znów na krześle.
- Ty to jesteś mistrz! Tylko dlaczego czołg? - powiedział do niego kolega.
- Bo jak idzie to najpierw jest brzuch a potem reszta. Do tego ten długi nos. To jak taki czołg wygląda i do tego pewnie też taki ciężki. - odpowiedział Austin.
Gdy minęło 10 minut nauczycielka wstała z za biurka i rozejrzała się po klasie.
- Victoria! Zaprowadź proszę Austina do dyrektora. Już minęło dziesięć minut. - powiedziała.
- Ale ja nie chce do dyrektora! - powiedział na to Austin.
- Trzeba było wcześniej się tak nie zachowywać.
Austin niechętnie wstał i podszedł do drzwi.
- Idź z nim Victorio! - powiedziała do mnie pani Ellis.
- Dobrze! - odpowiedziałam.
Wstałam z ławki i wyszłam z klasy razem z Austinem.
- Dlaczego ty się właściwie tak zachowujesz? - spytałam go po drodze.
- Nie wiem! Lubię denerwować nauczycieli. Nic mi nie mogą przecież zrobić. - odpowiedział chłopak.
Uśmiechnęłam się.
- Viki! A może by tak odwiedzić Kirę? - spytał gdy mijaliśmy jej klasę.
- To chyba nie będzie dobry pomysł. Co powie jej nauczyciel jak wejdziemy do klasy. I co my powiemy?
- Możemy na przykład powiedzieć, że my dziś zastępujemy czołg i wjeżdżamy do klasy. A dwóch nas jest bo jeden zastępuje jego a drugi jego wielki brzuch.
Zaśmiałam się. Po odprowadzeniu chłopaka pod drzwi gabinetu dyrektora wróciłam do klasy. Pod koniec lekcji Austin wrócił wraz z panią woźną która go przyprowadziła. Mijały lekcje i na każdej z nich szkolny łobuz musiał coś nabroić. Nawet na długiej przerwie opryskał pana Richardsona wodą z butelki. Przyniósł ją wcześniej z dworu. Padał deszcz i chłopak wybiegł szybko na dwór i nabrał wody z kałuży do butelki. Zrobił to by popisać się przed swoją dziewczyną i znów wyprowadzono go za to do dyrektora. Po skończeniu pozostałych lekcji razem z Kirą wyszłyśmy ze szkoły. Miałyśmy jeszcze trochę czasu do przyjazdu autobusu więc usiadłyśmy pod jednym z drzew rosnących przed budynkiem. Gałęzie jego były tak gęste, że deszcz przez nie nie przeleciał. Nagle zjawiły się Camila, Olivia i Sophia. Wszystkie trzy piły czerwony sok z białych plastikowych kubków. Podeszły do nas.
- Cześć! - powiedziały równo.
Obie z Kira wstałyśmy.
- Czego chcecie? - powiedziałam
- Chciałabym wam powiedzieć, że też mam niedługo urodziny i na mojej imprezie na pewno was nie będzie! Do tego mam zamiar odebrać to co mi zabrałaś. - powiedziała Camila patrząc na Kirę
- I tak bym nie przyszła! - powiedziałam.
- Ja też! I wiesz co? Gdy ty będziesz się tam bawić ja będę mieć lepsze zajęcia! Pewnie wyjdziemy gdzieś z Austinem bo myślę, że on też nie zamierza tam iść, albo będziemy siedzieć razem w domu. Może znów mnie będzie tak całował jak na swoich urodzinach. - powiedziała Kira.
Camila głupio się uśmiechnęła i wylała swój sok z kubka Kirze na bluzkę.
- Ups! Przepraszam! - powiedziała śmiejąc się. - Tak kończą ci co ze mną zadzierają.
Wszystkie trzy odwróciły się i poszły.
- Zapłaci mi jeśli to się nie spierze! - powiedziała Kira.
- Już może zapłacić! Patrz na to! - powiedziałam i spojrzałam na obcas od buta Camili.
Po chwili dzięki mojej wampirzej mocy złamał jej się. Dziewczyna przewracając się chwyciła swoje obie koleżanki i wszystkie trzy wpadły do ogromnej kałuży błota która zrobiła się po deszczu. Wszyscy dookoła zaczęli się z nich śmiać i robić im zdjęcia.
- Viki! Jesteś genialna! - powiedziała do mnie Kira.
- Dzięki! Chociaż raz dostała to na co zasłużyła.
- Tak! Skończyły się ich rządy.
Trzy przyjaciółki wstały, otrzepały się z błota i z podniesionymi głowami wsiadły do samochodu Olivi i pojechały. Olivia chodziła do 3 liceum i miała 19 lat. W zeszłym roku zdawała na prawo jazdy tylko po to by pochwalić się przed wszystkimi błękitnym kabrioletem który dostała od taty. Jej rodzina była bardzo bogata i Olivia zawsze dostawała wszystko co tylko chciała.
- Tak się zastanawiam... Umiałabyś mocą tak trochę popsuć im to autko? - spytała Kira patrząc jak trzy przyjaciółki odjeżdżają.
- Myślę, że tak, ale wiesz, że nie umiem być zła! To teraz to było za to co robią nam od początku roku. Ty odebrałaś jej chłopaka a ja złamałam obcas. Nie dręczmy ich bo staniemy się takie same! Ty teraz jesteś popularna. Nie popełnij tego błędu skoro wszyscy chcą cię słuchać.
- Wiesz co? Masz racje! Dzięki Austinowi jestem lubianą osobą, ale nie będę tak jak one gnębić słabszych.
Uśmiechnęłam się.
- To co? Pożyczyć ci bluzę byś mogła zakryć plamę na bluzce? - spytałam
- Tak! Jeślibyś mogła będę wdzięczna!
Odpięłam więc plecak i wyjęłam granatową bluzę na zamek. Zawsze nosiłam ją przy sobie na wszelki wypadek. Teraz się przydała.
 

 
Rozmawiałyśmy do późna. Kira wciąż mówiła o swoim nowym chłopaku. W końcu gdy zaczęło się ściemniać pożegnałam się z przyjaciółką i patrząc w okno czekałam na Nathana.
Chłopak zjawił się jak tylko zrobiło się całkiem ciemno a na niebie pokazał się księżyc w pełni.
- Viki! Przyszedłem! - zawołał chłopak gdy stanął przed oknem.
Szybko podeszłam i otworzyłam mu drzwi od balkonu. Chłopak od razu mnie przytulił.
- Viki! Ja już dłużej nie mogę! Spodobałaś mi się jak tylko cię zobaczyłem. Kocham cię! - powiedział
Nagle zalała mnie fala miłości do niego. Od serca rozeszła się po całym moim ciele.
- Nathan... - zaczęłam mówić.
Chłopak uklęknął przede mną trzymając mnie za ręce.
- Viki! Proszę powiedz, że też mnie kochasz. Powiedz, że to do mnie czujesz!
- Tak! - powiedziałam - Od samego początku.
Chłopak wstał i znów mnie przytulił. Byłam naprawdę szczęśliwa. Mój Nathan też mnie kochał.
- Bardzo cię potrzebuję! - szepnęłam mu do ucha.
Chłopak puścił mnie i razem usiedliśmy na moim łóżku.
- Jak było na imprezie? Podrywali mi cię? - zapytał Nathan.
- Chyba nie! Tańczyłam z kilkoma chłopakami ze szkoły, ale nie zauważyłam żeby któryś z nich był chętny do czegoś więcej niż taniec. Było nawet fajnie. Austin wyzwał Camile i dzięki temu udało nam się tam wejść.
- Super! Cieszę się, że ci się podobało.
Było fajnie. Kirze też się bardzo podobało. Wyobraź sobie że Austin zerwał z Camilą dla niej! Naprawdę! Potem resztę imprezy siedzieli w pokoju Austina i musiałam sama wracać.
- Naprawdę! Kira jest z Austinem? Pogratuluj jej potem ode mnie.
- Dobrze! I jeszcze jak potem poszłam zobaczyć co robią w pokoju widziałam jak ją całował. Ach... Też bym chciała to poczuć...
Chłopak uśmiechnął się.
- Chcesz? - zapytał
Zrozumiałam co ma na myśli i również się uśmiechnęłam.
- No w sumie to chcę... - powiedziałam
- Zamknij oczy! - powiedział Nathan
Zrobiłam to o co poprosił. Poczułam jak chłopak wsuwa mi rękę we włosy. Zaraz po tym dotknął delikatnie swoimi ustami moich po czym przechylił lekko głowę w prawo i mnie pocałował. To było naprawdę niesamowite uczucie. Po chwili odsunął się ode mnie.
- Kochasz mnie? - spytał.
- Bardzo! - odpowiedziałam.
- Będziesz moja?
- Tak!
Chłopak znów mnie przytulił. Położył się potem na moim łóżku a ja obok niego kładąc mu głowę na ramię. Rozmawialiśmy tak dalej a Nathan cały czas mnie trzymał przytuloną do siebie. Wydawało mi się, że śnie, że to się nie dzieje naprawdę jednak on z każdą chwilą utwierdzał mnie w przekonaniu, że to prawda. Nagle chłopak nachylił się nade mną.
- Viki! Bardzo cię potrzebuję! - powiedział.
Uśmiechnęłam się.
- Będziesz moja tej nocy? Pozwolisz? - spytał Nathan.
- Pozwolę! - powiedziałam zamykając oczy.
Nathan zaczął mnie całować. Z każdą chwilą coraz namiętniej. Myślałam, że oszaleje z radości. Jego kły lekko wbijały mi się w dolną wargę. Wsunął mi jeszcze rękę pod bluzkę i położył na moim boku. Po chwili zaczął mnie całować po szyi. Jednak nagle poczułam mocne ukłucie w tym miejscu. Nathan przestał mnie całować i stanął koło łóżka. Dotknęłam ręką miejsca które mnie bolało a gdy na nią spojrzałam zobaczyłam krew. Chłopak mnie ugryzł. Przerażona spojrzałam na niego. Uśmiechał się.
- Wybacz kochanie! Musiałem! - powiedział.
- Co? - zdziwiłam się.
- Za kilka nocy po ciebie przyjdą. Opowiedziałem ci wystarczająco dużo o wampirach byś mogła sobie poradzić.
- Dlaczego mi to zrobiłeś?
- Bo widzisz śliczna blondyneczko taki był rozkaz mojego ojca. Chcę cie widzieć na zamku jako służącą.
Zakręciło mi się w głowie i poczułam, że opuszczają mnie siły.
- Myślałam, że mnie kochasz! Mówiłeś, że mnie potrzebujesz... - powiedziałam smutno.
- Tak jest! Bardzo cię kocham... - chłopak lekko posmutniał.
Spuścił głowę i popatrzył w podłogę. Po chwili zamknął oczy, podniósł głowę i spojrzał na mnie.
- Ja... Niestety jako książę wampirów nie mogę się wiązać z przyszłymi zamkowymi służącymi... Teraz żegnaj... - powiedział Nathan i wyszedł przez balkon.
Zemdlałam. Następnego dnia obudziłam się przed południem. Przy moim łóżku siedziała Kira. Okno było zasłonięte a w pokoju paliło się tylko lekkie światło.
- Kira? Co się stało? - powiedziałam do przyjaciółki.
- Przykro mi Viki... - powiedziała smutno kładąc swoją rękę na mojej.
Przypomniałam sobie co stało się poprzedniej nocy. Dotknęłam swojej szyi i poczułam dwie małe dziurki.
- To nie może być prawda! - powiedziałam.
- Niestety... Znalazłam cię tu rano. Czekałam aż razem pójdziemy do szkoły ale ty nie wychodziłaś. Weszłam do środka i cię tu znalazłam. Nie dało się ciebie obudzić. Byłaś nieprzytomna. Zobaczyłam krew na twojej poduszce. Odwróciłam twoją głowę i zobaczyłam to na twojej szyi... Przestraszyłam się. Postanowiłam czekać tu przy tobie aż się obudzisz i nie iść do szkoły.
Usiadłam obok niej.
- Więc to prawda... A było tak pięknie... Całował mnie, mówił, że kocha... - powiedziałam i zaczęłam płakać.
Kira położyła rękę na moim ramieniu.
- On cię wykorzystał Viki! I podstępem zmienił w wampirzyce. Okłamał cię...
Zaczęłam płakać jeszcze głośniej.
- Ale spokojnie! Damy jakoś radę! - powiedziała Kira
- Jak? Przecież od dzisiaj nie mogę wychodzić w dzień! A co ze szkołą? Przestanie chodzić to zaczną mnie szukać! Zginę jak ludzie odkryją kim jestem... - powiedziałam płacząc.
- Opowiedz mi co się wczoraj stało.
- To było tak, że on przyszedł, przytulił mnie i powiedział że mnie kocha. Potem rozmawialiśmy i wciąż mnie tulił... Pocałował mnie a potem jeszcze zaproponował żebym spędziła z nim noc...
- I ty się zgodziłaś?! - wtrąciła Kira
- No tak, bo bardzo go kocham. - zaczęłam mówić - On był dla mnie taki słodki... Zaczął mnie całować w usta i po szyji a potem mnie ugryzł, i... - przerwałam i zaczęłam znów rozpaczliwie szlochać.
- Spokojnie! Uspokój się i mów dalej! - powiedziała Kira.
Wzięłam głęboki oddech.
- Ugryzł mnie i powiedział, że ojciec mu kazał, że mam zostać służącą w zamku i że bardzo mnie kocha ale książę wampirów nie może się wiązać ze służkami. - powiedziałam
- Zaraz, zaraz! Książę? - zdziwiła się Kira.
Spojrzałam na okno i przestałam płakać.
- No właśnie! - powiedziałam.
- Co? Ty też nie wiedziałaś?
- Nie! Nic mi nie powiedział!
Wstałam i spojrzałam na przyjaciółkę.
- Wciąż mi tyle opowiadał... Jeśli w tej kwestii nie kłamał... Skoro jest księciem jest z rodu wampirów królewskich.- powiedziałam
- No i? - wtrąciła moja przyjaciółka kompletnie nie rozumiejąc co mówię.
- Kira! Jestem uratowana! On mnie naprawdę kocha! Na tyle mocno, że zapomniał o zasadach. Całował się ze mną przed ugryzieniem! - powiedziałam i podeszłam do okna.
Chwyciłam za zasłony.
- Coś lub ktoś go zmusił do zrobienia mi tego! Lecz jego miłość do mnie dała górę! Całował mnie... i to tak cudownie... Zapomniał, że wampiry królewskie nie mogą wchodzić w bliski kontakt z ofiarami. Oni mają moce! Więc jeśli nie skłamał... - powiedziałam zrywając zasłony z okna a słońce rozświetliło pokój. - jestem odporna na światło!
Rzeczywiście tak było. Nic się mi nie stało.
- Czyli przez to całowanie...? - zaczęła mówić Kira.
- Tak! Przekazał mi moc! - dokończyłam.
- Jeśli on też jest odporny na światło to dlaczego przychodził do ciebie w nocy?
- Chyba najwyraźniej nie chciał zdradzić, że je ma.
- Trochę cię okłamał, ale myślisz, że dał ci moce specjalnie?
- Myślę, że nie. Zapomniał się! Jestem tego pewna!
- Co teraz chcesz zrobić?
- Jeszcze pomyślę, ale na pewno nie będę ich służącą! Wiem gdzie jest ich świat. Pójdę tam i odnajdę Nathana! Muszę się dowiedzieć dlaczego mi to zrobił! Do tego powiedział, że ojciec mu kazał... Za tym coś się kryje a ja muszę się dowiedzieć co.
- To kiedy idziemy?
- My? Nie możesz iść ze mną! Nie jesteś wampirem więc cię nie wpuszczą!
- Więc mnie ugryź!
- Nie! Nie mogę! Co z Austinem? Zostawisz go by dołączyć do mnie?
- Masz racje! Lepiej idź sama! Tylko obiecaj, że wrócisz!
- Jasne! Jutro w nocy wyruszam! Jeszcze najpierw pójdę dzień do szkoły, a w następny powiesz, że się rozchorowałam dlatego mnie nie będzie.
- Zgoda! Tylko muszę ci coś jeszcze powiedzieć!
- Co?
- Masz czerwone oczy a twoje włosy są brązowe. Do tego jesteś blada!
- Co?
Podbiegłam szybko do lustra i spojrzałam na siebie.
- Myślałam, że wampirów nie widać w lustrze! - powiedziała Kira
- Ja mam moce! To jedna z nich!
- Super co jeszcze potrafisz?
Zamknęłam oczy.
- Mogę chować swoje kły! - powiedziałam
- Oczy też zmieniłaś! Super! Będziesz mogła zataić to co z tobą zrobił. Skórę też zmienisz i znikniesz bliznę po ugryzieniu?
- Nie wiem, ale spróbuję!
Zamknęłam znów oczy. Udało się. Jedynie tylko włosów nie mogłam zmienić znów na blond, ale spodobał mi się ten kasztanowy kolor.
- To co teraz robimy? - spytała Kira
Pomyślałam chwilę zmieniając się z powrotem w wampirke.
- Wiesz co? Cieszę się że jestem wampirem! - powiedziałam.
- Naprawdę? - zdziwiła się Kira
- Tak! Mam większe szanse u Nathana!
- Och przestań! Przecież cię oszukał! Wybaczysz mu i chcesz z nim być?
- Może i oszukał, ale ja mu udowodnię, że naprawdę niezła ze mnie laska! Najpierw go trochę pokuszę sobą i udam, że go nie chcę żeby on bardziej mnie chciał. A potem to już skoczę mu w ramiona i będę już tylko jego!
- Viki! Ja cię nie poznaję! Od kiedy ty tak robisz?! - zdziwiła się Kira.
- Od kiedy zatopił sobie we mnie te swoje białe kiełki. Jestem już kimś innym! Chodź mi pomóc! Skoro mam się zmienić warto też mieć inny styl!
- Co zamierzasz zrobić?
- Iść do sklepu po coś co będzie pasowało do mnie teraz!
Kira wyszła na chwilę z pokoju a ja ubrałam się. Założyłam na siebie czarną spódniczkę i fioletową bluzkę z czarnym sercem. Wyszłam z pokoju do Kiry. Chwyciłam przyjaciółkę za rękę i zmieniwszy się znów w dziewczynę wybiegłam z domu.
  • awatar Nala123: Lili masz taki talent do tych opowiadań! Serio czytam i mam ochotę na więcej! MEGA
  • awatar Lalkova <3: Nie spodziewałam się tego po Nathanie… Mam nadzieję, że Viki jeszcze będzie mogła z nim być :) Czekam na kolejny rozdział ;)
  • awatar Tiara10: No ciekawie się bardzo zrobiło, nie mogę się doczekać następnego rozdziału. :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Rano gdy tylko uszykowałam się do szkoły wyszłam z domu z uśmiechem na twarzy. Kira również była uśmiechnięta.
- Cześć Viki! Wiesz co jest jutro? - powiedziała witając mnie.
- Co takiego? - spytałam
- No jak to co! Impreza urodzinowa Austina! - krzyknęła
- No tak! Zapomniałam.
Zeszłyśmy po schodach cały czas rozmawiając. Wyszłyśmy z budynku i po krótkim czekaniu wsiadłyśmy do autobusu który zawiózł nas do szkoły.
- A co u ciebie Viki? Jak z Nathanem?
- Dobrze. Dziś w nocy znów mnie odwiedził. Teraz wiem na pewno co do niego czuje. Kocham go!
- To super! Nareszcie!
- Tylko boje się jednego. Co ja zrobię jeśli mnie zostawi albo nie będzie kochał?
- Spokojnie! Wystarczy, że będziesz wierzyć, że wam się uda.
W szkole przed pierwszą lekcją rozmawiałyśmy przed moją klasą. Nagle podeszła do nas Camila wraz ze swoimi przyjaciółkami. Wszystkie trzy miały pofarbowane włosy na kolorowo. Olivia miała pomarańczowe końcówki, Sophia niebieską grzywkę a Camila czerwone pasemka.
- Cześć! Jak się podobają wam nasze nowe fryzury? - Powiedziała Camila.
- Wyglądasz jakbyś miała ogień na głowie. - zaśmiała się Kira.
- To ogień miłości Austina do niej. - powiedziała Sophia.
Kira ze złości zacisnęła zęby.
- Ale nie przyszłyśmy chwalić się przed wami naszym oszałamiającym wyglądem. - powiedziała Olivia
- Przyszłyśmy przypomnieć wam, że jutro jest impreska. - powiedziała Sophia
- Nie możemy się doczekać żeby was wyrzucić spod drzwi. - dodała Camila
- Nigdy nie znajdziecie ładnych sukienek, a wiecie dlaczego? - zaśmiała się Sophia
- Bo na takie brzydule nie ma ładnych sukienek! - dokończyła Olivia
- Nigdy nie dostaniecie się na naszą impreske! - powiedziała Camila i wszystkie trzy sobie poszły.
- Z tego co wiem to jest impreza Austina a nie ich. - powiedziałam do przyjaciółki.
- Tak! One sobie pewnie myślą, że nie mamy gustu i nie znajdziemy ładnych sukienek. Jednak my już mamy idealne stroje. - powiedziała Kira.
Cały dzień myślałam nad tym czy ja w ogóle chcę iść na te urodziny. Kira skakała z radości i choćby nie wiem co i tak by poszła. Ja jednak miałam wątpliwości. Nocą gdy Nathan znów mnie odwiedził powiedziałam mu o tym.
- Myślisz, że powinnam tam iść? Sądzę, że nie ważne jak ładną sukienkę założę one i tak mnie nie wpuszczą. Obie z Kirą na pewno zostaniemy wyrzucone.
- No ja nie wiem. Pokaż mi się w tej swojej sukience to powiem czy ci w niej ładnie - odpowiedział chłopak.
- Zgoda!
Wyszłam na korytarz i przebrałam się w nową sukienkę. Gdy weszłam do pokoju Nathan szeroko się uśmiechnął pokazując białe kły.
- Wyglądasz przepięknie! Ja wiedziałem, że masz gust, ale to... Wow! - powiedział zachwycony patrząc na mnie.
- Dziękuję! - powiedziałam spuszczając głowę.
Nathan podszedł do mnie, stanął naprzeciwko i chwycił mnie za rękę. Uśmiechnęłam się i spojrzałam mu w oczy.
- Bardzo chciałbym ci tam towarzyszyć. Jesteś tak piękna... Szkoda, że nie jestem człowiekiem... Nie mogę się tak pokazać... - powiedział.
- Też bym chciała pójść tam z tobą. Tańczyć całą noc...- powiedziałam
Przez moment staliśmy trzymając się za ręce i wpatrując się sobie w oczy. Tak bardzo chciałam, by odwzajemnił mi to uczucie. Byłam przeszczęśliwa przy nim. Nagle Nathan obejrzał się za siebie spoglądając za okno.
- Już niedługo świta! - powiedział. - Muszę iść!
- Proszę! Nie zostawiaj mnie! - powiedziałam bezmyślnie.
Dopiero po chwili zorientowałam się co powiedziałam i znów spuściłam głowę. Nathan przytulił mnie. Poczułam do niego jeszcze większą miłość.
- Wrócę kochanie! Kolejnej nocy po twojej imprezie... i będę przy tobie... - powiedział chłopak.
Puścił mnie uśmiechając się i wyszedł przez balkon zeskakując na dach budynku obok. Ja jednak byłam cały czas przy jego słowach. Powiedział do mnie "kochanie" i że będzie przy mnie. Może faktycznie też mnie kocha. Położyłam się do łóżka i myśląc o Nathanie zmęczona zasnęłam. Obudziłam się po południu o 14. Była to sobota więc miałam wolne i nie musiałam wstawać. Impreza zaczynała się o 18 więc spokojnie mogłam nawet jeszcze spać. Leżałam w łóżku jeszcze godzinę. Później sprzątając trochę mieszkanie wciąż zastanawiałam się czy moja wielka miłość do Nathana jest wzajemna. Gdy nadeszła już pora umyłam się i zaczęłam szykować do wyjścia. Nim skończyłam do drzwi ktoś zapukał i usłyszałam głos Kiry. Dziewczyna weszła do środka. Wyglądała przepięknie w swoim stroju. Sukienka leżała na niej idealnie. Dziewczyna miała do tego czarną torebkę w kształcie serca, czerwone balerinki i złotą bransoletkę na ręce. Włosy miała rozpuszczone.
- Pięknie wyglądasz! - powiedziałam na jej widok.
- Ty też! - odpowiedziała dziewczyna.
Skończyłam tylko czesać swoje blond włosy i obie wyszłyśmy z mieszkania. Do swojej niebieskiej sukienki ubrałam niskie niebieskie koturny a włosy rozpuściłam tak jak moja przyjaciółka. Gdy dotarłyśmy na miejsce przed wejściem czekały już trzy przyjaciółki. Wszystkie trzy ubrane były w złote krótkie sukienki i srebrne szpilki. Sophia na nasz widok otworzyła szeroko usta.
- Postarały się! - powiedziała Olivia.
- Widzisz Camila! Mamy świetny styl! Teraz musisz nas wpuścić! - Powiedziała Kira stając przed Camilą.
- Zapomnij mała! Nie podoba mi się połączenie czerwonego z czarnym na twojej sukience a Victoria nie ma biżuterii. Za nic nie wejdziecie! - powiedziała dziewczyna.
- Wiedziałam że tak będzie - pomyślałam.
Nagle otwarły się drzwi i na dwór wyszedł Austin.
- Cześć dziewczyny! - powiedział.
- One nie mają wystarczająco ładnych strojów wiec nie wejdą. - powiedziała do niego Camila.
- Luz laska! Są piękne! - powiedział na to Austin.
Camila spojrzała na swoje przyjaciółki.
- Ma racje! - powiedziała Olivia
- Wchodźcie dziewczyny! To moje urodziny nie Cam. - powiedział Austin i zaprosił nas do środka.
- Ciebie kochanie też chcę zobaczyć na parkiecie - powiedział jeszcze do Camili i wszedł za nami.
Muzyka grała bardzo głośno. Do sufitu były poprzyczepiane balony. Wszyscy nasi znajomi tańczyli na korytarzu i w ogromnym salonie. W pokoju obok był stół z przekąskami i napojami oraz parę miejsc do siedzenia. W salonie z prawej strony były schody na wyższe piętro jednak nie można tam było wchodzić. Obie z Kirą szybko złapałyśmy rytm i zaczęłyśmy tańczyć. Po kilku godzinach zmęczona usiadłam na krześle by trochę odpocząć. Zaczęłam szukać w tłumie przyjaciółki. Nagle zobaczyłam że Kira rozmawia z Austinem. Chwile później zauważyłam, że Camila i jej przyjaciółki nawet nie zwróciły na to uwagi. To było dość dziwne bo Camila zawsze się wkurzała gdy inne dziewczyny gadały z jej chłopakiem. Posiedziałam chwilę i znów ruszyłam na parkiet. Po około godzinie ktoś wyłączył muzykę. Na schody wszedł Austin.
- Mam mały komunikat dla wszystkich tu obecnych! - zaczął mówić - Camila! Powiedz... Czy ty mnie w ogóle kochasz?
- A jak myślisz? Bardzo cię kocham!- krzyknęła dziewczyna i weszła na schody do niego.
- Wszyscy znacie tą dziewczynę prawda? - spytał Austin.
Każdy krzyknął, że tak.
- A który z moich kolegów chciałby ją mieć? - pytał dalej chłopak.
Kilku chłopaków krzyknęło że ją chce.
- Jeśli są chętni na tą pustą laskę to informuję ich że Camila jest od teraz wolna. - powiedział Austin.
- Jak to? - zdziwiła się Camila.
- Tak! Znudziłaś mi się ty i te twoje humorki. Zrywam z tobą! - powiedział chłopak a Camila obrażona zeszła ze schodów, wzięła przyjaciółki za ręce i podeszła do drzwi wyjściowych
- Czekaj mała! - zawołał ją Austin. - Jeszcze jedno!
- Co? - wrzasnęła dziewczyna.
- Do mnie od dziś należy ta oto piękność. - powiedział chłopak a na schody weszła jego nowa wybranka.
- Przedstawiam wam Kirę! Od dzisiaj to moja dziewczyna. - powiedział.
- Kira? - zdziwiłam się myśląc. - Moja przyjaciółka?
Faktycznie to była prawda. Austin i Kira są teraz razem.
- I jeszcze jedno! - dodał na koniec chłopak. - Zabieram ją na górę. Nikt nie ma nam przeszkadzać! Może zejdziemy potem. Zależy jak mojej Kirze się spodoba. - powiedział i chwycił dziewczynę za rękę.
- Kocham cię Austin - powiedziała Kira i razem pobiegli po schodach na górę.
- Zapłacisz mi za to wredna lasko! - krzyknęła Camila i wyszła wraz ze swoimi przyjaciółkami.
Teraz musiałam już bawić się sama. Kira była na górze ze swoim ukochanym i na pewno przeżywa teraz to co ja ostatniej nocy. Moja miłość mówiła do mnie "kochanie" a co ona teraz przeżywa tylko sama wie. Jednak byłam bardzo ciekawa co tam robią. W końcu jednak nie wytrzymałam i postanowiłam iść zobaczyć. Na czworakach weszłam powoli po schodach by nikt mnie nie zobaczył. Poręcz od schodów mnie całą zasłaniała do tego było te ciemno. Weszłam na górę. Zobaczyłam uchylone drzwi od pokoju po prawej. Podeszłam tam i zajrzałam do środka. Na łóżku za drzwiami siedziała Kira i Austin bokiem do mnie. Dziewczyna siedziała chłopakowi na kolanach przodem do niego. Namiętnie się całowali. Wyglądali bardzo słodko. Uśmiechnęłam się i wyszłam. Niezauważona zeszłam z powrotem na dół. Tańczyłam do rana a Kira wciąż nie schodziła. O 9 rano wszyscy zaczęli się rozchodzić do swoich domów. Czekałam chwilę pod drzwiami na Kirę jednak dziewczyna wciąż nie wychodziła. W końcu dostałam SMS-a od niej o treści "Nie czekaj na mnie. Nie wrócę na ziemie, zostaje w niebie". Wróciłam więc sama do domu. Przebrałam się w piżamę i położyłam spać. O 18 obudziła mnie Kira.
- Cześć Viki. Nie uwierzysz! - powiedziała podekscytowana
- Cześć! Jak tam? - powiedziałam
- Było cudownie! Wciąż nie wieżę, że naprawdę to się wydarzyło... - powiedziała szczęśliwa dziewczyna.
- Cieszę się razem z tobą! Opowiadaj!
- No więc wziął mnie tam na górę do swojego pokoju. Najpierw rozmawialiśmy i on mnie do siebie tulił. Powiedział, że Camila była z nim tylko na pokaz, w ogóle go nie kochała i on miał tego dość. Chciał prawdziwej dziewczyny i ja mu wpadłam w oko. Potem mnie całował, tulił, dotykał... Szaleństwo! Nigdy się tak cudownie nie czułam! Miałam w końcu kogoś kogo kocham. Potem długo znów rozmawialiśmy. Do samego rana. Opowiedziałam mu, że Camila i dziewczyny dokuczają nam a on obiecał że zrobi coś żeby przestała.
- Do czego między wami doszło, co?
- No wiesz... Nic za bardzo ze sobą nie robiliśmy. Nie mogę się od razu cała dać bo pomyśli że jestem za łatwa.
- Wiem, wiem. – zaśmiałam się - Cieszę się razem z tobą i życzę udanego związku.
Tak naprawdę jej trochę zazdrościłam. Ma swojego wymarzonego, a ja nie... Chodź z drugiej strony czułam, że tej nocy między mną a Nathanem wydarzy się coś niezwykłego. Dzięki temu co mi ostatnio powiedział.
  • awatar Zorena: Hmm... nie myślałam, że Kira i Austin będą tak szybko razem. Co do Viki to trzymam kciuki za nią i Nathana ;)
  • awatar Gość: Świetny! Czekam na następne cudeńko
  • awatar Tiara10: Ciekawa jestem co dalej będzie. Zaskoczyłaś mnie tą nową wybranką Austina.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Chodź od zawsze ciekawiły mnie wampiry teraz naprawdę się przestraszyłam.
- O matko! Jesteś wampirem? - powiedziałam robiąc krok w tył.
Ścisnęłam mocno poduszkę którą trzymałam w rękach. Chłopak spostrzegł, że jestem nieco wystraszona.
- Tak, jestem! Nie bój się! Nic ci nie zrobię! - powiedział uśmiechając się.
- W początku... Nie boję się. Myślałam, że one naprawdę nie istnieją. Sądziłam, że to co widziałam kiedyś tylko mi się śniło. - powiedziałam
- Widziałaś? Jak to możliwe? - zdziwił się
Opowiedziałam Nathanowi co kiedyś przydarzyło mi się w dzieciństwie. Wydawał się być zaskoczony a jednocześnie chyba wiedział kogo i dlaczego widziałam.
- Niesamowite! My od wieków staramy się ukrywać przed ludźmi. - powiedział gdy skończyłam mówić.
- Nikt mi nigdy w to nie wierzył, ale teraz widzę, że się nie myliłam. Wampiry istnieją!
- Mi się wydawało, że ludzie panicznie boją się wampirów, uciekają na nasz widok... Ty jednak się nie boisz.
- Trochę się boje... Ale nie aż tak bardzo żeby od ciebie uciekać. Sądzę jednak, że byś mnie nie skrzywdził, prawda?
- Nie, nigdy! Spokojnie! Powiedz mi... Ciekawią cię wampiry, tak? Mogę ci opowiedzieć o nas! Chcesz?
- Tak!
Usiedliśmy razem na dywanie na środku pokoju. Najpierw bałam się do niego zbliżyć, chociaż z drugiej strony coś mówiło mi żebym przysuwała się do niego bliżej i bliżej. Z każdą chwilą rozmawiało się coraz przyjemniej. Powoli gubiłam strach i coraz bardziej się przybliżałam do Nathana. W końcu siedzieliśmy już obok siebie. Zaprzyjaźniłam się z chłopakiem który niedawno wpadł mi do pokoju przez balkon.
- Właściwie, to nie powiedziałeś mi jeszcze przed czym tak uciekałeś. - spytałam w końcu.
- Mówiłem! Przed sługami mojego ojca.
- A dlaczego uciekałeś przed nimi?
- Ojciec zamknął mnie w pokoju za karę to zwiałem. Jak się zorientował wysłał ich by mnie złapali.
- A co zrobiłeś, że cię zamknął?
Chłopak chwilę milczał.
- Niesłuchałem go, nie pytaj... - powiedział.
- Dobrze! - odpowiedziałam.
Chłopak uśmiechnął się. Czułam, że on coś przede mną ukrywa, ale przecież nie musialam wiedzieć wszystkiego o jego życiu.
- Twój ojciec musi być kimś ważnym skoro ma własne sługi! - dodałam po chwili.
- Jesteśmy po prostu bogatszą rodziną. Tata sobie ich niedawno zatrudnił.
Przegadaliśmy prawie całą noc. Opowiedziałam mu dużo o sobie a on mi o wampirach. Nathan powiedział, że współcześnie nie gryzą już ludzi by pić ich krew. Teraz gryzą tylko by zamienić w jednego ze swoich. Panuje tam też taki zwyczaj, że jeśli wampirowi spodoba się jego przyszła ofiara może przed ugryzieniem pocałować tą osobę. Chłopak powiedział też, że jest wśród nich ród królewski. To grupa szlachecka posiadająca magiczne moce. Jedną z nich jest zdolność przebywania w świetle dziennym. Wśród nich jest też wybierany król. Jednak magiczne moce mają też wadę. Przez nie wampiry mają zakaz wchodzenia w bliższy kontakt z człowiekiem którego chcą przemienić. Jeśli to zrobią ta osoba będzie też posiadał moce. Nie wiedzą dokładnie dlaczego tak jest. Robienie tego jest im zakazane, by nie dopuścić do tragedji. Moce wykorzystane w zły sposób mogą zagrozić wampirom i ludziom. Pierwszą moją myślą było, że on mnie może ugryźć ale w tej samej chwili znów obiecał mi, że mi tego nie zrobi, bo bardzo mnie polubił. Wie już trochę o mnie i nie chce mnie przemieniać i niszczyć mi życia. Obiecał, że będę jego przyjaciółką i będzie co noc do mnie wpadał. Rozstaliśmy się o 4 rano. Nathan chciał wyjść póki ciemno i schować się gdzieś przed ludźmi i słońcem. Wyszedł na balkon, pożegnał się ze mną i zniknął w ciemnościach nocy. Położyłam się z powrotem do łóżka. Nie mogłam zapomnieć tych rubinowo czerwonych oczu. W końcu zasnęłam. Szybko jednak zostałam zbudzona. Trzeba było iść do szkoły. Ubrałam się, zjadłam śniadanie i wyszłam z domu. Kira prędko zauwarzyła, że tej nocy długo nie spałam.
- Cześć Viki!
- Cześć. - odpowiedziałam cicho.
- Co jest? Nie spałaś w nocy?
- Spałam! - zaprzeczyłam.
- No dobrze! - powiedziała Kira.
Wiedziałam, że mi nie wierzy. Wyglądałam jakbym w ogóle nie spała jednak czułam się całkiem dobrze. Poszłyśmy z Kirą wspólnie na autobus. Cały czas myślałam o Nathanie. Nie mogłam nawet na chwilę przestać. Sama nie wiedziałam dlaczego.Po krótkim czasie czekania autobus wreszcie przyjechał. Wciąż się uśmiechałam sama do siebie a Kira bez przerwy mi się przyglądała.
- Viki, ja widzę, że ty jesteś jakaś inna. Co się dzieje? - pytała po drodze.
- Nic, wszystko jest ok. - odpowiedziałam.
- Wiem że ok. Inaczej byś się tak nie śmiała. Wydaje mi się, że kogoś poznałaś!
- Daj spokój! Ja? Przecież w nocy śpię.
Kira uśmiechnęła się.
- Nie przeczę, ale wydje mi się, że nie tym razem. Byłaś gdziś w nocy czy jeszcze przed?
- Nigdzie nie byłam. Przecież wiesz że ja raczej nie szwędam się po mieście.
Kira popatrzyła na mnie.
- Hmmmm... Zakochałaś się! - powiedziała.
- Nieprawda!
- Przecież widzę. Spokojnie! Mi możesz powiedzieć!
Z początku nie chciałam nikomu mówić o Nathanie. W końcu on nie był człowiekiem. Bałam się reakcji. Jednak wiedziałam, że Kira jest moją przyjaciółką i jej mogę powiedzieć. Nie byłam tylko pewna czy nie wmówi mi że to był tylko sen.
- No zgoda! Poznałam kogoś... - wydusiłam wreszcie
- Wiedziałam! Zakochałaś się!
- Nie wiem, czy to miłość czy przyjaźń, ale naprawdę bardzo go lubię. Poznaliśmy się przypadkiem no i tak jakoś...
- Opowiedz mi o nim!
- Opowiem ci o nim, ale w domu po szkole! - powiedziałam jej na ucho.
- Jak chcesz! - odpowiedziała dziewczyna
W sumie to nie wiedziałam czy ja naprawdę kocham Nathana. Nawet jeśli to czy związek człowieka z wampirem mógłby istnieć? Zastanawiałam się tak cały dzień. Wreszcie gdy wieczorem zmęczona wróciłam do domuod razu położyłam się na swoim łóżku. Wtedy z pod niego wyszła Mercy. Wskoczyła na mnie i położyła się na moim brzuchu.
- Cześć! - powiedziałam głaszcząc kotkę.
Ona jedynie w odpowiedzi cicho zamruczała. Chwilę poleżała po czym zeszła, podeszła do drzwi i wskoczyla na klamkę otwierając je.
- No proszę! Co za mądre zwierz. - powiedziałam na to.
Niedługo po tym do pokoju weszła Kira.
- Można wejść? - spytała
- Jasne! Chodź! - powiedziałam uśmiechając się.
Usiadłam na łóżku a Kira obok mnie.
- To słucham! Powiedz mi z kim i gdzie się wczoraj spotkałaś. - powiedziała dziewczyna po chwili
Spojrzałam w podłogę.
- No nie wiem czy mi uwierzysz...
- Dawaj! Uwierze nawet jakbyś powidziała że spotkałaś wampira o którym ciągle opowiadasz.
Podniosłam głlowę i z powarzną miną spojrzałam jej w oczy. Do dziewczyny dotarło, że to co powiedziała jest prawdą. Powoli się uśmiechała po czym spojrzała w sufit a potem na mnie.
- Czy ja powiedziałam prawdę? - spytała ostrożnie
Pokiwałam głową że tak.
- Jakim cudem? Kto to jest? - pytała
- No więc wczoraj obudziło mnie stukanie do okna. Kiedy do niego podeszłam zobaczyłam scenę podobną do tej z dzieciństwa. Był to jakiś chłopak. Rozpaczliwie wołał bym go wpuściła. Widać było że ucieka. Wiesz, że jak widze że komuś trzeba pomóc to muszę to zrobić? No i go wpuściłam. Jak zdjął kaptur z głowy zobaczyłam śliczne rubinowe oczy, burzę lekko falowanych blond włosów i w końcu błyszczące kły. Chyba coś do niego poczułam. Opowiedział mi potem dużo o wampirach i jedocześnie obiecał że nigdy mnie w niego nie zamieni. Naprawde miło się nam rozmawiało. Siedzieliśmy do 4 w nocy. Cały czas się we mnie wpatrywał...
- Jesteś pewna, że ci się to nie przyśniło?
- No raczej po spaniu całą noc nie wyglądałabym tak jak wyglądam. Zaspana!
- Masz racje... Oj, kochana! Jak myślisz? Też to do cibie czuje?
- Nie wiem... Jak mnie zobaczył po raz pierwszy gdy włączyłam światło wpatrywał się we mnie jak w obrazek. Ale wiesz jak to jest z chłopakami. Potrafi się zachowywać tak jakby cię kochał a jednak tak nie jest...
- Skąd ty tyle wiesz o miłości? Podobno nigdy nie byłaś zakochana!
- Niebyłam, ale widziałam to u mojej dawnej koleżanki. Kochała swojego przyjaciela do szaleństwa. Wielokrotnie widziałam jak on ją traktuje. Łaskotał ją dla zabawy, zabierał rzecy, patrzył jej w oczy kiedy do niej mówił. Jednak gdy ona spytała go czy z nią będzie zerwał z nią kontakt. Nie mogłam patrzeć na jej ból...
- Biedna dziewczyna... Wiesz... Ja jednak myślę, że nie wszyscy tacy są.
- Mam nadzieje, że to prawda.
- Mamy dowód! Kochasz tego swojego wampira. Zdradzisz mi jeszcze jak ma na imię?
- Nathan. Naprawdę sądzisz, że go kocham?
- Myślę, że tak. Kiedy cię znów odwiedzi?
- Obiecał, że będzie wpadał codziennie.
- Jak słodko! Coś mi się wydaje, że też go zauroczyłaś!
- Może i tak. Nie wiem...
Rozmawiałyśmy z Kirą aż do zachodu słońca. Później poprosiłam ją żeby wyszła, bo chciałabym być sama z Nathanem. Oczywiście jeśliby przyszedł. Czułam że tej nocy też się zjawi tak jak obiecał. Nie minęło 10 minut a chłopk znalazł się na moim balkonie. Zapukał w szybe okna a ja natychmiast otworzyłam balkon by mógł wejść do środka.
- Cześć! Jednak przyszedłeś! - powiedziałam na jego wiok
- Pewnie, że przyszedłem! - odpowiedział uśmiechając się.
Usiedliśmy razem na dywanie w tym samym miejscu co noc wcześniej. Nathan znów zaczął opowiadać mi o wampirach. Strasznie się wciągnęłam i nie zauwarzyłam nawet kiedy minęły 2 godziny.
- A tobie jak minął dzisiejszy dzień? - spytał chłopak gdy skończył opowiadać.
- Dobrze. W szkole było w miarę spokojnie. Byłam też dzisiaj za zajęciach z gimnastyki artystycznej. Było fajnie. - odpowiedziałam.
- Trenujesz gimnastykę?
- Tak, już od dawna. Trenerka mówi, że jestem jedną z najlepszych w grupie.
- To gratuluje. Pokażesz mi parę sztuczek?
- Jeśli chcesz.
Wstałam i zaprezentowałam koledze kilka najbardziej wyćwiczonych rzeczy.
- Wow! Jesteś naprawdę dobra! - powiedział zachwycony Nathan.
- Daj spokój! To były jedne z prostrzych figur.
- Myślę, że nawet z najtrudniejszym byś sobie poradziła.
Rozmawialiśmy do 3 w nocy. Później poprosiłam Nathana by już wszedł, bo chciałam się wyspać. Nie chciałam się z nim rozstawać, ale nie mogłam też chodzić spać nad ranem. Po tej nocy byłam już pewna. Zakochałam się z Nathanie.
  • awatar Lalkova <3: Cudny rozdział <3
  • awatar Zorena: Hmmm... robi się coraz ciekawiej ;) Mam pewne domysły odnośnie Nathana, ale zostawie je dla siebie :) Nie torturuj mnie i wstawiaj szybko następny rozdział :D
  • awatar Nala123: Piękne <33 Na prawdę twoje opowiadania można czytać i czytać ^^
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›